Forum biblijne Strona Główna Forum biblijne
Owocem ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność. (List do Galatów 5:21-22)

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Powtórne małżeństwo
Autor Wiadomość
sylka
Gość
Wysłany: 2006-05-28, 15:01   Powtórne małżeństwo

Oto ciekawy artykuł na ten temat. Zgadzam się z autorem

http://www.poznajpana.org/articlebody.asp?id=852
 
 
Adam
Gość
Wysłany: 2006-05-28, 15:01   

Cóż,kolejny człowiek,który otwiera furtkę dla grzechu w kościele. Crying or Very sad,bo wydaje mu się,ze objaśnił to,w czym Bóg wyraził się mało precyzyjnie.
Opieranie się w kwestii życia lub śmierci(bo o zbawienie tu chodzi)na tym,że w grece jakieś słowo może mieć czasem inne znaczenie,niż ma zazwyczaj,jest straszne. Sad
Pozór mądrości a w tle śmierć.
_________________
Adam
 
 
sylka
Gość
Wysłany: 2006-05-28, 15:01   

Chyba nieuwaznie przeczytałeś artykuł Adam....
Oto koncowa konkluzja autora:

" Martwi mnie to, że wielu użyje mojej odpowiedzi do usprawiedliwienia rozwodu. Mogą oni powiedzieć: „W porządku, mogę się rozwieść z żoną czy mężem, aby poślubić moją prawdziwą miłość”. Chwileczkę! Bóg zna twoje serce, Jego nie możesz oszukać. Nie bierzesz rozwodu po to, aby poślubić kogoś innego – o tym już mówiliśmy "

Warto głebiej zastanowic się co autor mial na mysli, zanim odrzucisz to co napisal.
 
 
Gość

Wysłany: 2006-05-28, 15:01   

Ja zrozumiałem ten artykuł tak;
1.Jeśli chcesz się rozwieść,by poślubić innego(inną),to ci nie wolno,ani się rozwodzić,a gdybyś to uczynił,to nie wolno ci wstąpić w kolejny związek,bo to jest cudzołóstwo.
Zgadzam się z tym w 100%
2.Jeśli przyczyną rozwodu jest zdarada,zdradzona strona może wstąpić w nowy związek.
Z tym nie zgadzam się wcale.
Czy źle to zrozumiałem?Jeśli tak,to przeczytam jeszcze raz.
_________________
Adam
 
 
sylka
Gość
Wysłany: 2006-05-28, 15:01   

A ja zrozumialam tak:
Bóg nie chce , zeby ludzie się rozwodzili, a juz obrzydliwoscią jest kiedy czlowiek zonaty chce sie rozwiesc by poslubic kochanke ( caly czas mowa o wierzacych !!)

Natomiast, jesli ktos jest rozwiedziony, jest chrzescijaninem i po jakims czasi poznaje osobę , rónież wierzącą i zakochują sie i chca zyc razem i z Bogiem to nie zgrzeszą jesli się pobiorą.
Bog bedzie blogosławil takie malzenstwo.
Ten artykul obala taki cięzar nalozony na rozwiedzione osoby, ze nigdy nie moga wyjsc ponowne za maż czy ozenić się.
Autor podkresla ,ze całkowity zakaz osobom rozwiedzionym wstępowania w związki małżenskie jest niewłasciwy.
Widzę tez ze autor nie chce, aby ten artykul był jakąs furtką dla tych, ktorzy chca sie rozwieść , aby specjalnie poslubic kogos innego.
 
 
Yarpen_Zirgin
Gość
Wysłany: 2006-05-28, 15:02   

Cytat:

Nawet Kościół Katolicki, który interpretuje ten fragment jako zakaz wszelkich powtórnych małżeństw, był kreatywny w zajmowaniu się tym problemem, że stworzył doktrynę „unieważnienia”.



Zastanawiam się, czy ten facet zna nauczanie Kościoła, skoro tutaj pisze o "unieważnieniu" w KK, potem nawija o tym co jest w rzeczywistości (Stwierdzenie, ze małżenstwo nie zostało waznie zawarte), po to tylko, aby w kolejnym zdaniu pisać swoje pomysły nie mające nic wspólnego z nauką KK.
 
 
Adam
Gość
Wysłany: 2006-05-28, 15:02   

uż opisywałem tą historię gdzie indziej.Ale jeszcze raz.
W pewnym zborze na południu Polski rozpadło się chrześcijańskie małżeństwo.Ona poszła do świata i tam balowała.On pozostał z dziećmi w zborze i modlił się o nią.
Po dwóch latach,kiedy nie było szans na jej powrót,współwierzący zaczęli zachęcać brata do małżeństwa.Znalazła się też wierząca kandydatka.
Pastor udzielił im ślubu.Po jakimś nie długim czasie ta pierwsza żona wróciła w pokucie do Pana i zboru.
Cóż z tej radości,kiedy ludzkie interpretacje zamknęły już drogę do dokończenia tego,co Bóg zaczął naprawiać.Tak oto człowiek stanął na drodze Bożemu dziełu.
Jak czują się teraz ci,którzy przyłożyli rękę do tego drugiego związku?Jak czuje się ten pastor?
No i na koniec,co myślą o Bogu,o kościele dzieci,do których wróciła mama,a które tej mamy nie mogą mieć w pełni?
Jak oni teraz mają funkcjonować wszyscy w jednym zborze?
Bóg zrobił ze swej strony wszystko,by naprawić zło wyrządzone przez człowieka.
Człowiek ze swej strony zrobił wszystko,by postawić tamę działaniu Boga.
Oczywiście na usprawiedliwienie takich kroków ci ludzie mieli dokładnie taką samą ''argumentację Biblijną''.
Poprzez takie świadectwa Bóg pokazuje,że warto czekać na Jego działanie,a nie realizować swoje plany.
W ''mojej''grupie domowej jest 3 małżeństwa do których po 8,10 i po roku wrócili małżonkowie.Każdy z nich szukał tej wskazanej w tym artykule furtki.Wiele godzin spedziliśmy z nimi na rozmowach i wyjaśnianiu,że powinni czekać i nie rozgladać się za kolejnym związkiem.Wiele przez ten czas wycierpieli i doświadczyli wielu zwątpień.Ale wytrwali i mają teraz tego owoce.
Co by było,gdyby wstąpili w nowe związki?Wg.tego artykułu mieli do tego prawo.Napewno przestali by się modlić o nawrócenie swoich grzesznych współmałżonków.Ich nawrócenie było by w przypadku nowych małżeństw czymś,czego życzyli by sobie najmniej.
Czy nie widzisz tragizmu sytuacji,kiedy komuś zależy na tym,by współmałżonek się nie nawrócił?
W świetle tych świadectw nie wierzę w Boże błogosławieństwo dla powtórnego związku,dopóki pierszy małżonek żyje.
Wstępowanie w kolejny związek jest aktem niewiary w Boże możliwości
Jaka jest Boża wola w przypadku rozpadłego małżeństwa?Czyż nie taka,by się pojednało?By ludzie wrócili do siebie?
Jak więc można mówić,że Bożą wolą jest by zawarli nowy związek?A jak się ta wola manifestuje?Czy przez proroctwo,czy przez wizję,czy przez sen?
Nie!Zawsze są ludzie skłonni popychać takich biedaków w małżeństwo.Głownie z powodu usprawiedliwienia swojego już drugiego małżeństwa,albo też myśląc perspektywicznie,otwierają dla siebie taką ewentualność na przyszłość.
Cytat:

Ten artykul obala taki cięzar nalozony na rozwiedzione osoby, ze nigdy nie moga wyjsc ponowne za maż czy ozenić się.


Za każdym razem,przy tym temacie jako koronny argument wysuwa się ten ciężar.Uffff.......Zapytaj tych,do których wrócili współmałżonkowie,czy ten cężar wspominają z bólem?
Jaki tam ciężar???
Ciężarem jest również kawalerstwo.Czy to znaczy,że taki samotny brat powinien kożystać z pierwszej lepszej okazji?Również szukając w świecie?Tu ma nawet większą swobodę,bo nigdzie w Biblii nie znajduję wyraźnego potępienia i nazwania grzechem takiego małżeństwa.Takich ciężarów jest wiećej w naszym naśladowaniu Pana.Czy mamy szukać bocznych furtek?
Owszem jest to ciężar,ale dla chrześcijan,którzy ''wzrastają'' w zborach,gdzie nie głosi się prawdziwego Chrystusa.Bo Ten jest mocen podtrzymać omdlałe ramiona.On ma moc pocieszyć i dać siły.
Ci,co piszą o ciężarze na pewno nigdy nie pomogli takiemu człowiekowi skutecznie.No bo skoro znają takich tylko jako żyjących pod ciężarem....
Szkoda,że nie mogłaś widzieć na codzień tych dwóch sióstr i brata,którzy czekali tyle lat na powrót swoich połówek.Szkoda,że nie możesz widzieć na co dzień tych kolejnych trzech braci,którzy od kilku lat modlą się o swoje żony.Nie wyglądają na obciążonych tym problemem i jeszcze innych podtrzymują!
Są dwa powody ciężaru w tym stanie;
1.Czekanie jest ciężarem tam,gdzie jest ciągła świadomość,że jednak jest możliwość kolejnego związku.I tu ujawnia się trująca właściwość takich artykułów.Bo dają pokusę do tych serc,zamiast wnosić Chrystusa i nadzieję,zamiast podtrzymywać wiarę w Boże możliwości,pokazują szybkie wyjście awaryjne.
2.Czekanie jest w każdej sytuacji ciężarem,jeśli z czekającym nie ma Chrystusa.Takiego człowieka trzeba rozkochać w Panu,wtedy zasmakuje cudowności przebywania w Nim i Jego prowadzenia.Wtedy samotność nie doskwiera,wtedy krzyż jest lekki a brzemię miłe.Tacy zachwyceni Panem są nawet o wiele bardziej szczęśliwi od niejednego małżeństwa w całości.
Wielu z tych ludzi dziękuje potem Panu za to,czego doświadczyli,bo dzięki tej rodzinnej tragedii zwrócili się w końcu na poważnie do Boga.Gdyby nie rozpad ich małżeństwa,nadal byli by letnimi.

Wiem jedno.Człowiek wchodzący w kolejny związek nigdy nie ma 100% pokoju i pewności,że to się Bogu podoba.A ten,który w taki związek już wstąpił,nigdy nie ma pewności,że jest to Bożą wolą.
Wiem co piszę,bo czasem uda mi sie dotrzeć do ukrytych zakamarów takich ludzi i wtedy przyznają się do tego,że tak naprawdę,to wiele się muszą trudzić(prawie cały czas!)by zagłuszyć sumienie.Choć oficjalnie potrafią składać świadectwa o swoim szczęściu,to w głębi serca czują niepoój i tylko niewielu potrafi sie do tego przyznać.Dlatego często rzucają się w wir czegokolwiek,by zająć swój umysł,by zagłuszyć ten cichy głos sumienia.
Takie życie nie jest przyjemne.
Zadzwonił raz do mnie taki żyjący z drugą żoną(oczywiście od Pana)brat i płakał mi jak to już dłużej nie może i wogóle co on zrobił ze swoim życiem.A nikt mu''głowy nie suszył''.Sam na to wpadł.Co z tego,że płakał.Co z tego,że przepraszał braci za swój grzech,skoro niczego nie zmienił.
Sumienie też można w końcu uciszyć.Takie artykuły są w tym bardzo pomocne.Ale nigdy całkowicie. Crying or Very sad
_________________
Adam
 
 
Debora Anna
Gość
Wysłany: 2006-05-28, 15:02   

Hej!
To co tu napiszę proszę przeczytać z odrobiną choć ilości poczucia humoru.
Po pierwsze -
Słyszałam kiedyś takie powiedzenie, że nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu.
Po drugie -
Legalizm jest wyrazem i przejawem braku poznania łaski.
Po trzecie -
Zawsze można modlić sie o to, żeby zostac wdowcem lub wdową i wtedy nie ma problemu z ponownym małżeństwem - "byle w Panu".

Z prosbą o miłosierdzie ....
Pozdrawiam
Debora Anna

Ps. Właśnie przeczytałam arykuł. Dzięki Bogu, że jest ktoś , kto napisał taki artukuł.
W każdej sytuacji Cudownym Doradcą jest JEZUS
Jego należy pytać w tak osobistej sprawie.
Nie zaufam innemu doradcy w sprawie mojego małzeństwa, czy to obecnego , czy przyszłego gdyby takie miało mieć
miejsce.
Wiem jedno - jest to bardzo delikatna materia i Pan traktuje nas bardzo indywidualnie w tej kwestii, gdyż tylko On zna serca i ewnetualne krzywdy i winy poszczególnych stron.
Adamie - nie chciałabym abys był moim duchowym doradcą.
 
 
sylka
Gość
Wysłany: 2006-05-28, 15:03   

Szczerze mówiąc Adam, mam na myśli takie sytuacje, gdzie jeden z małżonków odchodzi i związuje sie z inną osoba, ma z nią dzieci.
Mowię o takich przypadkach, gdzie są juz inne zwiazki.
Czy ta opuszczona strona ma czekac do konca zycia w samotnosci, podczas gdy druga strona cieszy sie udanym pozyciem w innym zwiazku małzenskim?

Oczywiscie najlepiej radzic, zeby czlowiek szukal Boga, a nie zawracal sobie glowy nastepnym malzenstwem.
Ale rozni są ludzie.
Ja tam takiej osobie zyczylabym udanego, powtornego związku z wierzaca osoba, i aby razem trwali przy Jezusie do konca zycia.

Rożne są koleje losu.....
_________________
 
 
Adam
Gość
Wysłany: 2006-05-28, 15:03   

Cytat:

Czy ta opuszczona strona ma czekac do konca zycia w samotnosci, podczas gdy druga strona cieszy sie udanym pozyciem w innym zwiazku małzenskim?


Czyżbyś sugerowała,że chrześcijanin ma takie samo prawo cieszyć się życiem,nawet jeśli jest to grzechem?
Znam już trochę twoje poglady,więc wiem,że tak nie jest,ale jakiś cień takiego rozumowania jest w tych słowach. Confused
Poza tym,nie wierzę za bardzo w ''cieszenie się udanym pożyciem''drugiej strony.Ich też gryzie.Dlatego,jeśli się im stworzy odpowiednie warunki do powrotu,jednak wracają.Taki artkuł te warunki uniemożliwia.
_________________
Adam
 
 
sylka
Gość
Wysłany: 2006-05-28, 15:03   

Jakie warunki do powrotu, jesli jest drugi związek małzenski i dzieci??????

Czy mają sie rozwodzic i wracac do poprzednich małozonkow???

To absurd!!!!
 
 
Debora Anna
Gość
Wysłany: 2006-05-28, 15:03   

Do wolności powołał nas Bóg!!!
To nie tylko wolnośc od grzechu, ale też wolność od bezprawnych więzów i niewolniczego sposobu myślenia.
 
 
Adam
Gość
Wysłany: 2006-05-28, 15:03   

Ależ Deboro,masz 100% racji!
Jeśli mąż(żona) poganin chce się rozwieść...(...)...nie są niewolniczo związani.
Z tym,że ja widzę w tym wersecie wolność do rozstania się a nie wolność do kolejnego związku.Tam nie ma mowy o nowym związku.Paweł omawia w tym wersecie sprawę rozwodu,a i to tylko i jedynie w przypadku małżeństwa z niewierzącym.
Sylko,są przypadki powrotów nawet z takich sytuacji,gdzie mąż wracając do swej prawowiernej żony łożył potem na utrzymanie dzieci z drugiego związku.Zresztą i tak państwo go do tego zmusza poprzez wyrok sądowy,więc łaski nie rtobi.
Ale czy nie lepiej stracić trochę pieniędzy i być zbawionym,niż zachować je i być potępionym?
Gdzie w Biblii znajdujemy taką sytuację,że można było przeprosić Boga za cudzołóstwo i nadal w nim trwać?
Jeśli wierzący mąż odszedł od wierzącej żony i związał się z inną kobietą to co by nie kombinować,żyje w cudzołóstwie.Nawet jeśli owocem tego grzechu są dzieci,to ten związek nadal jest cudzołożnym związkiem.Jeśli więc taki człowiek uświadamia sobie,co zrobił i chce się nawrócić,musi zerwać z tym grzechem.Pokutowanie i przepraszanie pierwszej żony i zboru ale trwanie nadal w tym związku nic nie zmienia.
Problem pojawia sie wtedy,kiedy ktoś źle interpretując Słowo wmówi mu,że to wcale nie jest cudzołożny związek.
I takie właśnie kombinowanie z wersetami dopiero wnosi masę problemów, wobec których cierpienie samotnego człowieka jest niczym.Bo tu liczba cierpiących powiększa się z każdym dzieckiem.Tak cierpiał(a i to tylko dlatego,że daleki od Chrystusa)jeden człowiek,a tak cierpi ich coraz wiecej.
Dlatego uważam,że takie artykuły są strasznie szkodliwe i niebezpieczne,bo mnożą cierpienie pozornie oferując wyjście z niego.
Wogóle w całym tym podejściu do sprawy widzę postawę typu-''z jakiej racji mam się mieć gorzej niż ten grzesznik,który odemnie odszedł,mi się też coś od życia należy''.Dopiero potem następuje szukanie takich nauk,które pozwolą na skorzystanie z takiej możliwości.
Czy taka roszczeniowa postawa pasuje do chrześcijanina?
Wiem jedno.Zamiast zrobić WSZYSTKO,by taki związek uratować(bo chyba zgodzicie się wszyscy,że takie wyjście bardziej się Bogu podoba),bardzo szybko zaczyna się szukać kandydata(tki)na nowego męża(żonę).
Ludzie mówią-''ależ zrobiliśmy wszystko,co było można,więcej się nie da''.
To ''wszystko'' to najczęściej 2-3 rozmowy ze stronami,góra 2 lata niezbyt żarliwej modlitwy i jakieś nieśmiałe zachęty do wytrwałości.
A jak jest gwarancja,że to drugie małżeństwo się nie rozpadnie?Jak raz spróbowali,to gdzie jest granica?Jeśli może być druga żona to dlaczego i nie dwudziesta trzecia?Żadna różnica
A sprowokowanie niekochanej żony(męża) do zdrady,by mieć pretekst do nowego związku,jest sprawą dość łatwą.Trochę cierpliwości i odpowiedniej atmosfery w domu i prędzej czy później się uda.
Jedno jest pewne.Gdyby wszystkie bez wyjątku kościoły trzymały się zasady,że powtórny związek za życia pierwszego partnera jest cudzołóstwem,nie było by tej dyskusji,a i takich związków było by conajmniej o 80% mniej.To tylko otwarcie furtki przez ludzi grzesznych i szukających uzasadnienia dla swego grzechu w Biblii,spowodowało taką a nie inną sytuację.Bo kombinują na zasadzie-''...czy aby napewno Bóg zabronił?...''.
Skąd znamy to pytanie?
_________________
 
 
sylka
Gość
Wysłany: 2006-05-28, 15:04   

Adam napisał:
.
Cytat:
Sylko,są przypadki powrotów nawet z takich sytuacji,gdzie mąż wracając do swej prawowiernej żony łożył potem na utrzymanie dzieci z drugiego związku.



Co to znaczy prawowierna żona?
Jeśli z tą drugą też wziął slub i zyje w związku małżenskim, to która jest prawowierna?
Czy ta pierwsza, z ktorą wziął rozwód? Czy ta druga z drugiego związku małzenskiego?
Absolutnie nie zgadzam się z tym, ze ciązy jakies potępienie na ludziach , którzy drugi raz wzięli związek małzenski po rozwodzie !!!
Jesli sa w Chrystusie nie ma dla nich zadnego potępienia.
Łaska Boża jest większa niż się nam wydaje.
 
 
Adam
Gość
Wysłany: 2006-05-28, 15:04   

I jeszcze coś,co powinienem napisać na początku tej dyskusji.
Autor najwyraźnien nie czyni żadnej różnicy pomiędzy cudzołóstwem a wszeteczeństwem.Mat 19,9 mówi o wszeteczeństwie,jako o przyczynie odprawienia żony.
Wszeteczeństwo,to jest współżycie przed ślubem.Kiedy to mąż może stwierdzić,że jego żona współżyła przed ślubem z kimś innym?Oczywiście w noc poślubną.Jeśli więc po tej nocy stwierdzał,że jego żona nie jest cnotliwa,a z taką się żenił,to znaczy,że zosta łoszukany i mógł w świetle prawa odprawić ją do rodziców.Skutkowało to oczywiście unieważnieniem ślubu,bo już przed jego zawarciem został on złamany przez jedną ze stron.Dlaczego więc mąż ma cierpieć za to,że został oszukany?
Mógł odprawić żonę i wstąpić w nowy związek z cnotliwą kobietą,a każdy,kto poślubiał odprawioną cudzołożył.Była to forma kary nałożonej na nią za grzech wszeteczeństwa.
Co ważne,jeśli jej nie odprawił i zgadzał się żyć z nią,byli normalnym małżeństwem.Nawet gdyby chciał ją odprawić np.po miesiącu,już tego nie mógł zrobić.
Drugim rozwiązaniem był list rozwodowy.Ale dotyczył on wyłącznie określonej w ST sytuacji,gdzie mąż po jakimś czasie odkrywał u swojej żony jakąś wadę fizyczną,która uniemożliwiała mu współżycie z nią.Wtedy opisywał to w tym liście i mógł ją odprawić.Musiał to zrobić dlatego,by taki list chronił tą kobietę przed posądzeniami o zdradę.
Mało tego.Nie mógł ożenić się z nią powtórnie,jeśli w międzyczasie ona wyszła za mąż i została wdową.Poprostu dlatego,że jako wdowa dziedziczyła często majątek po zmarłym drugim mężu,więc ten pierwszy nagle mógł poczuć ''miłość''do jej majatku.Bóg zatroszczył się więc też i o nią,by pazerny facet nie przyjął jej dla pieniędzy skoro wcześniej mu nie pasowała.
Czy którąś z tych sytuacji można zobaczyć w obecnych dramatach rodzinnych?
_________________
Adam
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 11