Forum biblijne Strona Główna Forum biblijne
Owocem ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność. (List do Galatów 5:21-22)

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Co odgradza człowieka od Boga że staje się niewierzącym?
Autor Wiadomość
bartek212701 


Pomógł: 162 razy
Wiek: 27
Dołączył: 03 Sty 2010
Posty: 9278
Skąd: Lublin
Wysłany: 2012-08-18, 23:20   

J.Jaroslavsky napisał/a:
ale z niewiadomych powodów zabiłem go szpadlem - psa oczywiście - do dziś się zastanawiam, dlaczego...
Ja bym się zastanawiał na Twoim miejscu raczej Po co a nie dlaczego :-)
Axanna napisał/a:
a moze to dlatego ze Tobie nigdy nikt nie przywalil szpadlem, a potrzebujesz? :roll:
Ty kochasz zwierzaki :-) mówi się,że ludzie,którzy kochają zwierzęta to dobrzy ludzie wiesz Axanno w Twoim wypadku się z tym zgodzę :-)
Mam na komputerze kociaki mojej mamy :-D

Ta po prawej to mama tej po lewej i tego w środku hehe
a tu jak ten rudy był mały ;-)
_________________
Izaj. 33:6-Mądrość i umiejętność będą utwierdzeniem czasów twoich, siłą i obfitem zbawieniem twem, a bojaźń Pańska skarbem twoim.
 
 
Dżej 
Niosący światło.


Wyznanie: brak
Pomógł: 97 razy
Wiek: 36
Dołączył: 28 Lip 2012
Posty: 2148
Skąd: Warszawa a potem tu i tam.
Wysłany: 2012-08-19, 02:39   

Ładne koty. ;-)

J.Jaroslavsky napisał/a:
Witaj dżej, mówisz...sprubuj się zmienić... myślisz, że to takie proste, miliony polaków kładzie się do łożka w nadziei, że się rano obudzą cudownie przemienieni... pamiętam miałem kiedyś prawdziwego przyjaciela, ale z niewiadomych powodów zabiłem go szpadlem - psa oczywiście - do dziś się zastanawiam, dlaczego
...

Wiem, że się bo i u mnie to dość długo trwa, niemniej wyszukuję zajęcia, które zmuszają mnie do mobilizacji i dzięki temu nie jestem tak leniwy jak bym był. Mam zadania i nie mogę zawieść. Btw. Może pójdź w ślady Mike'a Tyson'a? Dostał parę razy po głowie i teraz to dusza człowiek podobno, nawet przeszedł na wegetarianizm. Więc Axanna może ma dobry pomysł. Chociaż nie szaleję za przemocą i pewnie myślałbym o innym sposobie. Ozzy Osbourne podobno kiedyś zastrzelił swe psy czy tam koty. Lecz teraz odkąd ma rodzinę myślę, że jednak złagodniał.
_________________
Biblia...czemu słowem a nie wykładem bożym? Wszak zawiera więcej niż jedno słowo i nie jest tak klarowna.
 
 
 
Axanna
[Usunięty]

Wysłany: 2012-08-19, 10:06   

Sliczne kociaczki, Bartku :)
Sprawa jednak nie w tym, ze kocham zwierzeta, ale w tym, ze jezeli ktos zabija pieska, ktory byl mu prawdziwym przyjacielem ( a nawet w ogole jakiegos pieska) i nie wie dlaczego, to osobiscie upatruje u tego kogos psychopatyczne odchylenia, ktore nalezy leczyc i to najczesciej przymusowo... Uwazam takich ludzi za niebezpiecznych dla otoczenia, gdyz dzis zabil nie wie dlaczego pieska, a kto wie co zrobi jutro nie wiedzac dlaczego...
 
 
J.Jaroslavsky 

Dołączył: 17 Sie 2012
Posty: 28
Wysłany: 2012-08-19, 12:44   

Z tym psem to nie dokońca było tak, rzeczywiście mialem psa, lecz to nie ja go 'załatwiłem',
zrobił to "milujący Boga" sąsiad /*swoją drogą nie życzyłbym nikomu takiej śmierci*/
no i żeby było zabawnie, zrobił to bez powodu.
Uważacie się za lepszych ode mnie, prawda...a ja myśle , że wielu z was - żeby nie powiedzieć, wszyscy - moglibyście
się podpisać pod moim 1-ym postem, jak pod własnym. :))

 
 
Axanna
[Usunięty]

Wysłany: 2012-08-19, 14:08   

J.Jaroslavsky napisał/a:
pamiętam miałem kiedyś prawdziwego przyjaciela, ale z niewiadomych powodów zabiłem go szpadlem - psa oczywiście - do dziś się zastanawiam, dlaczego

Cytat:
Z tym psem to nie dokońca było tak, rzeczywiście mialem psa, lecz to nie ja go 'załatwiłem',
zrobił to "milujący Boga" sąsiad

Jedna z dwoch jest falszywa, podejrzewam ze ta druga wypowiedz.
Cytat:
/*swoją drogą nie życzyłbym nikomu takiej śmierci*/
no i żeby było zabawnie, zrobił to bez powodu.
Uważacie się za lepszych ode mnie, prawda...a ja myśle , że wielu z was - żeby nie powiedzieć, wszyscy - moglibyście
się podpisać pod moim 1-ym postem, jak pod własnym. :))

Nie podpisze sie pod Twoim postem, co nie znaczy ze sie uwazam za lepsza. Mam inne podejscie do tych spraw, ani nie czuje chorego podniecenia na manifestacje zepsucia, ktore dotknelo wszystkich. Zas postep owego zepsucia sie rozwija w roznym stopniu, u kogo wiecej u kogo mniej, w Twoim wypadku zdaje sie juz na granicy zdrowego rozsadku, albo juz te granice przekroczyl.
 
 
J.Jaroslavsky 

Dołączył: 17 Sie 2012
Posty: 28
Wysłany: 2012-08-19, 15:08   

Axanno. o mnie to se myśl co chcesz :) niewiele mnie to obchodzi, jednak dla Twojego
dobra proponuje Ci przeanalizować ten tekst:

1.Nie kocham Boga, bo przecież gdybym Go kochał, to wciąż bym o Nim myślał ku radości mego serca, a każda myśl o Bogu przynosiłaby mi radosną słodycz. Przeciwnie, znacznie częściej i chętniej rozmyślam o sprawach zwyczajnych, codziennych, a rozmyślanie o Bogu przynosi mi utrudzenie i oschłość. Jeślibym Boga kochał, to rozmowa z Nim poprzez modlitwę ożywiałaby mnie, napełniała słodyczą i pociągała ku stałemu z Nim obcowaniu, ale jest przeciwnie: nie tylko nie rozkoszuję się modlitwą, ale zajmując się nią odczuwam utrudzenie, zmagam się z niechęcią, osłabiam się poprzez oddawanie się lenistwu i gotów jestem z chęcią zająć się czymkolwiek błahym, byle tylko modlitwę przerwać lub całkiem jej zaprzestać. Podczas pustych zajęć czas mija mi niezauważenie, a gdy zajmuję się Bogiem, stając w Jego obecności, czuję, że każda godzina jest długa jak rok. Jeśli kochasz kogoś, to w
ciągu dnia myślisz o nim nieustannie, wyobrażasz go sobie, troskasz się o niego, a podczas wszystkich zajęć umiłowany przyjaciel twój nie znika ci z myśli. A ja w ciągu dnia przecież ledwie godzinkę znajdę na to, by głęboko rozmyślać o Bogu, rozpalać się Jego miłością, a przez dwadzieścia trzy godziny ochoczo, gorliwie, składam ofiary idolom moich namiętności… Podczas rozmów o rzeczach marnych, dalekich od spraw ducha, jestem rześki, czuję zadowolenie, a podczas rozmyślania o Bogu czuję oschłość, nudę i rozleniwienie.
Nawet jeśli mimo woli ktoś pociągnie mnie ku pobożnej rozmowie, to zaraz staram się zmienić ją na rozmowę schlebiającą moim namiętnościom. Niestrudzenie ciekaw jestem nowości, rozporządzeń władz, wydarzeń politycznych, chciwie poszukuję sposobów zaspokojenia mojej ciekawości w zakresie światowej nauki, sztuki, wynalazków, a pouczenia o Prawie Pańskim, poznawaniu Boga, o religii nie robią na mnie wrażenia, nie sycą mej duszy i uważam to nie tylko za mało istotne zajęcie dla chrześcijanina, ale jakby za sprawę uboczną, nieważną, którą winienem się zajmować przecież tylko w wolnym czasie, przy okazji odpoczynku. Krótko mówiąc: jeśli miłość ku Bogu rozpoznać można po wypełnieniu Jego przykazania – Jezus mówi przecież: “Jeśli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania” (J 14,15) – a ja przykazań Jego nie tylko nie przestrzegam, ale nawet mało się o nie troszczę, to istotnie należy wnioskować, że Boga nie kocham…


2. Nie ma we mnie miłości do bliźniego , ponieważ nie tylko nie mogę zdecydować się na oddanie życia za bliźniego (według Ewangelii), ale dla dobra bliźniego nie poniosę uszczerbku na moim dobrym imieniu, nie poświęcę mych dóbr i spokoju. Jeśli kochałbym go stosownie do nakazu Ewangelii, jak siebie samego, to jego nieszczęście dotykałoby i mnie, a jego pomyślność wprawiałaby mnie w zachwyt. A jest inaczej: z ciekawością słucham opowieści o nieszczęściach bliźnich, nie smucę się, a bywam obojętnym, lub, co gorsza, znajduję w tym jakby zadowolenie i złe postępki mego brata rozgłaszam, potępiając je, miast spuszczać na nie zasłonę miłości. Dobrobyt, sława i szczęście mego brata nie zachwycają mnie tak jak moje, przeciwnie, jak wszystko, co mi obce, nie wywołują we mnie uczucia radości, a delikatnie pobudzają ku zawiści czy pogardzie.

3. Nie wierzę w nic z dziedziny religii, ani w nieśmiertelność, ani w Ewangelię. Jeśli wierzyłbym mocno i byłbym przekonany, że po śmierci czeka mnie życie wieczne i odpłata za ziemskie czyny, to wciąż bym o tym myślał, a sama myśl o nieśmiertelności napełniałaby mnie przerażeniem i prowadziłbym życie przybysza gotującego się wkroczyć do swej ojczyzny. Przeciwnie, nawet nie pomyślę o wieczności, a kres ziemskiego życia traktuję jako granicę mego istnienia. Skrycie tkwi we mnie myśl: kto wie, co będzie po śmierci? Jeśli nawet mówię, że wierzę w nieśmiertelność, to mówię to tylko rozumem, bo serce moje
dalekie jest od pewności, o czym wyraźnie świadczą moje czyny i stała stroska o dobre urządzenie się w życiu zmysłowym. Jeśli też święta Ewangelia byłaby z wiarą przyjęta do mego serca jako Słowo Boże, to bezustannie bym się nią zajmował, zgłębiał ją, rozkoszował się i nawet spoglądałbym na nią ze czcią. Niezmierzona mądrość, dobroć i miłość, ukryte w niej wprawiałyby mnie w zachwyt, i dniem, i nocą rozkoszowałbym się zgłębianiem Prawa Bożego, syciłbym się nim jak codziennym pokarmem i sercem przykładałbym się do pełnienia jego zasad. Nic ziemskiego nie byłoby w stanie powstrzymać mnie od tego. Jest przeciwnie: jeśli z rzadka czytam lub słucham Słowa Bożego, to albo z konieczności, albo z ciekawości, a i to bez głębokiej uwagi, czując oschłość i brak zainteresowania, jakby to była zwykła lektura. Zostaję bez żadnych owoców i chętnie zamieniłbym ją na lekturę światową, w niej znajduję bowiem więcej zadowolenia, więcej nowych zajmujących mnie spraw.


4. Przepełniony jestem pychą i zmysłową miłością własną. Potwierdzają to wszystkie moje czyny: widząc w sobie dobro, zaraz pragnę je uwidocznić albo obnoszę się z nim przed innymi, albo w mym wnętrzu zachwycam się sobą. Chociaż na zewnątrz okazuję pokorę, to jednak wszystko przypisuję swoim siłom, uważam siebie za lepszego od innych, albo przynajmniej, że nie jestem od innych gorszy. Jeśli zauważam w sobie jakąś wadę, zaraz staram się ją usprawiedliwić, ukryć ją za maską konieczności albo niewinności. Złoszczę się na tych, którzy mnie nie szanują, uważam, że nie potrafią ocenić ludzi. Chwalę się, gdy kogoś obdarzę, nieudane przedsięwzięcia uważam za obraźliwe dla mnie, szemrzę, cieszę się z nieszczęść mych wrogów, a jeśli już dążę do czegoś dobrego, to mam w tym jakiś cel: pochwałę lub duchowe wyrachowanie, albo światową pociechę. Jednym słowem wciąż czynię z siebie idola, którego nieustannie otaczam czcią, szukając we wszystkim zmysłowych rozkoszy i pożywki dla mych namiętności i zachcianek, które przepełnia pożądliwość.

Na podstawie tego, co przedstawiłem, uważam się za człowieka pysznego, zmysłowego, bez wiary, nie kochającego Boga i nienawidzącego swego bliźniego. Jaki stan może być jeszcze bardziej grzeszny? Stan duchów ciemności lepszy jest od mojej sytuacji: chociaż nie kochają one Boga, człowieka nienawidzą, żyją sycąc się pychą, ale przynajmniej wierzą, wierzą i drżą. A ja? Czy może być los gorszy od tego, który jest moim udziałem? I za co
może być wyrok sądu sroższy i bardziej karzący, niż za taką obojętność i lekkomyślne życie, które sobie uświadamiam!

----------
Zaślepił oczy ich i zatwardził serce ich, aby nie widzieli oczami swymi i nie rozumieli sercem swym, i żeby się nie nawrócili, i żebym ich nie uzdrowił. To powiedział Izajasz, gdyż ujrzał chwałę Jego i mówił o Nim. (J 12,40-41)
 
 
Axanna
[Usunięty]

Wysłany: 2012-08-19, 17:03   

1. Miluje Boga i wciaz o Nim rozmyslam, choc sie zdaje sprawe jak plytka jest ta moja milosc w porownaniu z Jego miloscia. Mimo to wszystkie sprawy swego codziennego zycia rozwazam w swietle Bozej woli i opieki, w co wierze i co mi daje sily i chec do zycia i do radosci i nadziei. Ostatecznie caly sens mojego zycia jest w Bogu i Jego obietnicach, a celem jest by Jemu sie podobac i postepowac dobrze.

Gdyby ktos zagadnal mnie o Boga i chcial porozmawiac bylabym szczesliwa, na takich rozmowach moglabym spedzac caly wolny czas, przeznaczony na wypoczynek. Niestety w realu otaczaja mnie ludzie, ktorzy nigdy nie wykazywali checi porozmawiac o Bogu, wrecz zawsze zmieniali temat w sposob dosc kuriozalny, byleby przerwac. Ja mowie, na przyklad, Chrystus mial tak wielka milosc, ze przyszedl... itp. a mi w pol slowa sie wcina "patrz, mamy pieknieta kafelke, widzialas?" - i takich przykladow mozna mnozyc niestety.

2. Mimo ze sie nie ciesze wcale z cudzego nieszczescia, moja milosc do blizniego nie jest taka jak byc powinna, z czego z przykroscia zdaje sobie sprawe. Co sie tyczy grzechow blizniego, to kiedy sie nawraca ktos, to sprawia mi to nieklamana, ogromna wrecz radosc i gotowa jestem kazdemu puscic w niepamiec najwieksze krzywdy, gdyby sie tylko nawrocil szczerze do Boga.

3. wierze w zmartwychwstanie, sprawiedliwy Sad Chrystusowy i naprawe wszechrzeczy. Ewangelia i swiadomosc bliskosci Boga tak naprawde nigdy mnie nie opuszcza, a sprawy ziemskie o tyle zajmuja moja uwage o ile musza zajmowac, gdyz zyje na tym swiecie i w tym ciele i to normalne ze sie troszcze o owe zycze, byle nie przesadzac w mysl Panskiego "nie troszcie sie" - bo z jednej strony mamy ufac Ojcu ze ma o nas staranie, z drugiej nie kusic Go puszczajac sprawy na samopas tak, ze w koncu staniemy ciezarem dla swoich bliskich. Przeciwnie, mamy my pracowac wlasnymi rekami, aby bliznim pomagac.

Tak naprawde to ja sobie nie wyobrazam wrecz zycia bez Boga, bez swiatla ewangelii i wrecz ze zgroza wspominam te czasy, kiedy takie zycie, pelne mroku, prowadzilam.

4. moze i mam pyche, choc sie staram nie miec. Zdaje sie sprawe ze swojej slabosci i zepsucia. Mimo to pokladam w Bogu nadzieje, ze nie bedzie za mocno srogi ze wzgledu na Ofiare Pana Jezusa oczysci, wzmocni, pomoze, nie opusci byle mnie bylo stac zawsze przyjsc do Niego w pokorze i pokucie, nie odrzuci mnie jak slepego kociaka, ale sie ulituje, bo zaluje za wszystko swoje zle zachowanie jakie mi sie przydarzylo i przydarza. Chce postepowac dobrze, ale nie zawsze umiem, ale chce i sie smuce, kiedy czynie zle. Nie chce tego usprawiedliwiac, tylko wyznaje jako grzech i staram sie czynic dobrze.

Nie znajduje w zlych postepkach chorego ukojenia, ani w swoich ani w cudzych. Boje sie Boga, bo wiem ze On wszystko widzi i odda kazdemu sprawiedliwie. Twojej tyrady zas tez do konca nie rozumiem. Nie jestem psychologiem, ale cos w tym co piszesz jest "nie tak" nawet dla ateisty. Moja siostra jest ateistka, ale zawsze wszystkim zyczy dobrze i nigdy sie nie cieszy ze zwyrodnienia i zla. Z Twoich wypowiedzi zas tchnie jakas niezdrowa satysfakcja, czyms dziwnym.

Czy to Ty kilka dni temu sie tu otwierales jak mordowales kota? Jezeli nie Ty to z gory przepraszam, ale mam mocne przeswiadczenie ze Ty wlasnie... przepraszam jednak jezeli w czymkolwiek sie pomylilam odnosnie Twojej osoby - moglam cos zle zrozumiec, wszak po jednej wypowiedzi internetowej to calkiem jest mozliwe.
 
 
J.Jaroslavsky 

Dołączył: 17 Sie 2012
Posty: 28
Wysłany: 2012-08-19, 21:44   

Cieszy mnie twój optymizm

Axanna napisał/a:
Twojej tyrady zas tez do konca nie rozumiem. Nie jestem psychologiem, ale cos w tym co piszesz jest "nie tak" nawet dla ateisty. Moja siostra jest ateistka, ale zawsze wszystkim zyczy dobrze i nigdy sie nie cieszy ze zwyrodnienia i zla. Z Twoich wypowiedzi zas tchnie jakas niezdrowa satysfakcja, czyms dziwnym.



Patrz czym jest ateizm i do czego prowadzą te "dobre życzenia" /*film co prawda ruski ale napisy PL. */

http://www.youtube.com/watch?v=goiiDSRl1ss

60 mln! pomordowanych w samej Rosjii. hektary pokryte ludzkimi szczątkami /nie było czasu grzebać/ dochodziło często do tego , że dzieci do zabawy używały ludzkich czaszek i piszczeli.
przyznasz - radosna atmosfera.

Cytat:
Czy to Ty kilka dni temu sie tu otwierales jak mordowales kota? Jezeli nie Ty to z gory przepraszam, ale mam mocne przeswiadczenie ze Ty wlasnie... przepraszam jednak jezeli w czymkolwiek sie pomylilam odnosnie Twojej osoby - moglam cos zle zrozumiec, wszak po jednej wypowiedzi internetowej to calkiem jest mozliwe.


niestety muszę Cię zasmucić - to nie ja
_________________
 
 
Axanna
[Usunięty]

Wysłany: 2012-08-19, 22:22   

J.Jaroslavsky napisał/a:
Patrz czym jest ateizm i do czego prowadzą te "dobre życzenia" /*film co prawda ruski ale napisy PL. */

Tos mnie strasznie "zaskoczyl".

Moja siostra zyczy wszystkim dobrze, z cala pewnoscia - lepiej znam ja od Ciebie. To Twoje "dobre zyczenia" moze do tego czegos i prowadza, gdyz Ty, jak sie tu wylewales, radujesz sie z cudzego nieszczescia, a z powodzenia sie smucisz.

Za czasow rewolucji, jak i kazdej wojny niezaleznie od wyznania, szaleje przemoc i wielu sie poddaje, nawet ludzie wierzace - bo wybor stoi pomiedzy zyciem a smiercia, nie bedziesz kraczel tak jak wszyscy, tez sie staniesz ofiara.

Nikt nie moze siedzac w cieplym domku przed kompem sie zarzekac "ja nigdy", wiec kto jak kto, a Ty sie az tak nie wyodrebniaj od tamtych.
Cytat:
niestety muszę Cię zasmucić - to nie ja

nie wypowiadaj sie o rzeczach, ktore mnie moga zasmucic, czy radowac itp. jezeli mozna prosic.
 
 
J.Jaroslavsky 

Dołączył: 17 Sie 2012
Posty: 28
Wysłany: 2012-08-19, 23:55   

Axanna napisał/a:
J.Jaroslavsky napisał/a:
Patrz czym jest ateizm i do czego prowadzą te "dobre życzenia" /*film co prawda ruski ale napisy PL. */

Tos mnie strasznie "zaskoczyl".

Moja siostra zyczy wszystkim dobrze, z cala pewnoscia - lepiej znam ja od Ciebie. To Twoje "dobre zyczenia" moze do tego czegos i prowadza, gdyz Ty, jak sie tu wylewales, radujesz sie z cudzego nieszczescia, a z powodzenia sie smucisz.

Za czasow rewolucji, jak i kazdej wojny niezaleznie od wyznania, szaleje przemoc i wielu sie poddaje, nawet ludzie wierzace - bo wybor stoi pomiedzy zyciem a smiercia, nie bedziesz kraczel tak jak wszyscy, tez sie staniesz ofiara.

Nikt nie moze siedzac w cieplym domku przed kompem sie zarzekac "ja nigdy", wiec kto jak kto, a Ty sie az tak nie wyodrebniaj od tamtych.
Cytat:
niestety muszę Cię zasmucić - to nie ja

nie wypowiadaj sie o rzeczach, ktore mnie moga zasmucic, czy radowac itp. jezeli mozna prosic.


Wyjaśniam:Zbrodnie CZeKa i NKWD niebyły spowodowane działaniami wojennymi a zaplanowanym systemowo ludobójstwem , holokaust przy tym to mały pikuś

a podobno pretekstem rewolucji był Pokój-Chleb-Praca, bardzo szczytne idee

widzę że Dla niektórych śmierć kota jest większą tragedią niż budowanie świata bez Boga

60 mln ludzi to nic naprzeciwko zabitego psa



P.S Jak myślisz czyj świat bardziej prawdziwy ten Twój kolorowy czy ich czarnobiały, tych z piwnicy czerezwyczajki? g* wiesz o wojnie, a tym bardziej co się czuje wtedy, więc jeśli można to nie pouczaj mnie w tych sprawach. zwłaszcza że świat widziany z ciepłego domku
i miękiego fotela może rzeczywiście wyglądać różowo, nawet jeśli domek znajduje się na terenie GB
 
 
BLyy 


Pomógł: 176 razy
Dołączył: 27 Lip 2009
Posty: 2989
Skąd: Chorzów
Wysłany: 2012-08-20, 01:00   

Cytat:
Patrz czym jest ateizm i do czego prowadzą te "dobre życzenia" /*film co prawda ruski ale napisy PL. */

http://www.youtube.com/watch?v=goiiDSRl1ss

60 mln! pomordowanych w samej Rosjii. hektary pokryte ludzkimi szczątkami /nie było czasu grzebać/ dochodziło często do tego , że dzieci do zabawy używały ludzkich czaszek i piszczeli.
przyznasz - radosna atmosfera.

To samo można napisać o wierzących i też podać konkretne przykłady masowej śmierci z drugiej strony. To nie wiara czy niewiara zmienia człowieka; tylko wpływ społeczeństwa i wiele złych rzeczy z tym związane.
 
 
 
Dżej 
Niosący światło.


Wyznanie: brak
Pomógł: 97 razy
Wiek: 36
Dołączył: 28 Lip 2012
Posty: 2148
Skąd: Warszawa a potem tu i tam.
Wysłany: 2012-08-20, 02:31   

J.Jaroslavsky napisał/a:
Z tym psem to nie dokońca było tak, rzeczywiście mialem psa, lecz to nie ja go 'załatwiłem',
zrobił to "milujący Boga" sąsiad /*swoją drogą nie życzyłbym nikomu takiej śmierci*/
no i żeby było zabawnie, zrobił to bez powodu.
Uważacie się za lepszych ode mnie, prawda...a ja myśle , że wielu z was - żeby nie powiedzieć, wszyscy - moglibyście
się podpisać pod moim 1-ym postem, jak pod własnym. :))

Obrazek

Nie uważam się za lepszego, ale na pewno ostatnia rzecz jaką bym chciał to skrzywdzić celowo zwierzę. Psy mi zalazły za skórę, ale mimo to nie bylbym w stanie ich bezmyślnie zabijać.

J.Jaroslavsky napisał/a:

Patrz czym jest ateizm i do czego prowadzą te "dobre życzenia" /*film co prawda ruski ale napisy PL. */

http://www.youtube.com/watch?v=goiiDSRl1ss



Mylisz komunizm z ateizmem. Jak do tej pory nikogo nie zamordowałem mimo bycia ateistą i to głębokim. A może pokazać do czego prowadzi religia i zliczyć pomordowanych podczas krucjat, świętych wojen, czasów inkwizycji i ofiar ataków terrorystycznych?
Piszesz 60 mln?

Inkwizycja: XIII - XVIII wiek. 1 do 10 milionów zabitych, torturowanych, maltretowanych i sterroryzowanych ("Der Spiegel" 1.6.1998r.)

Wyprawy krzyżowe: XI - XIII wiek. Około 22 milionów zabitych, tysiące niemieckich Żydów (Hans Wollschläger "Die bewaffneten Wallfahrten nach Jerusalem" - "Zbrojne pielgrzymki do Jerozolimy")

"Poganie": IX - XII wiek. W średniowieczu niemieccy królowie i książęta nawracali siłą na wiarę "chrześcijańską" dziesiątki tysięcy germańskich i słowiańskich "pogan" lub okrutnie ich mordowali. Kościół dawał na to swoje błogosławieństwo lub wzywał do "wypraw krzyżowych" przeciwko Słowianom. (Karlheinz Deschner, "Kriminalgeschichte des Christentums" - "Kryminalna Historia Chrześcijaństwa", t. IV, V, VI).
Żydzi: W średniowieczu ciągle miały miejsce krwawe rzezie z tysiącami zabitych, inicjowane przez kościelnych podjudzaczy. Julius Streicher w Procesach Norymberskich odnośnie Holacaustu wyraźnie powołał się na mowy podburzające Marcina Lutra przeciw Żydom (Friedrich Heer, "Gottes erste Liebe" - "Pierwsza miłość Boga")

Zdobycie Ameryki: W ciągu pierwszych 150 lat po podboju Ameryki przez Hiszpanów "w imię Boga" ginie 100 mln ludzi - "największe ludobójstwo wszech czasów" (teolog Boff, "Publik-Forum", 31.5.1991r.)

Katarowie, Waldensi, Husyci, Chrzciciele: Z polecenia Kościoła (również i ewangelickiego) giną tysiące innowierców

"Czarownice": XVI - XVIII wiek. Setki tysięcy ludzi, przede wszystkim kobiet, ginie w okrutny sposób, mniej więcej połowa z tego w Niemczech. Także Luter posyła czarownice na stos. Instrukcje do tej działalności pochodziły od dwóch niemieckich dominikanów opatrzone tytułem "Młot na czarownice" (Hubertus Mynarek, "Die neue Inquisition" - "Nowa Inkwizycja")

Ludobójstwo w Chorwacji: Jeszcze w połowie XX wieku, w latach 1941-1943 w Chorwacji wymordowano około 3/4 miliona ortodoksyjnych Serbów przy dominującym udziale katolickich duchownych i za aprobatą Watykanu [...]. Watykan jest o wszystkim, poinformowany jednak ten krwawy reżim traktuje najwyraźniej w sposób przychylny. Hierarchia katolicka, a w pierwszym rzędzie kapelan wojskowy i zarazem arcybiskup Stepinac (beatyfikowany w 1998 r. przez papieża) wspiera moralnie faszystowski reżim do samego końca (Vladimir Dedijer "Jasenovac - jugosłowiański Oświęcim a Watykan", 1988r.)

Ok. 133,85 mln ludzi. Czyli ponad dwa razy tyle.



BLyy napisał/a:
Cytat:
Patrz czym jest ateizm i do czego prowadzą te "dobre życzenia" /*film co prawda ruski ale napisy PL. */

http://www.youtube.com/watch?v=goiiDSRl1ss

60 mln! pomordowanych w samej Rosjii. hektary pokryte ludzkimi szczątkami /nie było czasu grzebać/ dochodziło często do tego , że dzieci do zabawy używały ludzkich czaszek i piszczeli.
przyznasz - radosna atmosfera.

To samo można napisać o wierzących i też podać konkretne przykłady masowej śmierci z drugiej strony. To nie wiara czy niewiara zmienia człowieka; tylko wpływ społeczeństwa i wiele złych rzeczy z tym związane.


Zgadzam się, ale chciałem temu Panu pokazać, że ateizm niekoniecznie jest złą drogą. Nie ma sensu się licytować na liczbę zabitych, niemniej historia jest okrutna odnośnie analizy porównawczej i nie zostawia na religii suchej nitki. Fajnie by było jakby w nowych czasach wierni udowodnili, że ich ideologia potrafi być interpretowana w na prawdę pokojowy sposób i z szacunkiem dla życia.

Analiza porównawcza mnie i tegoż jegomościa:
J.Jaroslavsky napisał/a:


1.Nie kocham Boga, bo przecież gdybym Go kochał, to wciąż bym o Nim myślał ku radości mego serca, a każda myśl o Bogu przynosiłaby mi radosną słodycz. Przeciwnie, znacznie częściej i chętniej rozmyślam o sprawach zwyczajnych, codziennych, a rozmyślanie o Bogu przynosi mi utrudzenie i oschłość. Jeślibym Boga kochał, to rozmowa z Nim poprzez modlitwę ożywiałaby mnie, napełniała słodyczą i pociągała ku stałemu z Nim obcowaniu,

Do tego momentu się zgadzam.
J.Jaroslavsky napisał/a:

ale jest przeciwnie: nie tylko nie rozkoszuję się modlitwą, ale zajmując się nią odczuwam utrudzenie, zmagam się z niechęcią, osłabiam się poprzez oddawanie się lenistwu i gotów jestem z chęcią zająć się czymkolwiek błahym, byle tylko modlitwę przerwać lub całkiem jej zaprzestać.

Bez przesady, zmówienie pacierza nie jest dla mnie problemem, tylko nie widzę w niej sensu.
J.Jaroslavsky napisał/a:

Podczas pustych zajęć czas mija mi niezauważenie, a gdy zajmuję się Bogiem, stając w Jego obecności, czuję, że każda godzina jest długa jak rok.

Ok, jako ateista mogę się pod tym podpisać.
J.Jaroslavsky napisał/a:

Jeśli kochasz kogoś, to w
ciągu dnia myślisz o nim nieustannie, wyobrażasz go sobie, troskasz się o niego, a podczas wszystkich zajęć umiłowany przyjaciel twój nie znika ci z myśli. A ja w ciągu dnia przecież ledwie godzinkę znajdę na to, by głęboko rozmyślać o Bogu, rozpalać się Jego miłością, a przez dwadzieścia trzy godziny ochoczo, gorliwie, składam ofiary idolom moich namiętności… Podczas rozmów o rzeczach marnych, dalekich od spraw ducha, jestem rześki, czuję zadowolenie, a podczas rozmyślania o Bogu czuję oschłość, nudę i rozleniwienie.

W sprawie miłości się zgadzam. Przyziemne sprawy nie a bardzo mnie interesują. Niemniej lubię polemikę i stąd pomysł by porozmawiać o Bogu.
J.Jaroslavsky napisał/a:

Nawet jeśli mimo woli ktoś pociągnie mnie ku pobożnej rozmowie, to zaraz staram się zmienić ją na rozmowę schlebiającą moim namiętnościom.

Wszystko marność, marność. Ani pobożność mi w głowie ani przyziemność.
J.Jaroslavsky napisał/a:

Niestrudzenie ciekaw jestem nowości, rozporządzeń władz, wydarzeń politycznych, chciwie poszukuję sposobów zaspokojenia mojej ciekawości w zakresie światowej nauki, sztuki, wynalazków, a pouczenia o Prawie Pańskim, poznawaniu Boga, o religii nie robią na mnie wrażenia, nie sycą mej duszy i uważam to nie tylko za mało istotne zajęcie dla chrześcijanina, ale jakby za sprawę uboczną, nieważną, którą winienem się zajmować przecież tylko w wolnym czasie, przy okazji odpoczynku.

Ok, pod tym mogę się podpisać. Choć wolę wypoczywać raczej aktywnie, więc dla mnie nie do końca wolny ten czas.
J.Jaroslavsky napisał/a:

Krótko mówiąc: jeśli miłość ku Bogu rozpoznać można po wypełnieniu Jego przykazania – Jezus mówi przecież: “Jeśli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania” (J 14,15) – a ja przykazań Jego nie tylko nie przestrzegam, ale nawet mało się o nie troszczę, to istotnie należy wnioskować, że Boga nie kocham…

Logiczne. Aczkolwiek parę z nich uznaję.

J.Jaroslavsky napisał/a:

2. Nie ma we mnie miłości do bliźniego

Krótka piłka, nie jesteśmy tu do siebie podobni. Zwykle miłuję ludzi.
J.Jaroslavsky napisał/a:

, ponieważ nie tylko nie mogę zdecydować się na oddanie życia za bliźniego (według Ewangelii), ale dla dobra bliźniego nie poniosę uszczerbku na moim dobrym imieniu, nie poświęcę mych dóbr i spokoju.

A ja mógłbym.
J.Jaroslavsky napisał/a:

Jeśli kochałbym go stosownie do nakazu Ewangelii, jak siebie samego, to jego nieszczęście dotykałoby i mnie, a jego pomyślność wprawiałaby mnie w zachwyt.

No może nie każdego jak siebie samego, ale nieszczęście czyjeś przeżywam A pomyślność to nieco zależy. Na przykład czy faktycznie ta osoba zasłużyła na nią.
J.Jaroslavsky napisał/a:

A jest inaczej: z ciekawością słucham opowieści o nieszczęściach bliźnich, nie smucę się, a bywam obojętnym, lub, co gorsza, znajduję w tym jakby zadowolenie i złe postępki mego brata rozgłaszam, potępiając je, miast spuszczać na nie zasłonę miłości. Dobrobyt, sława i szczęście mego brata nie zachwycają mnie tak jak moje, przeciwnie, jak wszystko, co mi obce, nie wywołują we mnie uczucia radości, a delikatnie pobudzają ku zawiści czy pogardzie.

To mój antagonizm do kwadratu. Może z wyjątkiem złych występków, które również potępiam. Ciekawość to jeszcze nie lubowanie się w czymś. Czasami przebaczam.

J.Jaroslavsky napisał/a:

3. Nie wierzę w nic z dziedziny religii, ani w nieśmiertelność, ani w Ewangelię.

Tu się zgadzamy. Też nie wierzę.
J.Jaroslavsky napisał/a:

Jeśli wierzyłbym mocno i byłbym przekonany, że po śmierci czeka mnie życie wieczne i odpłata za ziemskie czyny, to wciąż bym o tym myślał, a sama myśl o nieśmiertelności napełniałaby mnie przerażeniem i prowadziłbym życie przybysza gotującego się wkroczyć do swej ojczyzny. Przeciwnie, nawet nie pomyślę o wieczności, a kres ziemskiego życia traktuję jako granicę mego istnienia. Skrycie tkwi we mnie myśl: kto wie, co będzie po śmierci? Jeśli nawet mówię, że wierzę w nieśmiertelność, to mówię to tylko rozumem, bo serce moje
dalekie jest od pewności, o czym wyraźnie świadczą moje czyny i stała stroska o dobre urządzenie się w życiu zmysłowym. Jeśli też święta Ewangelia byłaby z wiarą przyjęta do mego serca jako Słowo Boże, to bezustannie bym się nią zajmował, zgłębiał ją, rozkoszował się i nawet spoglądałbym na nią ze czcią. Niezmierzona mądrość, dobroć i miłość, ukryte w niej wprawiałyby mnie w zachwyt, i dniem, i nocą rozkoszowałbym się zgłębianiem Prawa Bożego, syciłbym się nim jak codziennym pokarmem i sercem przykładałbym się do pełnienia jego zasad. Nic ziemskiego nie byłoby w stanie powstrzymać mnie od tego. Jest przeciwnie: jeśli z rzadka czytam lub słucham Słowa Bożego, to albo z konieczności, albo z ciekawości, a i to bez głębokiej uwagi, czując oschłość i brak zainteresowania, jakby to była zwykła lektura. Zostaję bez żadnych owoców i chętnie zamieniłbym ją na lekturę światową, w niej znajduję bowiem więcej zadowolenia, więcej nowych zajmujących mnie spraw.

No niektóre przykazania nie są wcale głupie..

J.Jaroslavsky napisał/a:

4. Przepełniony jestem pychą i zmysłową miłością własną. Potwierdzają to wszystkie moje czyny: widząc w sobie dobro, zaraz pragnę je uwidocznić albo obnoszę się z nim przed innymi, albo w mym wnętrzu zachwycam się sobą. Chociaż na zewnątrz okazuję pokorę, to jednak wszystko przypisuję swoim siłom, uważam siebie za lepszego od innych, albo przynajmniej, że nie jestem od innych gorszy. Jeśli zauważam w sobie jakąś wadę, zaraz staram się ją usprawiedliwić, ukryć ją za maską konieczności albo niewinności. Złoszczę się na tych, którzy mnie nie szanują, uważam, że nie potrafią ocenić ludzi. Chwalę się, gdy kogoś obdarzę, nieudane przedsięwzięcia uważam za obraźliwe dla mnie, szemrzę, cieszę się z nieszczęść mych wrogów, a jeśli już dążę do czegoś dobrego, to mam w tym jakiś cel: pochwałę lub duchowe wyrachowanie, albo światową pociechę. Jednym słowem wciąż czynię z siebie idola, którego nieustannie otaczam czcią, szukając we wszystkim zmysłowych rozkoszy i pożywki dla mych namiętności i zachcianek, które przepełnia pożądliwość.

Na podstawie tego, co przedstawiłem, uważam się za człowieka pysznego, zmysłowego, bez wiary, nie kochającego Boga i nienawidzącego swego bliźniego. Jaki stan może być jeszcze bardziej grzeszny? Stan duchów ciemności lepszy jest od mojej sytuacji: chociaż nie kochają one Boga, człowieka nienawidzą, żyją sycąc się pychą, ale przynajmniej wierzą, wierzą i drżą. A ja? Czy może być los gorszy od tego, który jest moim udziałem? I za co
może być wyrok sądu sroższy i bardziej karzący, niż za taką obojętność i lekkomyślne życie, które sobie uświadamiam!

Reszta to antagonizm do kwadratu choć jakie jest życie też sobie uświadamiam.
_________________
Biblia...czemu słowem a nie wykładem bożym? Wszak zawiera więcej niż jedno słowo i nie jest tak klarowna.
 
 
 
Axanna
[Usunięty]

Wysłany: 2012-08-20, 07:13   

Jaroslavsky, to raczej Ty nie przemawiaj do mnie z pozycji tych z piwnicy, bo Twoj fotel raczej nie jest twardszy od mego. Te zbrodnie to tez represje i przemoc jak podczas kazdej zbrodni w czasie wojny. Bez roznicy. Takie same zezwierzecenie, zwyrodnienie czlowieczenstwa itp.

Nie usprawiedliwiam ateizmu w najmnieszym stopniu, ale tez nie widze usprawiedliwienia tym zabicia psa, w ogole nie dostrzegam zwiazku, chyba ze jeno jako wskazowke, ze wlasnie takie typki za czasow represji przejawiaja najwieksza gorliwosc i sadyzm w mordowaniu.

Jak to, nie pamietam kto dokladnie, jeden z najblizszego otoczenia Hitlera, slynny z wyjatkowego okrocienstwa i sadystycznej nadgorliwosci, kiedy go prowadzono na stracenie to sie narobil w spodnie, ten co sam stracil na szubienicy tysiace. Zapomnialam nazwisko a nie mam jak w tej chwili sprawdzic, zreszta to niewazne.

I nie zgodze sie z Blyy. Wiara prawdziwa, a nie jedynie deklarowana wargami, prawdziwie zmienia czlowoeka i sie okazuje wlasnie podczas takich represji, kiedy ludzie swiadomie wybierali smierc, odmawiajac wziecia udzialu w zbrodniach.
 
 
Bariel 
Wolnomyśliciel


Wyznanie: Kalwiński Unitarianin
Pomógł: 6 razy
Dołączył: 10 Sie 2012
Posty: 675
Wysłany: 2012-08-20, 07:53   

Dżej napisał/a:
Inkwizycja: XIII - XVIII wiek. 1 do 10 milionów zabitych, torturowanych, maltretowanych i sterroryzowanych ("Der Spiegel" 1.6.1998r.)

Milion przypadków to może inkwizycja w ogóle badała przez te wieki. Same wyroki śmierci to ułamek tej liczby.

Cytat:
Wyprawy krzyżowe: XI - XIII wiek. Około 22 milionów zabitych, tysiące niemieckich Żydów (Hans Wollschläger "Die bewaffneten Wallfahrten nach Jerusalem" - "Zbrojne pielgrzymki do Jerozolimy")

A to już w ogóle jazda po bandzie, skoro nawet nie wiadomo dokładnie, ile liczyła populacja obszarów, przez które przechodzili krzyżowcy.

Cytat:
"Poganie": IX - XII wiek. W średniowieczu niemieccy królowie i książęta nawracali siłą na wiarę "chrześcijańską" dziesiątki tysięcy germańskich i słowiańskich "pogan" lub okrutnie ich mordowali. Kościół dawał na to swoje błogosławieństwo lub wzywał do "wypraw krzyżowych" przeciwko Słowianom. (Karlheinz Deschner, "Kriminalgeschichte des Christentums" - "Kryminalna Historia Chrześcijaństwa", t. IV, V, VI).

Tu się zgadzam
Cytat:
Żydzi: W średniowieczu ciągle miały miejsce krwawe rzezie z tysiącami zabitych, inicjowane przez kościelnych podjudzaczy. Julius Streicher w Procesach Norymberskich odnośnie Holacaustu wyraźnie powołał się na mowy podburzające Marcina Lutra przeciw Żydom (Friedrich Heer, "Gottes erste Liebe" - "Pierwsza miłość Boga")
Wbrew pozorm nagonki na Żydów to działka ludu, wyższe duchowieństwo i władza świecka często wręcz Starozakonnych chroniły, bo inaczej nie byłoby od kogo pożyczać pieniążków ;-) Poza tym nie jeden Luter głosił hasła antysemickie, nie wiem więc, czemu głównie jemu tak się to wypomina, zresztą jak ktoś działa pod tezę (np. naziści), to znajdzie dowolne usprawiedliwienia swoich czynów.

Cytat:
Zdobycie Ameryki: W ciągu pierwszych 150 lat po podboju Ameryki przez Hiszpanów "w imię Boga" ginie 100 mln ludzi - "największe ludobójstwo wszech czasów" (teolog Boff, "Publik-Forum", 31.5.1991r.)

A to już manipulacja zupełna, skoro 3/4 populacji Ameryki zginęło od chorób złapanych od kontaktów z Europejczykami. Sami Hiszpanie może byli okrutni, ale generalnie na interesie się znali, więc nie zabijali niepotrzebnie tubylców, skoro można ich było wykorzystać jako siłę roboczą.

Cytat:
Katarowie, Waldensi, Husyci, Chrzciciele: Z polecenia Kościoła (również i ewangelickiego) giną tysiące innowierców

Owszem. Ale kim byli ci ,,chrzciciele"? Nie przypominam sobie też, aby luteranie mordowali np. katarów ;-)

Cytat:
"Czarownice": XVI - XVIII wiek. Setki tysięcy ludzi, przede wszystkim kobiet, ginie w okrutny sposób, mniej więcej połowa z tego w Niemczech. Także Luter posyła czarownice na stos. Instrukcje do tej działalności pochodziły od dwóch niemieckich dominikanów opatrzone tytułem "Młot na czarownice" (Hubertus Mynarek, "Die neue Inquisition" - "Nowa Inkwizycja") p
Jak niby Luter ,,posyłał czarownice na stos"? Podobną liczbę zabitych czarownic w Niemczech mają tak katolicy, jak i ewangelicy, choć to i tak kilka razy tyle, niż w innych zakątkach Europy.

Cytat:
Ludobójstwo w Chorwacji: Jeszcze w połowie XX wieku, w latach 1941-1943 w Chorwacji wymordowano około 3/4 miliona ortodoksyjnych Serbów przy dominującym udziale katolickich duchownych i za aprobatą Watykanu [...]. Watykan jest o wszystkim, poinformowany jednak ten krwawy reżim traktuje najwyraźniej w sposób przychylny. Hierarchia katolicka, a w pierwszym rzędzie kapelan wojskowy i zarazem arcybiskup Stepinac (beatyfikowany w 1998 r. przez papieża) wspiera moralnie faszystowski reżim do samego końca (Vladimir Dedijer "Jasenovac - jugosłowiański Oświęcim a Watykan", 1988r.)
Tu popieram

Cytat:
Ok. 133,85 mln ludzi. Czyli ponad dwa razy tyle.

Hehe, to nawet współcześnie statystycy mają problemy z szacowaniem wielu rzeczy, a tymczasem tak łatwo wyliczyć rzeczy sprzed wieków, o których mamy nieraz bardzo skąpe informacje? :lol: Poza tym dalej licytując się na liczby, to dojdziemy do wniosku, że Stalin był lepszym człowiekiem od Mao, bo zabił mniej ludzi :roll:
_________________
Pan wszystko uczynił dla swoich celów, nawet bezbożnego na dzień sądu. (Przyp. 16:4)
Nasz Bóg jest w niebie; czyni wszystko, co zechce. (Ps 115;3)
 
 
BLyy 


Pomógł: 176 razy
Dołączył: 27 Lip 2009
Posty: 2989
Skąd: Chorzów
Wysłany: 2012-08-20, 19:05   

Cytat:
I nie zgodze sie z Blyy. Wiara prawdziwa, a nie jedynie deklarowana wargami, prawdziwie zmienia czlowoeka i sie okazuje wlasnie podczas takich represji, kiedy ludzie swiadomie wybierali smierc, odmawiajac wziecia udzialu w zbrodniach.

Nawet prawdziwa wiara jest zdolna do mordów. Wystarczy poczytać Stary Testament by się o tym przekonać. Ponadto mnóstwo przykładów z historii; Kalwin wydający wyroki na śmierć; protestanci lubujący się w paleniu ludzi; katolicy również stosy choć mniej niż protestanci, ponadto inkwizycja czy wyprawy krzyżowe na Bliski Wschód, rekonkwista; prześladowania Żydów oraz albigensów różnej maści, nawracanie Indian jak przebiegło jak nie mieczem przez ludzi prawdziwie wierzących, kto wybrał Hitlera do władzy jak nie protestanci którzy popierali prześladowania mniejszości oraz wojne głosują na niego? Bernarda z Clairvaux był przeciwny porozmieniu z muzułmanami, uważając, że należy ich wymordować, propagator jednej z krucjat; dziś święty. Wierzacy w Trójce lubowali się w krwawych walkach z Arianami(walki między chrześcijanami!), a także ludźmi którzy wciaż byli poganami.

Mówienie, że to nie jest prawdziwa wiara jest kłamstwem. To czy człowiek jest ludobójcą nie ma żadnego związku z ateizmem czy wiarą; bo ateista i człowiek wierzący może mordować tak samo okrutnie.
Złego człowieka tworzy społeczeństwo(rodzice, znajomi, nauczyciele, władza, obcy itp.) i nieraz ulica jak klepie się biedę gdzie zostają różne ślady w psychice.
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 11