Czy globalny potop miał faktycznie miejsce?
Moderatorzy: Bobo, kansyheniek, booris, Junior Admin, Osoby odpowiedzialne za forum, Moderatorzy
- faraon
- Posty: 91
- Rejestracja: 09 sty 2009, 16:32
Pozwolę sobie zacytować opracowanie Witolda Ryniuka stanowiące analizę potopu z uwzględnieniem wszystkich faktów zawartych w jego opisie. Dane liczbowe wielkości fizycznych są łatwe do obliczenia we własnym zakresie i szybko można je sprawdzić. Polecam lekturę. Oto ona:
1. Zalanie ziemi powyżej najwyższych szczytów wymaga około 4 400 000 000 kilometrów sześciennych wody deszczowej (oceany zawierają około 1.37 miliarda kilometrów sześciennych). Atmosfera musiałby wtedy zawierać ponad 99.9% wilgotności. Ciśnienie atmosferyczne byłoby około 800 razy większe niż obecnie, a powietrze nie nadawało się do oddychania.
2. Skroplenie pary wodnej wymaga schłodzenia jej, a zatem wydzielenia się ciepła. Dlatego szyby zachodzą mgłą podczas chłodnej pogody. Skroplenie 4.4 miliarda kilometrów sześciennych pary ogrzałoby atmosferę do około 3500 stopni C. Życie nie istnieje przy takiej temperaturze.
3. Problem jest nieco mniejszy jeśli woda wydobyłaby się spod powierzchni ziemi. Jej potrzebna objętość dyktuje, że musiałaby ona pochodzić z rejonów bliskich gorącemu wnętrzu ziemi. Temperatura wód potopu wynosiłaby tylko około 1600 stopni C.
4. Wiele chorób zwierząt i roślin jest skutkiem infekcji lub zarażenia przez pasożytnicze organizmy, często specyficzne tylko dla konkretnego nosiciela. Noe musiał zatem, zabrać na arkę wszystkie patogenne organizmy, bądź w formie aktywnej bądź też przetrwalnikowej. Zapewnienie ich zaraźliwości na przyszłość wymagało ogromnej odporności wszystkich organizmów na arce, bowiem śmierć nosicieli chorób oznaczałaby również śmierć organizmu sprawczego.
5. Istnieją obecnie (jak przed potopem) miliony gatunków zwierząt i roślin. Chociaż Noe żył długo nie starczyłoby mu życia na spędzenie i zgromadzenie ich na arce. Przyjmując że wytropienie i schwytanie wymagało średnio 1 godziny dla każdej pary, z pierwszego miliona gatunków, Noe potrzebował 115 lat starań bez odpoczynku. Czasu potrzebnego na udanie się na przykład do Amazonii, oraz powrót ze schwytaną zwierzyną, nie wziąłem pod uwagę. Dodatkową trudność sprawia fakt, że o istnieniu Amazonii dowiedziano się dopiero w XV wieku. Można spekulować, że pary zwierząt z odległych, a nieznanych kontynentów same przybyły do miejsca gdzie skonstruowano arkę, pędzone lękiem przed utopieniem. Eksperyment przeprowadzony przeze mnie, wykazał, że mrówka tonie w kuble wody po 3-7 minutach, przepływając, po chaotycznym kursie 3-5 centymetrów. Na mocy eksperymentu obliczyłem, że przepłynięcie Atlantyku przez parę, południowoamerykańskich mrówek, musiało trwać około 70 tysięcy lat (bez postoju na napotkanych wyspach bezludnych i zamieszkałych). Nie miałem sposobności przeprowadzenia podobnego doświadczenia z misiem koala.
6. Zgodnie z Genesis, 6, 14, Arka miała 300 łokci długości, 50 łokci szerokości i 30 wysokości (ówczesny 1 łokieć liczył sobie w przybliżeniu 45 cm). Jej wymiary wynosiły zatem w przybliżeniu 135m x 23m x 14m. Na zbudowanie czworościanu o takich wymiarach, zakładając niemożliwą ze względów strukturalnych grubość jego ścian równą 10 centymetrom (drewniane galeony 2000 lat później miały grubość burt rzędu 30 do 90 centymetrów) nawet bez pokładów, potrzeba było około 500 metrów sześciennych drewna, czyli zależnie od jego rodzaju, około 300-400 ton materiału. Noe musiał zatem dysponować odpowiednią siłą roboczą, źródłem materiału i czasem. Arka w kształcie wielkiej łodzi ważyłaby około 200 ton. Zbudowanie jej wymagałoby jednak, zdolności konstrukcyjnych, których Noe, jako głowa rodziny pastersko koczowniczej sprzed 2400 lat, raczej nie posiadał (chyba, że posiadał).
Pomieszczenie zwierzyny i paszy (mięso dla drapieżników bez lodówek!), oraz karmienie i usuwanie odchodów stanowi osobne zagadnienie, które pozostawiam do rozwiązania pilniejszym czytelnikom.
7. Po ustaniu ulewy wody ustąpiły dość rychło. Pary zwierząt, żyjące przed potopem niedaleko góry Ararat nie miały kłopotu z powrotem na swe terytoria. Zdobycie pożywienia, w celu odnowienia sił dla intensywnej reprodukcji stanowiło jednak niepokonany problem. Upłynęło bowiem nieco czasu zanim roślinność znów pokryła błotnisty grunt. Zwierzęta mięsożerne stały przed jeszcze większym problemem, bowiem pożarcie nawet jednego osobnika z innego gatunku oznaczało jego eksterminację.
Większość jednak zwierzyny udała się w długą podróż do swych przedpotopowych rejonów. Dla ilustracji mocy cudu niezbędnego do powrotu par zwierząt do miejsc z których wyruszyły przed potopem, posłużmy się przykładem australijskich torbaczy. Oczekiwała je niebezpieczna wędrówka, z terenu obecnej Turcji, do odległej o 24 000 kilometrów Australii. Po drodze oczekiwały je drapieżniki i brak pożywienia na wyjałowionych potopem ziemiach. Szczególnie cierpiała para misiów koala, które żywią się liśćmi eukaliptusów i dość ślamazarnie poruszają się. Niestety bujne lasy eukaliptusowe nie czekały na nie po drodze, bowiem ekspansja flory odbywa się wolniej niż fauny. Oczywistym, na pozór rozwiązaniem było rozmnażanie się w podróży, tak żeby przyszłe pokolenia dotarły do gościnnych brzegów Australii. Niestety rozwiązanie takie nie ma sensu w prawdziwym świecie, bowiem poza Australią nie ma śladów szczątków misiów koala. Wreszcie, jak przebyły one morza południowe, a na końcu cieśninę między Nową Gwineą i Australią? Nie da się tego wyjaśnić metodami racjonalnymi.
1. Zalanie ziemi powyżej najwyższych szczytów wymaga około 4 400 000 000 kilometrów sześciennych wody deszczowej (oceany zawierają około 1.37 miliarda kilometrów sześciennych). Atmosfera musiałby wtedy zawierać ponad 99.9% wilgotności. Ciśnienie atmosferyczne byłoby około 800 razy większe niż obecnie, a powietrze nie nadawało się do oddychania.
2. Skroplenie pary wodnej wymaga schłodzenia jej, a zatem wydzielenia się ciepła. Dlatego szyby zachodzą mgłą podczas chłodnej pogody. Skroplenie 4.4 miliarda kilometrów sześciennych pary ogrzałoby atmosferę do około 3500 stopni C. Życie nie istnieje przy takiej temperaturze.
3. Problem jest nieco mniejszy jeśli woda wydobyłaby się spod powierzchni ziemi. Jej potrzebna objętość dyktuje, że musiałaby ona pochodzić z rejonów bliskich gorącemu wnętrzu ziemi. Temperatura wód potopu wynosiłaby tylko około 1600 stopni C.
4. Wiele chorób zwierząt i roślin jest skutkiem infekcji lub zarażenia przez pasożytnicze organizmy, często specyficzne tylko dla konkretnego nosiciela. Noe musiał zatem, zabrać na arkę wszystkie patogenne organizmy, bądź w formie aktywnej bądź też przetrwalnikowej. Zapewnienie ich zaraźliwości na przyszłość wymagało ogromnej odporności wszystkich organizmów na arce, bowiem śmierć nosicieli chorób oznaczałaby również śmierć organizmu sprawczego.
5. Istnieją obecnie (jak przed potopem) miliony gatunków zwierząt i roślin. Chociaż Noe żył długo nie starczyłoby mu życia na spędzenie i zgromadzenie ich na arce. Przyjmując że wytropienie i schwytanie wymagało średnio 1 godziny dla każdej pary, z pierwszego miliona gatunków, Noe potrzebował 115 lat starań bez odpoczynku. Czasu potrzebnego na udanie się na przykład do Amazonii, oraz powrót ze schwytaną zwierzyną, nie wziąłem pod uwagę. Dodatkową trudność sprawia fakt, że o istnieniu Amazonii dowiedziano się dopiero w XV wieku. Można spekulować, że pary zwierząt z odległych, a nieznanych kontynentów same przybyły do miejsca gdzie skonstruowano arkę, pędzone lękiem przed utopieniem. Eksperyment przeprowadzony przeze mnie, wykazał, że mrówka tonie w kuble wody po 3-7 minutach, przepływając, po chaotycznym kursie 3-5 centymetrów. Na mocy eksperymentu obliczyłem, że przepłynięcie Atlantyku przez parę, południowoamerykańskich mrówek, musiało trwać około 70 tysięcy lat (bez postoju na napotkanych wyspach bezludnych i zamieszkałych). Nie miałem sposobności przeprowadzenia podobnego doświadczenia z misiem koala.
6. Zgodnie z Genesis, 6, 14, Arka miała 300 łokci długości, 50 łokci szerokości i 30 wysokości (ówczesny 1 łokieć liczył sobie w przybliżeniu 45 cm). Jej wymiary wynosiły zatem w przybliżeniu 135m x 23m x 14m. Na zbudowanie czworościanu o takich wymiarach, zakładając niemożliwą ze względów strukturalnych grubość jego ścian równą 10 centymetrom (drewniane galeony 2000 lat później miały grubość burt rzędu 30 do 90 centymetrów) nawet bez pokładów, potrzeba było około 500 metrów sześciennych drewna, czyli zależnie od jego rodzaju, około 300-400 ton materiału. Noe musiał zatem dysponować odpowiednią siłą roboczą, źródłem materiału i czasem. Arka w kształcie wielkiej łodzi ważyłaby około 200 ton. Zbudowanie jej wymagałoby jednak, zdolności konstrukcyjnych, których Noe, jako głowa rodziny pastersko koczowniczej sprzed 2400 lat, raczej nie posiadał (chyba, że posiadał).
Pomieszczenie zwierzyny i paszy (mięso dla drapieżników bez lodówek!), oraz karmienie i usuwanie odchodów stanowi osobne zagadnienie, które pozostawiam do rozwiązania pilniejszym czytelnikom.
7. Po ustaniu ulewy wody ustąpiły dość rychło. Pary zwierząt, żyjące przed potopem niedaleko góry Ararat nie miały kłopotu z powrotem na swe terytoria. Zdobycie pożywienia, w celu odnowienia sił dla intensywnej reprodukcji stanowiło jednak niepokonany problem. Upłynęło bowiem nieco czasu zanim roślinność znów pokryła błotnisty grunt. Zwierzęta mięsożerne stały przed jeszcze większym problemem, bowiem pożarcie nawet jednego osobnika z innego gatunku oznaczało jego eksterminację.
Większość jednak zwierzyny udała się w długą podróż do swych przedpotopowych rejonów. Dla ilustracji mocy cudu niezbędnego do powrotu par zwierząt do miejsc z których wyruszyły przed potopem, posłużmy się przykładem australijskich torbaczy. Oczekiwała je niebezpieczna wędrówka, z terenu obecnej Turcji, do odległej o 24 000 kilometrów Australii. Po drodze oczekiwały je drapieżniki i brak pożywienia na wyjałowionych potopem ziemiach. Szczególnie cierpiała para misiów koala, które żywią się liśćmi eukaliptusów i dość ślamazarnie poruszają się. Niestety bujne lasy eukaliptusowe nie czekały na nie po drodze, bowiem ekspansja flory odbywa się wolniej niż fauny. Oczywistym, na pozór rozwiązaniem było rozmnażanie się w podróży, tak żeby przyszłe pokolenia dotarły do gościnnych brzegów Australii. Niestety rozwiązanie takie nie ma sensu w prawdziwym świecie, bowiem poza Australią nie ma śladów szczątków misiów koala. Wreszcie, jak przebyły one morza południowe, a na końcu cieśninę między Nową Gwineą i Australią? Nie da się tego wyjaśnić metodami racjonalnymi.
-
Płaskowicki Rys
-
nike
- Posty: 11685
- Rejestracja: 05 sie 2006, 23:59
- faraon
- Posty: 91
- Rejestracja: 09 sty 2009, 16:32
Oczywistym w Twojej wypowiedzi jest jedynie bezkrytycyzm nawet nie w stosunku do samego tekstu, co siebie. Tak to widzę. Gdyby ludzie mieli takie podejście przez lata swojego rozwoju, to nie zastanawialiby się nad tym dlaczego ptaki fruwają, bo gotowa odpowiedź była. Bóg tak chciał. Koniec i kropka i nam nic do tego. Teraz wsiadasz do samolotu nawet nie myśląc ilu ludzi zadało sobie pytanie dlaczego i czy jest to prawdą, byś ulecieć mogła w przestworza z drinkiem w dłoni.rose pisze:ja to rozumiem tak po prostu napisałam bo co niektóre rzeczy są wręcz oczywiste i przepraszam jeśli kogoś tym uraziłam.
pozdrawiam serdecznie
- Anowi
- Posty: 10038
- Rejestracja: 02 wrz 2007, 14:28
- Lokalizacja: Bóg wie
14.05.2345 pne w/g naukowców i tuPius pisze:papier jest cierpliwy wszystko przyjmieEMET pisze:W literaturze ŚJ datuje się potop na 2370 r. p.n.e.
ciekawe
nie jest bogaty ten, kto posiada wiele,
tylko ten, kto niewiele potrzebuje.
tylko ten, kto niewiele potrzebuje.
-
nike
- Posty: 11685
- Rejestracja: 05 sie 2006, 23:59
- Jędrek Mendrek
- Posty: 221
- Rejestracja: 01 maja 2026, 8:00
Re: Czy globalny potop miał faktycznie miejsce?
Czy globalny Potop miał faktycznie miejsce?
Krótka odpowiedź brzmi - NIE.
Przytoczony przez Bobo artykuł zawiera sporo nieprawdziwych naukowych danych.
W atmosferze Ziemi znajduje się około 12 900 km³ wody w postaci pary wodnej, chmur i kropelek.
Gdyby cała ta woda nagle spadła jako deszcz, pokryłaby Ziemię warstwą o grubości około 2,5 - 3.8 cm.
Mount Everest według wspólnych pomiarów Nepalu i Chin z 2020 roku ma oficjalną wysokość 8 848,86 m n.p.m. Aby uzyskać dokładną wysokość biblijnego słupa wody pokrywającą całą Ziemię, należało by do wysokości Mount Everest do dać jeszcze 15 łokci (wg Rdz 7:20) Czyni to 6–7 metrów (zależnie od przyjętej długości łokcia, zwykle ~45 cm). A więc dostajemy w sumie słup wody o wysokości
8 848 + 7 = 8 855 m
Powstaje pytanie skąd Noe będzie w stanie dostarczyć tyle wody na podróż swoją arką?
Następny problem powstaje, w przypadku hipotetycznego zalania całej kuli ziemskiej wodą do wysokości 8 855 metrów.
Na wysokości około 8 855 m n.p.m. temperatura nie jest stała i zależy od warunków atmosferycznych - takich jak pogoda, pora roku oraz siła wiatru, chociaż można podać typowe wartości.
W naszej atmosferze temperatura spada wraz z wysokością, średnio o ok. 6,5°C na każdy kilometr wysokości. Średnia modelowa na poziomie morza to ok. + 15° C
Stąd łatwo wyliczyć, że na wysokości 8 855 m spadek będzie równy:
8 855 x 6,5 ≈ 57,6° C, co daje nam wynik temperatury na wspomnianej wysokości około −40°C do −45°C
Dla ciekawości na Mount Everest zimą temperatura osiąga nawet -60° C, natomiast latem (w tzw. spinaczkowym oknie pogodowym) zwykle od −20° C do −35° C.
Pokrycie kuli ziemskiej wodą do takiej wysokości spowoduje zamienienie naszego globu w wodną planetę. Nasza ziemska atmosfera ma specyficzny sposób zachowywania się: Ile wody odparuje tyle też spadnie. Zatem pechowego Noego czekała by wieczna podroż po wodnych bezmiarach.
Krótka odpowiedź brzmi - NIE.
Przytoczony przez Bobo artykuł zawiera sporo nieprawdziwych naukowych danych.
W atmosferze Ziemi znajduje się około 12 900 km³ wody w postaci pary wodnej, chmur i kropelek.
Gdyby cała ta woda nagle spadła jako deszcz, pokryłaby Ziemię warstwą o grubości około 2,5 - 3.8 cm.
Mount Everest według wspólnych pomiarów Nepalu i Chin z 2020 roku ma oficjalną wysokość 8 848,86 m n.p.m. Aby uzyskać dokładną wysokość biblijnego słupa wody pokrywającą całą Ziemię, należało by do wysokości Mount Everest do dać jeszcze 15 łokci (wg Rdz 7:20) Czyni to 6–7 metrów (zależnie od przyjętej długości łokcia, zwykle ~45 cm). A więc dostajemy w sumie słup wody o wysokości
8 848 + 7 = 8 855 m
Powstaje pytanie skąd Noe będzie w stanie dostarczyć tyle wody na podróż swoją arką?
Następny problem powstaje, w przypadku hipotetycznego zalania całej kuli ziemskiej wodą do wysokości 8 855 metrów.
Na wysokości około 8 855 m n.p.m. temperatura nie jest stała i zależy od warunków atmosferycznych - takich jak pogoda, pora roku oraz siła wiatru, chociaż można podać typowe wartości.
W naszej atmosferze temperatura spada wraz z wysokością, średnio o ok. 6,5°C na każdy kilometr wysokości. Średnia modelowa na poziomie morza to ok. + 15° C
Stąd łatwo wyliczyć, że na wysokości 8 855 m spadek będzie równy:
8 855 x 6,5 ≈ 57,6° C, co daje nam wynik temperatury na wspomnianej wysokości około −40°C do −45°C
Dla ciekawości na Mount Everest zimą temperatura osiąga nawet -60° C, natomiast latem (w tzw. spinaczkowym oknie pogodowym) zwykle od −20° C do −35° C.
Pokrycie kuli ziemskiej wodą do takiej wysokości spowoduje zamienienie naszego globu w wodną planetę. Nasza ziemska atmosfera ma specyficzny sposób zachowywania się: Ile wody odparuje tyle też spadnie. Zatem pechowego Noego czekała by wieczna podroż po wodnych bezmiarach.
- Bobo
- Posty: 17649
- Rejestracja: 03 mar 2007, 17:12
Re: Czy globalny potop miał faktycznie miejsce?
Bardzo proszę, abyś podał konkretnie, co w tym artykule jest nieprawdziwe.Jędrek... pisze:Przytoczony przez Bobo artykuł zawiera sporo nieprawdziwych naukowych danych.
Ty się rozwodzisz nad wysokością Mount Everest a przecież artykuł wyjaśnia, że ta góra podczas potopu nie musiała być tak wysoka a dno morskie tak głębokie. Dowody na takie ruchy górotwórcze są dowody. Przykład? Klasyka: Nasze Pieniny.
Poczytaj o oceanie Tetydy.
Bardzo proszę o odpowiedź. Tylko konkretną a nie jakieś dwuznaczne elaboraty.
Oszołomstwu mówię NIE!
- radek
- Posty: 5345
- Rejestracja: 03 sty 2013, 13:19
- Lokalizacja: Choszczno
- Kontakt:
Re: Czy globalny potop miał faktycznie miejsce?
Potop nie zalał arki
1Kor 1:27 BT5
Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał, co niemocne, aby mocnych poniżyć
Wielbiciel Pełni
Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał, co niemocne, aby mocnych poniżyć
Wielbiciel Pełni
- Queza
- Posty: 7766
- Rejestracja: 30 mar 2012, 17:52
- Lokalizacja: Bieszczady
Re: Czy globalny potop miał faktycznie miejsce?
To niesamowite jak bardzo można się załamać spotykając niewłaściwą osobę, i jak pięknie można rozkwitnąć, gdy spotka się tę właściwą.
Carl Gustaw Jung
Carl Gustaw Jung
- radek
- Posty: 5345
- Rejestracja: 03 sty 2013, 13:19
- Lokalizacja: Choszczno
- Kontakt:
Re: Czy globalny potop miał faktycznie miejsce?
A tak na poważnie, to w kontekście wydarzeń z księgi Rodzaju, znaczenie Słowa "ziemia" nie oznaczało planety w sensie globu, a opis tamtych wydarzeń przez tamtych sprawozdawców, trzeba interpretować z perspektywy tamtej nomenklatury, ponieważ ich wiara ich usprawiedliwia, a przynajmniej powinna zwłaszcza w oczach ich dzieci
1Kor 1:27 BT5
Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał, co niemocne, aby mocnych poniżyć
Wielbiciel Pełni
Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał, co niemocne, aby mocnych poniżyć
Wielbiciel Pełni
- Jędrek Mendrek
- Posty: 221
- Rejestracja: 01 maja 2026, 8:00
Re: Czy globalny potop miał faktycznie miejsce?
Ok, już wiemy jak odpowiedź zredagowała AI. A co osobiście sądzi na ten temat Jędrek?
Ostatnio zmieniony 23 maja 2026, 9:21 przez Jędrek Mendrek, łącznie zmieniany 1 raz.
- Bobo
- Posty: 17649
- Rejestracja: 03 mar 2007, 17:12
Re: Czy globalny potop miał faktycznie miejsce?
Mędrku, unikasz odpowiedzi. Jak to się stało, że góry wapienne, mające pochodzenie organiczne z żyjątek morskich znalazły się na szczytach, skoro były kiedyś na morskim dnie?
Całe te twoje wywody funta kłaków nie są warte, skoro mamy do czynienia z wypiętrzeniami geologicznymi. Wyrównaj, uśrednij wysokość Himalajów z niskością rowów morskich i... wyjdzie ci, że cały ląd byłby około 2,7 km pod wodą. Czy to dla Ciebie wciąż za płytko?
Całe te twoje wywody funta kłaków nie są warte, skoro mamy do czynienia z wypiętrzeniami geologicznymi. Wyrównaj, uśrednij wysokość Himalajów z niskością rowów morskich i... wyjdzie ci, że cały ląd byłby około 2,7 km pod wodą. Czy to dla Ciebie wciąż za płytko?
Oszołomstwu mówię NIE!
- booris
- Posty: 4219
- Rejestracja: 17 kwie 2015, 15:07
- Lokalizacja: Amsterdam,Londyn,Barcelona
Re: Czy globalny potop miał faktycznie miejsce?
Bobo,a potop to mial miejsce za czasow Noego,czy zanim ziemia sie geologicznie ustabilizowala?
Trzymaj się Ukraino
https://www.youtube.com/watch?v=saEpkcVi1d4
https://www.youtube.com/watch?v=saEpkcVi1d4
- Bobo
- Posty: 17649
- Rejestracja: 03 mar 2007, 17:12
Re: Czy globalny potop miał faktycznie miejsce?
Myślę, że nie ustabilizowała się. Wciąż ruchy płyt geologicznych i trzęsienia ziemi powodują podniesienie gór i spadek rowów. Np. w Chile w 1960 ponoć góry podniosły szczyty o kilka metrów w ciągu zaledwie kilku sekund. Himalaje wciąż rosną ponoć do 10 mm rocznie. Nie wyklucza się, że ruchy takie kiedyś były bardziej aktywne i częstsze.
Oszołomstwu mówię NIE!