Robertus pisze:.Cyprian. pisze:Dlaczego jednak tak wybuchowo reagują, gdy Ci wykluczeni ludzie zaczynają mówić?
Napiszę o moich spostrzeżeniach. Choć nie jestem Świadkiem Jehowy ale znam ich od wielu lat.
EMET:
Odnoszę się
jedynie do treści pomieszczonej w
Twoim post, Userze o nicku ‘Robertus’.
Rzecz jasna, że - wobec
otwartej formuły ‘Forum dyskusyjnego’ [tego tutaj] -
wypowiedzieć się może każdy z Zalogowanych tutaj. Osobiście jednak, co niejednokrotnie pisywałem: najlepiej bez odskoków
ad personam i uogólniających odnoszeń typu
ad institutio: skoro dany Ktoś, to >ten a ten wyznawca<, to ‘huzia’ na Wyznanie, do którego ów wyznawca przynależy, bądź z Którym się ideowo utożsamia…
Nie tylko
ochrzczeni świadkowie Jehowy [tudzież np. ich bliskie rodziny]
wiedzą /i 'co za tym idzie'/ o ‘instytucji’ WYKLUCZEŃ ze Społeczności [ŚJ]. Powody owych
wykluczeń bywają rozmaite, w tym i za \\poglądy odmienne// [eufemizm] od oficjalnych poglądów w Społeczność ŚJ.
Dla wielu, jednak, bardzo frapującym i ochoczo podchwytywanym „wątkiem” są wykluczenia za – właśnie - >nieaprobowanie [ogólnie rozumiane] poglądów<: czy to w ‘wąskim obszarze’, czy to w ‘szerszym aspekcie’.
Należy nadto dodać, iż dla śJ
nie ma znaczenia, czy: dany Ktoś
sam opuszcza Społeczność ŚJ [niekiedy czyni to ostentacyjnie], czy zostaje ‘wg procedury’ [że tak napiszę] pozbawiony Społeczności [i tutaj jakieś niuanse]. Zbór, do którego przynależał [ew. Zbory pobliskie] zostaje/ą/ powiadomiony/e/ poprzez komunikat: „Ten a Ten /ew.: Ta lub Ta/ nie jest już świadkiem Jehowy”. Żadnych dalszych szczegółów się nie wyłuszcza.
Stąd też mamy pozbawianie Kogoś Społeczności ŚJ [tym samym już nie „brat” lub nie „siostra”] z
rozmaitych powodów:
nie tylko tyczących „przekonań...” [i szczegóły; jak wyżej], ale również za uchybienia
moralne, np. Nie ma również - poza
oficjalną możliwością odwoływania się [co jest danemu komuś/danej którejś oznajmiane, iż
jest taka możliwość drogą procedury oficjalnej] - jakiegoś
rozpatrywania i uszczegóławiania, głosowań, dysput:
w obliczu całego zboru czy tp.
Wielokrotnie na Forum pisywałem, iż sam [ja, user Stephanos, ps. EMET]
nie traktuję ufnie [tak też unikam samemu takowych referowania] poglądów nieweryfikowalnych takich, gdzie dany ktoś/dana któraś dzieli się
swoimi subiektywnymi odczuciami, opisuje swoje przeżycia, przedkłada jakieś swoje inne wnioski: czy to z realu, czy są to jakieś przemyślenia własne na bazie owych /jej znanych/ sytuacji, że tak napiszę. Bardziej odnoszę się do wniosków
takich, gdzie mamy rozważania wg idei, wg poglądów: tutaj zwłaszcza - wobec biblijnego Forum - poprzez przytoczenia tekstów z Biblii, tudzież
interpretację oraz wykładnię: taką lub inną, jako, że Forum te
nie jest zawarowane jeno dla wierzących, lecz jak to i mamy w ‘Regulaminie’ --
1. Forum jest stroną prywatną i nie jest oficjalnym głosem żadnego Kościoła (wyznania).
2. Udział w rozmowach może brać każdy bez względu na wyznanie bądź brak wyznania.
3. Głównym celem Forum jest wymienienie poglądów na temat Biblii i wiary.
Dlatego też unikam polemik z treściami, które
wymagałyby uprzedniej weryfikacji - właśnie: zamiast - jak ktoś by chciał -
ufnemu potraktowaniu czyichś opisów [ogólnie pisząc]. Mawia się często >
obiektywna prawda – subiektywne spojrzenie<. Czy - poprzez post/y/ na Forum - da się ustalić OBIEKTYWNĄ PRAWDĘ [i do owego kontekstu sytuacyjnego się odnosić] - czy bardziej mielibyśmy polegać na 100% [ponoć?] wiarogodności czyjegoś wpisu i na owej bazować przy replikowaniu?
Tak też reakcja typu: „Co mnie będziesz pisał!? Ja byłem/am/, ja widziałem/am/, ja przeżyłem/am/, ja znam Was, ja znam kilku takich...” itp. itd.
Najczęściej - referujący poglądy kontraŚJ [ogólnie pisząc] - jedynie trąca [ew. w ogóle nie wyłuszcza]
o pozytywach, natomiast jakże
epatuje negatywami: rzecz jasna,
jak dany ktoś to widzi i jak chciałby, żeby to było widziane.
Dlaczego np. ja, Stephanos, b. często potrafię przytaczać z materiałów z ‘obszaru KrzK’, natomiast Oponenci… Prędzej by pogłaskali po głowie
nibykobrę australijską ew. tulili się do
kostko-meduzy; choćby takie zobrazowanie...
Jeden z oponentów ŚJ napisał do mnie na innym Forum: „A, co: mam propagować literaturę Brooklynu, iż piszesz, abym w
również w sensie pozytywnym przedkładał treści z literatury ŚJ!?”.
Jednak czyż ja, E. - przytaczając z literatury pod auspicjami KrzK - afirmuję tym samym KrzK i szerzej rozumiane? Czy jednak cytuję,
nie wyrywając z
kontekstu [jak trzeba, to zaznaczam obszary niecytowane /
[…]/] tak, iżby nie uchybić podejściu naukowemu wręcz.
A oponenci zachowują się w stylu nieraz takim: >>Pisze w Biblii: „
Nie ma Boga” [
Psalm 14:1; 53:2; ‘BW’] tyle, że ową
frazę poprzedza: „Głupi rzekł w sercu swoim:”… Tak też wypowiedź: „
Niech Jezus będzie przeklęty!” [
1Kor 12:3, ‘BW’], lecz
co czytamy w całym tym wersecie: „Dlatego oznajmiam wam, że nikt, przemawiając w Duchu Bożym, nie powie: Niech Jezus będzie przeklęty! I nikt nie może rzec: Jezus jest Panem, chyba tylko w Duchu Świętym.”<<.
Rzecz jasna, że zobrazowanie nieco jako przerysowane, lecz oddaje „klimat” [że tak określę].
Stąd też zdawkowości typu: „znam kilku śJ – to fajni ludzie; wiem, że dużo pozytywów jest w ich [śJ] postawie i naukach, są pokojowo usposobieni” itp. Ale już wytwarzanie dysonansu poprzez czynienie wstrętnym [eufemizm] CK ŚJ [„dziadki z Brooklynu”], poprzez czynienie - śJ - fanatykami, ekstremistami, przez epatowanie kwestią transfuzji krwi [zwłaszcza, kiedy chodzi o dzieci], przez prawienie o aspołeczności, przez podsycanie atmosfery w kwestii podejścia - ŚJ, śJ - do wykluczonych itp. itd.
Jak to się mawia: „Jak
się chce psa uderzyć, to i kij
się znajdzie”...
I jednak, jak w każdej sytuacji: Dlaczego zakładają Oponenci ŚJ, że
obowiązkowo słuszne są
jeno Ich przedłożenia, natomiast reakcja śJ jest - po prostu - ‘zachowaczo-lojalnościowa’?
Jak pisałem kiedyś w post: „Jam szczęśliwy i radosny w Społeczności, a tu mnie ktoś chce wmówić...”. „Czytam Biblię oraz literaturę ŚJ, tudzież [o ile nie jestem chory] chodzę na zebrania, a tu mnie ktoś wmawia coś zgoła innego, niźli sam postrzegam i czego doświadczam.”.
Jakże często owi exśJ - poprzez
styl pisania na Forum [Owych bowiem
nie znam/y/ poprzez real, nie wiedząc,
jakimi faktycznie są…] - przejawiają postawy typu: odreagowanie, notoryczne poruszanie jeno tematyki kontraŚJ,
nobilitowanie swoich wyborów, swojej ‘filozofii życia’, a jeno zdawkowo wtrącą jakieś pozytywy typu: „Znam kilku ze śJ...”, ale zaraz - w obrębie kontekstowym: „Gdyby nie to ich CK ŚJ, gdyby nie...”. JEDNAK: >gdyby nie...<, to raczej byliby jeno tzw. „świadko-podobni”, nie zaś świadkowie Jehowy „pełną gębą”.
Polemika wobec poglądów ideowo-religijnych, filozoficznych - zwłaszcza w kwestii
rozumienia jakiegoś tekstu Biblii, jakiejś doktryny czy tp. - to
zgoła coś innego, niż polemika z - kto wie, czy prawdziwym [?]
po zweryfikowaniu - czyimś opisem [ogólnie formułując]…
Kiedyś - jakoś nieaktywna teraz - Adminka Właścicielka tego Forum [kto wie, czy nie z powodu poważnej choroby?] napisała, iż niejako >próbowała zweryfikować zasadność czy bezpodstawność wykluczenia< konkretnie Jej znanego-byłego śJ. Starała się - wg idei obiektywizacji - być niejako tzw. ‘dziennikarką śledczą’.
Należy też dodać, że wobec
braku możliwości weryfikacji [bo i jak?]: niemal każdy podałby jako przedłożenie wobec Publiki [tutaj: Społeczności Forum] pogląd: >wykluczenie „za poglądy”<, chociaż, kto wie, jak to dokładnie wygląda/wyglądało??? Bywa, że można próbować
legitymizować niejako ‘stanie się’ poza Społecznością, gdy mamy dobudowanie wg motywacji >za poglądy< [i tutaj: jakie?], o co nietrudno, gdyż zawsze jakiś 'pretekst' się znajdzie: a to „rok 1914”, a to „zmienność nauk”, a to…, a tamto… Podczas, gdy ktoś uchybił np. w kwestiach
moralnych [sic!]
Poprzez Forum, jak to dociec[?]: samo tylko poleganie na czyimś oznajmieniu -- to...
daleko posunięta subiektywizacja.
Ciekawe jest też wtedy, kiedy - na dany Kogoś post - re:post/ują/ ideowi zwolennicy Piszącego, a są to najczęściej niechętni [eufemizm] wobec śJ, ŚJ i
szersze spectrum. To "żadna filozofia", ani "żadne osiągnięcie", kiedy do jakiegoś - wg opcji ukierunkowanego - dołączają tacy, dla których mamy - przysłowiową - „wodę na młyn”. Dosyć często bezkrytycyzm, o ile ‘pasi’ wg postawy wobec kogoś
anty…
Ileż razy we „wdzięcznych” tematach: jak ‘grzyby po deszczu wyrastali’ wówczas…
Obrazowo - wg zasady - mamy taki opis w Ks. Habakuka: „jego rumaki przybywają z daleka: lecą jak orzeł śpieszący do żeru.” [Hab 1:8c, d; ‘PNŚ’], ew., wg słów Jezusa: „bo gdzie jest padlina, tam zlatują się sępy.” [Mat 24:28, ‘BW’].
Jakże często perorowano do mnie - i innych śJ - na Forum: „Tyś [Wyście] zniewolony/eni/, Tyś nieszczęśliwy, Tyś…”. To tak, jakby ktoś... ‘wmawiał zdrowemu chorobę’ lub na odwrót. Ew., jakby ktoś spoza… wiedział lepiej od tego, kto aktualnie jest: w aspekcie dotyczącym również aktualnego nauczania [że tak ogólnie napiszę].
Wielu razi podejście ŚJ/śJ do tych, którzy mają ‘status’ wykluczonych ze Społeczności ŚJ; dotyczy to zwłaszcza sytuacji przy bliskich powiązaniach rodzinnych, kontaktach pracodawca-pracownik, bliskie sąsiedztwo i inne.
Ileż to razy z kolei doświadczałem demonstracyjnego mówienia mnie „Dzień dobry”, kiedy szedłem chodnikiem i szedł też exśJ; np. takie sytuacyjne podejście.
Reperkusje związane z wykluczeniem -- są jednak znane: tak aktualnie będącemu/cej/ śJ, jak i exśJ: jakież zdziwienie?
O innych sprawach nie piszę, bo w Twoim, Userze, post są prawie wystarczająco wyłuszczone.
Bywaj, ‘Robertus/ie/’.
Stephanos, ps. EMET; świadek Jehowy od wielu lat: z własnego wyboru, sam tylko z fizycznej rodziny przynależny do Społeczności ŚJ; były - nietuzinkowy - katolik [KRzK].