KobietaZMagdali pisze:Zaczęłam czytać książkę Anny Świderkówny - Rozmowy o Biblii i już we wstępie znalazłam dwie ciekawe rzeczy, którymi chciałabym się z wami podzielić (jedno przemyślenie i jeden fakt historyczny)
Studiując ją [Biblię] musimy zatem uczciwie próbować odtworzyć w sobie coś z mentalności biblijnej, z postawy wewnętrznej biblijnych autorów.
A zasada ta dotyczy wszystkich Czytelników, zarówno niewierzących, jak i tych wierzących
Wielu z czytelników, zarówno tych wierzących jak i niewierzących, jest skoncentrowanych na odtworzeniu na podstawie lektury Biblii mentalności jej Boskiego (współ)autora, całkowicie abstrachując od wpływu mentalności poszczególnych pisarzy i jej wpływu na kształt tekstu biblijnego. Może to jest podstawowy błąd leżący u podstaw studiowania Biblii, a kolejne "nieporozumienia" są tylko konsekwencją tego pierwszego o fundamentalnym charakterze?
Nie zajdziemy daleko traktując Biblię jako zbiór mniej lub bardziej naiwnych mitów, baśni i podań bez żadnego związku z
rzeczywistością,
Bez związku z jaką rzeczywistością? Współczesną? Ówczesną? Duchową?
Obowiązuje paradygmat, że do zrozumienia Biblii niezbędne jest a prori traktowanie jej jako czegoś więcej niż zbioru mniej lub bardziej naiwnych mitów i legend?
nie osiągniemy też lepszych rezultatów szukając już od początku gotowego sformułowania wszystkich prawd chrześcijańskich ani, tym bardziej, widząc w niej podręcznik historii czy encyklopedię nauk przyrodniczych.
Widzę w tym zdaniu zalążek konstruowania fortyfikacji obronnych autorytetu Biblii w obliczu formułowanych zarzutów, że Biblia bynajmniej nie jest księgą ścisłych dat historycznych i jakoś w pełni nie koresponduje z bieżącym stanem tego co, uznaje się za naukowo dowiedzione czy potwierdzone.
Nie wspominając juz o tym, że trzeba olbrzymiej dozy "dobrej woli"; żeby wyczytać z niej formułowane przez instytucje religijne "prawdy chrześcijańskie".
Każdy z nas ma jakieś głęboko zakorzenione przekonania czy uprzedzenia, które trzeba niejako „zawiesić" na czas tego studium. Jeśli nie potrafimy tego uczynić, to niewiele z całej Biblii zrozumiemy.
Powyższe zdania budzą u mnie podejrzenia, że szanowana autorka, wbrew zachętom kierowanym do swoich czytalników, sama nie zawiesiła swoich przekonań na temat Biblii.
Co rokuje tym, ze zamierza nam przedsatwić ni mniej ni wiecej jak SWOJE zrozumienie Biblii aspirujące do miana obiektywnego. Bo czy w ogóle możliwy jest jakiś inny scenariusz?
KobietaZMagdali pisze:Jak znajdę jeszcze coś ciekawego to napiszę

Zdaję się na ciebie w wyborze ciekawych myśli z tej książki.
