Korn pisze:Miłość dzieci do swych kreatorów=rodziców. Ta miłość jest inna, jest szczera, trwa do śmierci.
Ta miłość nie jest narażona na "haczyk" pożądania seksualnego. Zupełnie inna relacja i sens.
Tak jak napisałeś, zupełnie inna relacja i sens.
Na początku ks. Rodzaju jest fragment:
...I błogosławił im Bóg, i rzekł do nich Bóg: Rozradzajcie się i rozmnażajcie się, i napełniajcie ziemię...bw
W powyższym zdaniu następuje sekwencja określeń: błogosławieństwo, rozradzanie i rozmnażanie. Z rozradzaniem, nierozłącznie połączony jest popęd i pożądliwość. Słuszne były wcześniejsze tezy, iż bez popędu i pożądliwości nie byłoby rozradzania. Można napisać, że pierwszym błogosławieństwem Boga dla człowieka (życzeniem szczęścia, dobrostanem) było rozradzanie i rozmnażanie. Zatem pierwsze błogosławieństwo było posadowione na popędzie i pożądliwości. Bóg tak chciał, i w taki sposób to ustanowił, a w dalszej części powiedział o tym:
I spojrzał Bóg na wszystko, co uczynił, a było to bardzo dobre.. Nie mogę zatem zlekceważyć popędu i pożądliwości, które nie tylko znalazły się w zbiorze wartości "bardzo dobrych", ale również były istotną częścią pierwszego błogosławieństwa, udzielonego przez Boga człowiekowi.
Niestety, po zbłądzeniu, to co było pierwotnie błogosławieństwem, zostało wypaczone i wynaturzone. Popędy i pożądliwości stały się biologicznym motorem napędowym, który nigdy nie osiągał już zaspokojenia, stanu sytości. Dlaczego? Ponieważ, jak opisuje autor ks. Rodzaju, relacja i zależność pomiędzy mężczyzną i kobietą zostały wypaczone i zdegenerowane do takiego stanu, w którym oboje nie byli już w stanie pozostawać względem siebie w pozycji pomocy właściwej, czyli wzajemnego dopełniania się.
Siła i napęd, tkwiące w popędach i pożądliwościach, osiągają sytość i i zaspokojenie jedynie w związku mężczyzny i kobiety, który jest budowany na fundamencie prawdy. Jeśli nie natrafiają na taki grunt, one trwają i narastają w progresywnym ciągu, wymuszając na człowieku aktywności seksualne. Jest to ciąg silnie toksyczny. Jeśli człowiek angażuje swoją seksualność w pornografię, to stopniowo musi narastać siła i perwersyjność obrazów. Jeśli angażuje się w przygodne związki, to stopniowo narasta potrzeba coraz bardziej pikantnych doświadczeń. Pojawia się np. potrzeba doświadczania przemocy lub łączenia aktywności seksualnej z używkami.
Popęd i pożądliwości mają dwa wymiary; są błogosławieństwem, ale w naszej cywilizacji znamy je częściej poprzez pejoratywną perspektywę.
W Pomazańcu, który jest źródłem prawdy, następuje przywracanie człowieka do tej właściwej perspektywy, tej w której powołał nas do istnienia Bóg i tej, w której następuje przywrócenie właściwego myślenia, właściwego wartościowania.
Piszesz:
Miłość dzieci do swych kreatorów=rodziców. Ta miłość jest inna, jest szczera, trwa do śmierci. Ta miłość nie jest narażona na "haczyk" pożądania seksualnego. Bardzo chciałbym się z Tobą zgodzić, ponieważ jako syn, ojciec i dziadek doskonale to rozumiem. Jednak mój duchowy rozwój nie nastąpił, kiedy realizowałem się jako syn, ojciec i aktualnie dziadek, chociaż oczywiście pewne aspekty dojrzewania dokonują się w tych relacjach. Najistotniejszy postęp w moim życiu jest wynikiem relacji z żoną, walki o tą relację i szukania dróg do rozwijania tej relacji.
Jest napisane:
Dlatego opuści mąż ojca swego i matkę swoją i złączy się z żoną swoją, i staną się jednym ciałem.. To zdanie jasno określa priorytety - opuszczenie ojca i matki w celu połączenia z żoną. Relacja z ojcem i matką ma inny sens i jest zupełnie inna - dokładnie o to chodzi. To nie jest ta relacja w której następuje rozwój i dojrzewanie duchowe.
To co pisze Luba i Metanoia nie jest pozbawione sensu. Miłość między kobietą i mężczyzną nie odzwierciedla miłości, Ojca do stworzeń i stworzeń do Ojca. Z natury jest to inna miłość.
Z pewnością miłość pomiędzy kobieta i mężczyzną nie odzwierciedla miłości Ojca do stworzeń. Jednak miłość Ojca nie wyczerpuje poznania miłości, nie jest pełnią miłości. Ojcostwo jest tylko jednym z aspektów miłości. Co ważne,my ludzie, aby poznać w sposób możliwie pełny i poprawny miłość ojca czy matki, powinniśmy zacząć od związku kobiety i mężczyzny, ponieważ nie ma innej drogi do poprawnie pojmowanego ojcostwa, jak tylko poprzez połączenie mężczyzny i kobiety w trwały, monogamiczny, heteroseksualny związek, budowany na fundamencie wzajemnej miłości, związek z którego narodzą się dzieci i który będzie fundamentem do poprawnego i pełnego doświadczenia ojcostwa. Raczej nie ma możliwości bycia pozytywnym i dojrzałym ojcem, jeśli się nie jest w zdrowym związku z kobietą.
W kwestii osób samotnych. Ja nie jest przeciwnikiem osób samotnych, singli, rozwodników. Jedynie do celibatariuszy mam uwagi. Dlatego nie piszę przeciwko osobom samotnym, chociaż mam świadomość, że wiele treści może zostać odebranych, jako potępiające. Ja piszę o wybudowaniu nurtu myślenia opartego na małżeństwie. Piszę o przywróceniu początkowych ustawień i całkowitym przewartościowaniu tego porządku, w którym funkcjonujemy.