Henryk pisze:Andżelika_FS pisze: Idolatria, z definicji, to oddawanie czci bożkom fałszywym.
Uważam to za zbyt zawężoną definicję.
To definicja słownikowa, dlatego używam jej za każdym razem, gdy widzę słowo "bałwochwalstwo" bez dodatkowych obostrzeń. Przyjmuję do wiadomości, że w tym temacie jesteś bardziej ortodoksyjny.
Czy „szary” katolik umie pomodlić się bez obrazu, rzeźby czy choćby figurki?
Nie wiem.
Jest wiele tematów na Forum, traktujących o bałwochwalstwie a jednak większość zgodnie z Tobą twierdzi jedynie że: [...] No i temat "zamknięty".

Powstrzymaj rumaki. Ja przecież (jeszcze) nie próbuję Ci zamknąć ust, tylko dociekam gdzie różnimy się w oglądzie sytuacji. Może skoro wielu ludzi tak twierdzi, to jest w tym ziarno prawdy?
Spróbujmy z innej strony. Poudawajmy przez chwilę, że nie rozmawiamy o idolatrii, tylko o makijażu. Makijaż może służyć różnym celom. Może maskować niedoskonałości urody. Może służyć podniesieniu samooceny. Może służyć uwodzeniu. Może być częścią kamuflażu. Może być elementem wykonywanego zawodu (teatr, opera, film). I teraz stańmy na skrajnym stanowisku. Cechą wspólną różnych form makijażu jest celowa zmiana wyglądu
ergo makijaż jest świadomym oszustwem
ergo jest złem
ergo szminka jest źródłem grzechu. Można tak myśleć? Można. Czy to dokądkolwiek prowadzi? Chyba tylko do pisania kolejnych Ksiąg Prawa i brnięciu w wyliczanie obrzydliwości w oczach Pana.
Wracając do idolatrii, warto zastanowić się, skąd wzięły się w naszym kręgu kulturowym materialne przedstawienia treści religijnych. Nie jestem ani historykiem, ani antropologiem, ani socjologiem, ale jakiś pogląd mam. Wydaje mi się, że przez grubo ponad tysiąc lat, gdy Chrześcijaństwo w Europie było religią oficjalną, a Kościół najpotężniejszą organizacją polityczno-społeczno-religijną, zwykły boży lud nie umiał czytać. Więc dostawał treści religijne w postaci materialnych epifanii. Monumentalnych świątyń. Malowideł. Rzeźb. Świętych na każdy dzień roku i związanych z nimi rytuałów/przedmiotów. Dzięki temu ludzie żyli zanurzeni w religię. Tobie do zanurzenia w religię (tak podejrzewam) wystarczy własny egzemplarz Biblii i umiejętność czytania. Oni w ogromnej większości ani nie mieli szans na własny egzemplarz Biblii, ani nie umieli czytać. Ba, nawet gdyby ktoś im czytał, to nic by nie zrozumieli, bo z łaciny to znali na pamięć garść kościelnych responsów, a nie język jako taki.
Dzisiaj można prowadzić życie religijne bez żadnych materialnych wizerunków (jesteś zapewne przykładem). Ale ponieważ cała europejska kultura i sztuka wyrosła z tych wizerunków, to nie wiem co by zostało, gdybyśmy wycięli je w pień, spalili i zapomnieli. I wolałabym tego scenariusza nie sprawdzać.
Miej swoje ostre podejście do idolatrii. Ale mówiąc "bałwochwalstwo jest obrzydliwością" nie wchodź na łatwą ścieżkę utożsamiania i nie popadaj w "dlatego katolicy są obrzydliwością". A taka treść pobrzmiewa w tym co piszesz (przynajmniej ja tak to odbieram, być może zupełnie błędnie).