krzysiekniepieklo pisze:.. Po co mam rozpraszać swoją uwagę tym, co napisała armia faryzeuszy przez te dwa tysiące lat? Nauka Jezusa jest wystarczająca do zbawienia. Po to Jezus przyszedł na świat, żeby nam zostawić zwięzłą instrukcję, jak mamy żyć..
Warto spojrzeć na apostoła Pawła nie przez pryzmat późniejszych sporów teologicznych, lecz przez pryzmat jego własnego życia.
Paweł nie był człowiekiem pozbawionym wykształcenia, pozycji czy możliwości życiowych. Sam o sobie pisał, że był Żydem, „wychowanym w tym mieście u stóp Gamaliela” (Dz 22,3), a więc kształcił się u jednego z najbardziej znanych, wpływowych i renomowanych nauczycieli judaizmu. Należał do faryzeuszy i twierdził, że w gorliwości dla tradycji żydowskiej przewyższał wielu swoich rówieśników (Ga 1,13–14). Miał zatem kapitał, który w starożytnym świecie nie był dostępny każdemu: wykształcenie, bogactwo, znajomość Pism, języków i środowisk religijnych, a także obywatelstwo rzymskie. A jednak człowiek posiadający takie nieprzeciętne i nieczęsto spotykane w tamtych czasach możliwości i finanse nie uczynił z nich narzędzia do budowania własnego egoizmu i prestiżu. Przeciwnie. Paweł napisał: „dla Niego wszystko straciłem i uznaję to za śmieci, aby zyskać Chrystusa” (Flp 3,8).
Nie oznaczało to, że przestał być wykształcony, majętny ani że jego wiedza nagle stała się bezsensowna i bezwartościowa. Oznaczało raczej, że przestał uważać własną pozycję, finanse, pochodzenie i religijne osiągnięcia za podstawę swojej wartości. Jeszcze bardziej wymowny jest sposób, w jaki żył. Nie domagał się utrzymania od ludzi, którym głosił. W Koryncie pracował własnymi rękami. Dzieje Apostolskie mówią, że zamieszkał u Akwili i Pryscylli, ponieważ „był tego samego rzemiosła”; byli oni namiotnikami i Paweł razem z nimi pracował (Dz 18,1–3).
Sam później przypomniał Efezjanom:
„Sami wiecie, że te ręce służyły moim potrzebom i potrzebom tych, którzy byli ze mną” (Dz 20,34).
To szczególnie mocny obraz: człowiek wykształcony, majętny, posiadający obywatelstwo rzymskie i mogący korzystać z ogromnego statusu społecznego, siedzi nie na jakimś uprzywilejowanym finansowo stanowisku, nie wyzyskuje niewolników, lecz pracuje ciężko własnymi rękami, aby utrzymać siebie i nie być ciężarem dla innych.
Nie twierdził przy tym, że głosiciel Ewangelii nie ma prawa do utrzymania. Wręcz przeciwnie w 1 Kor 9,13–14 argumentuje, że „Pan postanowił, aby ci, którzy głoszą Ewangelię, żyli z Ewangelii”. Sam jednak z tego prawa nie korzystał w taki sposób, aby jego utrzymanie stało się przeszkodą dla głoszenia Chrystusa (1 Kor 9,12.15).
To jest właśnie różnica między posiadaniem przywileju i bogactwa, a wykorzystywaniem go dla siebie. Paweł jednak nie wyrzekł się swojego obywatelstwa rzymskiego. I tutaj widać coś bardzo ciekawego: To, z czego zrezygnował dla Ewangelii, nie oznaczało odrzucenia wszystkiego, co posiadał. Z obywatelstwa korzystał wtedy, gdy mogło ono chronić jego prawa. W Filippi, po pobiciu i uwięzieniu, ujawnił, że jest obywatelem rzymskim. Gdy urzędnicy chcieli potajemnie go wypuścić, Paweł odmówił przyjęcia takiego rozwiązania i zażądał, aby sami przyszli i go wyprowadzili, ponieważ został publicznie pobity i uwięziony bez wyroku, mimo że był obywatelem rzymskim (Dz 16,35–39).
Podobnie w Jerozolimie, gdy miał zostać poddany biczowaniu, zapytał: „Czy wolno wam biczować obywatela rzymskiego i to bez wyroku?” (Dz 22,25). Rzymscy żołnierze natychmiast się wycofali.
A później, gdy sprawa Pawła była rozpatrywana przez pogańskie władze rzymskie, skorzystał z prawa obywatela rzymskiego i odwołał się do Cezara: „Odwołuję się do Cezara!” (Dz 25,11).
Jego obywatelstwo nie było więc "ozdobnym tytułem". W konkretnych sytuacjach dawało mu ochronę prawną, chroniło go przed bezprawnym biczowaniem, śmiercią i umożliwiało odwołanie się do najwyższej instancji sądowej oraz umożliwiało dalsze głoszenie ewangelii dzikim narodom pogańskim..
Równie interesujące jest jego wykształcenie. Paweł nie wyrzucił swojej ogromnej wiedzy "za burtę" po nawróceniu. Przeciwnie , wykorzystał ją w służbie Ewangelii i Jehowy. Znał Pisma Hebrajskie i potrafił argumentować na ich podstawie. W synagogach „rozprawiał z Żydami na podstawie Pism” (Dz 17,2), wykazując, że Jezus jest Mesjaszem Jehowy. W Atenach potrafił natomiast rozmawiać z ludźmi z klas uprzywilejowanych, wychowanymi w zupełnie innym środowisku intelektualnym, nawet z filozofami greckimi. Na Areopagu nawiązał do greckiej poezji, mówiąc: „Jak też niektórzy z waszych poetów powiedzieli: "Jesteśmy bowiem jego potomstwem” (Dz 17,28).
Nie znaczy to, że Paweł głosił grecką filozofię zamiast Ewangelii. Pokazuje jednak, że potrafił wejść w język i sposób myślenia swoich nawet wysoko wykształconych słuchaczy, a następnie skierować rozmowę ku Bogu i Chrystusowi. Dlatego jego wykształcenie nie było przeszkodą w głoszeniu. Stało się pomocnym narzędziem. Jego życie można więc przedstawić w jednym prostym kontraście:
Paweł nie zrezygnował z tego, kim był, aby stać się głosicielem Chrystusa. Zrezygnował natomiast z wykorzystywania tego, kim był dla własnego prestiżu i egoizmu. Mógł chlubić się pochodzeniem, wykształceniem, znajomością Prawa i obywatelstwem, oraz z nich korzystać i pozostać nietykalnym pod osłoną klasy posiadaczy, prawa i pieniędzy. Zamiast tego pracował własnymi rękami, znosił więzienia, chłosty, trudy i niedostatek jak niewolnik (2 Kor 11,23–27), a swoją wiedzę i status wykorzystywał nie po to, by wynieść siebie ponad innych, lecz aby dotrzeć z Ewangelią do ludzi różnych środowisk, tak najniższych jak i najwyższych.
To dlatego przedstawianie Pawła jako człowieka, który po prostu „wymyślił sobie religię”, "kłamał" i czerpał z niej "osobiste korzyści" wymagałoby zmierzenia się z bardzo niewygodnym faktem. Jego późniejsze życie nie przypomina historii człowieka, który zamienił religię na swoją uprzywilejowaną, lukratywną i wyższa pozycję społeczną. Przypomina raczej historię człowieka, który posiadając ogromne przywileje podporządkował je temu, co uważał za swoje powołanie i zbawienie ludzkości.
Jezus również nie wykorzystał swojej wyjątkowej pozycji dla własnej korzyści. W Liście do Filipian Paweł opisuje to bardzo mocno: Chrystus, „istniejąc w postaci Bożej”, nie wykorzystał tego jako sposobności do wyniesienia siebie, lecz „ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi” (Flp 2,6–7). To jest jeszcze głębsze uniżenie niż w przypadku Pawła. Widać też podobieństwo w stosunku do odrzucenia absolutyzacji dóbr materialnych. Jezus nie prowadził życia człowieka zabiegającego o majątek, pieniądze, stanowiska czy pozycję. Powiedział:
„Lisy mają nory i ptaki niebieskie gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma, gdzie by głowę skłonił” (Mt 8,20).
PS. Zobaczmy teraz i dziś, czy którykolwiek z polityków, dziennikarzy, policjantów, wojskowych, lekarzy, urzędników, duchowieństwa poświęciłby osobisty interes i prywatny dobrobyt na rzecz zbawienia ludzkości ?
A czy ktoś z nas tu piszących zrezygnuje z wygodnictwa, zysku, przywilejów, znajomości i dołączy do głosicieli Królestwa Bożego ? Oby było takich naśladowców pawlowych coraz więcej.