Podaj cytat, na który się powołałeś. No bo według mnie, to mocno przegiełeś pałkę.
Cytat jest zaznaczony na niebiesko w poście, do którego się odnosisz. Ale oczywiśta, że mogę go przywołać.
Mt 21.43 Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce. Na wszelki wypadek konkretne zdanie wytłuściłem i podkreśliłem.
Podaj cytat, na który się powołałeś. No bo według mnie, to mocno przegiełeś pałkę.
Cytat jest zaznaczony na niebiesko w poście, do którego się odnosisz. Ale oczywiśta, że mogę go przywołać.
Mt 21.43 Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce. Na wszelki wypadek konkretne zdanie wytłuściłem i podkreśliłem.
Ale starania to jedno, a skutki to drugie. Starania są wstępem. A liczą się skutki. Jezus powiedział, że Królestwo Boże jest dla tych, którzy działają skutecznie. Dla tych, których życie przynosi dobre owoce. Owoce miłości i wiary.
Jak widać, to nie zacytowałeś Jezusa ale podałeś luźną interpretację tego, co zacytowałeś. Mnie oburzyło sformułowanie: "" Królestwo Boże jest dla tych, którzy działają skutecznie."" Mimo wygładzenia tego dwoma ostatnimi zdaniami, to i tak mnie takie sformułowanie drażni.
No bo to sugeruje - jak będziesz skuteczny, to będziesz w królestwie, a jak nie będziesz skuteczny, to nie wejdziesz. Jak by zasługa skuteczności miała o tym decydować. Skuteczność przypisuje się temu, który działa. Tyle, że najpierw Jezus daje królestwo bez żadnej zasługi, a dopiero potem uczestnik królestwa przynosi owoc. Wtedy dopiero można powiedzieć, że to są owoce królestwa. A więc, przynależność do królestwa jest łaską, a nie zasługą skutecznego działania. Owoce królestwa należą do Boga, bo to On uprawia winnicę. A owoców swojego "skutecznego działania" człowiekowi lepiej nie oglądać, bo to skutkuje wzrostem pychy.
Jak widać, to nie zacytowałeś Jezusa ale podałeś luźną interpretację tego, co zacytowałeś.
Twierdzisz w powyższym zdaniu, że nie zacytowałem tego co zacytowałem? Zaprzeczasz sam sobie.
Jak widać można sprawdzić, że zacytowałem (co zresztą potwierdziłeś). I odniosłem się do zacytowanego zdania. Mój post z 03 paź 2026, 20:41 cały czas znajduje się w niniejszym wątku.
Gdybym się odnosił do całokształtu, to napisałbym inaczej. Co innego bym uwypuklił. Jednak odnosiłem się do konkretnego i zacytowanego zdania.
Pierwsze czytanie (Ga 1, 13-24)
Bracia: Słyszeliście o moim postępowaniu ongiś, gdy jeszcze wyznawałem judaizm, jak z niezwykłą gorliwością zwalczałem Kościół Boży i usiłowałem go zniszczyć, jak w żarliwości o judaizm przewyższałem wielu moich rówieśników z mego narodu, jak byłem szczególnie wielkim zapaleńcem w zachowywaniu tradycji moich przodków. Gdy jednak spodobało się Temu, który wybrał mnie jeszcze w łonie matki mojej i powołał łaską swoją, aby objawić Syna swego we mnie, bym Ewangelię o Nim głosił poganom, natychmiast, nie radząc się ciała i krwi ani nie udając się do Jerozolimy, do tych, którzy apostołami stali się pierwej niż ja, skierowałem się do Arabii, a później znowu wróciłem do Damaszku. Następnie, trzy lata później, udałem się do Jerozolimy dla zapoznania się z Kefasem, zatrzymując się u niego tylko piętnaście dni. Spośród zaś innych, którzy należą do grona apostołów, widziałem jedynie Jakuba, brata Pańskiego. A Bóg jest mi świadkiem, że w tym, co tu do was piszę, nie kłamię. Potem udałem się do krain Syrii i Cylicji. Kościołom zaś chrześcijańskim w Judei pozostawałem osobiście nie znany. Docierała do nich jedynie wieść: ten, co dawniej nas prześladował, teraz jako Dobrą Nowinę głosi wiarę, którą ongiś usiłował wytępić. I wielbili Boga z mego powodu.
Psalm (Ps 139, 1-3. 13-14ab. 14c-15)
Przenikasz i znasz mnie, Panie,
Ty wiesz kiedy siedzę i wstaję.
Z daleka spostrzegasz moje myśli,
przyglądasz się, jak spoczywam i chodzę,
i znasz moje wszystkie drogi. Prowadź mnie, Panie, swą drogą odwieczną
Ty bowiem stworzyłeś moje wnętrze
i utkałeś mnie w łonie mej matki.
Sławię Cię, żeś mnie tak cudownie stworzył,
godne podziwu są Twoje dzieła. Prowadź mnie, Panie, swą drogą odwieczną
I duszę moją znasz do głębi.
Nie byłem dla Ciebie tajemnicą,
kiedy w ukryciu nabierałem kształtów,
utkany we wnętrzu ziemi. Prowadź mnie, Panie, swą drogą odwieczną
Aklamacja (Łk 11, 28)
Błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego
i zachowują je wiernie.
Alleluja, alleluja, alleluja
Ewangelia (Łk 10, 38-42)
Jezus przyszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go do swego domu. Miała ona siostrę, imieniem Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie. Natomiast Marta uwijała się koło rozmaitych posług. Przystąpiła więc do Niego i rzekła: «Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła». A Pan jej odpowiedział: «Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona».
-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=- Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego. Ta kwestia kojarzy mi się z dyskusją na temat, co ważniejsze. Forma czy treść? Czy ważniejszy były poczęstunek, czy skupienie się na nauce? Dwie różne, przeciwne postawy. Ale obie nacechowane wielką miłością i szacunkiem do Jezusa. Jedna chciała uhonorować Go jaknajlepszym poczęstunkiem, a druga chłonęła Jego naukę. Jedno i drugie dobre.
Ale czego Jezus oczekiwał? Czy bogato zastawionego stołu czy otwartych uszu i umysłów? Wydaje się, że każda zdecydowana odpowiedź, że lepsze to niż tamto jest zła. Uważam, że trzeba znaleźć równowagę. Choć, według mnie znacznie ważniejsza jest treść. Ale z treści wypływa forma. Forma, która musi być adekwatna do treści.
Szacunek do Boga wypływa z miłości do Niego. A przejawia się w szanowaniu i wypełnianiu Jego woli. Także w godnym ubiorze i zachowaniu wobec Niego. W pełnej szacunku modlitwie. Modlitwie, której treścią jest miłość do Boga. Także prośby, dziękczynienie, skruch i oddawaniu Mu chwały. Modlitwa musi być pełna szacunku. W formie wynikającej z treści.
Jak widać, to nie zacytowałeś Jezusa ale podałeś luźną interpretację tego, co zacytowałeś.
Twierdzisz w powyższym zdaniu, że nie zacytowałem tego co zacytowałem? Zaprzeczasz sam sobie.
Jak widać można sprawdzić, że zacytowałem (co zresztą potwierdziłeś). I odniosłem się do zacytowanego zdania. Mój post z 03 paź 2026, 20:41 cały czas znajduje się w niniejszym wątku.
Gdybym się odnosił do całokształtu, to napisałbym inaczej. Co innego bym uwypuklił. Jednak odnosiłem się do konkretnego i zacytowanego zdania.
Przyznam Tobie tutaj rację. Niemniej nie odniosłeś się do mojego zarzutu, który przedstawiłem do twojej interpretacji tego, co zacytowałeś. Mam jeszcze do Ciebie taki zarzut, że wkładasz w usta Jezusa to, co sam sądzisz o tym, co powiedział. Dla szacunku dla Jezusa, to nie powinieneś twierdzić, że powiedział tego, czego nie powiedział. Powiedział dokładnie to, co zacytowałeś, a nie to, co twierdziłeś, że powiedział.
To właśnie jest faryzejską techniką manipulacji odnoszącą się do nauki Jezusa.
Jak widać, to nie zacytowałeś Jezusa ale podałeś luźną interpretację tego, co zacytowałeś.
Twierdzisz w powyższym zdaniu, że nie zacytowałem tego co zacytowałem? Zaprzeczasz sam sobie.
Jak widać można sprawdzić, że zacytowałem (co zresztą potwierdziłeś). I odniosłem się do zacytowanego zdania. Mój post z 03 paź 2026, 20:41 cały czas znajduje się w niniejszym wątku.
Gdybym się odnosił do całokształtu, to napisałbym inaczej. Co innego bym uwypuklił. Jednak odnosiłem się do konkretnego i zacytowanego zdania.
Przyznam Tobie tutaj rację. Niemniej nie odniosłeś się do mojego zarzutu, który przedstawiłem do twojej interpretacji tego, co zacytowałeś. Mam jeszcze do Ciebie taki zarzut, że wkładasz w usta Jezusa to, co sam sądzisz o tym, co powiedział. Dla szacunku dla Jezusa, to nie powinieneś twierdzić, że powiedział tego, czego nie powiedział. Powiedział dokładnie to, co zacytowałeś, a nie to, co twierdziłeś, że powiedział.
To właśnie jest faryzejską techniką manipulacji odnoszącą się do nauki Jezusa.
Jezus uczy, że to co otrzymujemy od Niego w skrytości, a więc i nasze wnioski, którymi Go wychwalamy, mamy rozgłaszać
Mat 10:27 BT5 27 Co mówię wam w ciemności, powtarzajcie w świetle, a co słyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach.
1Kor 1:27 BT5 Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał, co niemocne, aby mocnych poniżyć
Pierwsze czytanie (Ga 2, 1-2. 7-14)
Bracia: Po czternastu latach udałem się ponownie do Jerozolimy wraz z Barnabą, zabierając ze sobą także Tytusa. Udałem się zaś w tę stronę na skutek otrzymanego objawienia. I przedstawiłem im Ewangelię, którą głoszę wśród pogan, osobno zaś tym, którzy cieszą się powagą, by stwierdzili, czy nie biegnę lub nie biegłem na próżno. Wręcz przeciwnie, stwierdziwszy, że mnie zostało powierzone głoszenie Ewangelii wśród nieobrzezanych, podobnie jak Piotrowi wśród obrzezanych, Ten bowiem, który współdziałał z Piotrem w apostołowaniu obrzezanych, współdziałał i ze mną wśród pogan, i uznawszy daną mi łaskę, Jakub, Kefas i Jan, uważani za filary, podali mnie i Barnabie prawice na znak wspólnoty, byśmy szli do pogan, oni zaś do obrzezanych, byleśmy pamiętali o ubogich, co też gorliwie starałem się czynić. Gdy następnie Kefas przybył do Antiochii, otwarcie mu się sprzeciwiłem, bo na to zasłużył. Zanim jeszcze nadeszli niektórzy z otoczenia Jakuba, brał udział w posiłkach z tymi, którzy pochodzili z pogaństwa. Kiedy jednak oni się zjawili, począł się usuwać i trzymać się z dala, bojąc się tych, którzy pochodzili z obrzezania. To jego nieszczere postępowanie podjęli też inni pochodzenia żydowskiego, tak że wciągnięto w to udawanie nawet Barnabę. Gdy więc spostrzegłem, że nie idą słuszną drogą, zgodną z prawdą Ewangelii, powiedziałem Kefasowi wobec wszystkich: „Jeżeli ty, choć jesteś Żydem, żyjesz wedle obyczajów przyjętych wśród pogan, a nie wśród Żydów, jak możesz zmuszać pogan do przyjmowania zwyczajów żydowskich?”
Psalm (Ps 117, 1-2)
Chwalcie Pana, wszystkie narody,
wysławiajcie Go, wszystkie ludy,
bo potężna nad nami Jego łaska,
a wierność Pana trwa na wieki. Idźcie i głoście światu Ewangelię
Alleluja, alleluja, alleluja
Ewangelia (Łk 11, 1-4)
Gdy Jezus przebywał w jakimś miejscu na modlitwie i skończył ją, rzekł jeden z uczniów do Niego: „Panie, naucz nas się modlić, jak i Jan nauczył swoich uczniów”. A On rzekł do nich: „Kiedy się modlicie, mówcie:
«Ojcze, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto nam zawini; i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie»”.
-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=-=- przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto nam zawini Przebaczanie to trudna sprawa. Trzeba wielkich starań, aby się tego nauczyć. Aby weszło w krew. I stało się normalnością. Przebaczenie jest decyzją jednostronną. Skrzywdzony przebacza niezależnie od postawy winowajcy. Najtrudniej wybaczać, gdy się jest wciąż ranionym. Ale da się, jeśli się chce.
Wybaczać i liczyć na wybaczenie. Bo Bóg jest doskonalszy. Najdoskonalszy. Dlatego możemy liczyć na przebaczenie. Na to, że na Sądzie weźmie po uwagę nasze przebaczanie. Przebaczanie z miłości. Z miłości do winowajcy. I z miłości do Boga. Który okazuje nam wciąż swoją miłość.