Jak widzę drogę do nieba
Moderatorzy: Bobo, kansyheniek, booris, Junior Admin, Osoby odpowiedzialne za forum, Moderatorzy
-
krzysiekniepieklo
- Posty: 1552
- Rejestracja: 22 lut 2024, 0:13
Jak widzę drogę do nieba
Po opuszczeniu ziemskiego padołu.
Generalnie, to wychowałem się w katolicyzmie i pewnie wiele z tego, czego mnie za młodu uczyli, to jeszcze we mnie tkwi, chociaż moje myślenie w ostatnim dziesięcioleciu mocno się zmieniło i już nie łykam bezkrytycznie tego, co na siłę chcą mi wtłoczyć do głowy. Większość tutejszych użytkowników dość dobrze zna moje poglądy. Z Nowego Przymierza ( nie uznaję określenia „Nowy Testament”) uznaję tylko trzy Ewangelie. Marka, Mateusza i Jana. Nie uznaję całej reszty – Dzieje Apostolskie i wszystkie listy.
Dla mnie są wiarygodni ci, których Jezus wybrał i posłał ich żeby głosili Ewangelię – Jego naukę. Jezus dał gwarancję tylko na to, co sam powiedział, czyli na swoją własną nauką. Jezus ostrzegał przed „kwasem faryzeuszów”, czyli przed naukami tych, którzy w przyszłości będą chcieli zakłamywać Jego naukę. Więc żeby rozwikłać drogę do nieba, to trzeba się skupić na tym, czego Jezus uczył, a to jest możliwe tylko w oparciu o relację tych, których Jezus osobiście wybrał, jak jeszcze był w śród nas w swoim ludzkim ciele. To im powierzył głoszenie SWOJEGO SŁOWA.
Największą troską Jezusa było to, żebyśmy żyli w braterskiej wspólnocie. Troska o dobro wspólnoty miała być na pierwszym miejscu, nawet kosztem swojego, we własnym odczuciu, dobra. Dobrowolna ofiara w imię dobra wspólnoty, według nauki Jezusa, miała być dowodem świętości. Droga do świętości (a więc droga do nieba) zaczyna się dla duszy z chwilę narodzin w ciele. Dopóki żyjemy, to możemy być na drodze do świętości (na drodze do nieba), albo na drodze do piekła. W chwili śmierci ciała musimy podjąć ostateczną decyzję, czy chcemy żyć w świecie, gdzie króluje Bóg, czy też odrzucamy świat gdzie króluje Bóg i wybieramy świat, gdzie Boga nie ma. Wybierając grzech, zawsze wybieramy świat, gdzie Boga nie ma. Stajemy się „synami diabła”, bo takiego wyboru dokonujemy.
W chwili śmierci bardzo trudno jest zmienić swój pierwotny wybór. W tym temacie bardzo jest pomocna modlitwa wstawiennicza bliskich. Niestety ale bardzo często zadufanie w sobie takiej osoby, czyni takie modlitwy bezowocnymi. W chwili śmierci decydujemy, czy jesteśmy na drodze do Nieba, czy jesteśmy na drodze do piekła. Droga do piekła jest krótka. Z chwilą wyboru stajemy się uczestnikiem piekła i żyjemy w świecie, gdzie Boga nie ma. Tam jest wolna amerykanka, bo żadnego prawa nie ma. Każdy realizuje swój egoistyczny interes. Nikomu nie można zaufać, wiec trwa nieustanna walka, której nie można wygrać.
W drugiej opcji, jeśli wybraliśmy świat, gdzie króluje Bóg, to musimy się przystosować to reguł tego świata. Jeśli nie nauczyliśmy się tego braterskiego wspólnotowego życia jeszcze tu, na ziemi, to na drodze do nieba musimy się pozbyć tego, co za sobą ciągniemy do nieba, a co „mogło by się w tym „niebie” przydać”.
Mt 19
23 Jezus zaś powiedział do swoich uczniów: «Zaprawdę, powiadam wam: Bogaty z trudnością wejdzie do królestwa niebieskiego, 24 Jeszcze raz wam powiadam: Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego».
Te ogromne worki dobrych uczynków, które ciągniemy za sobą, mogą nam uniemożliwić przejście przez to „ucho igielne”. Wszystkie uczynki z egoistycznych pobudek, na które byśmy chcieli się powoływać, nie pozwolą nam wejść. Nie musimy przed Bogiem wykazywać swojej „doskonałości”. Bóg zna nas lepiej, jak my siebie znamy. Nasza „doskonałość może nam nie pozwolić wejść.
Generalnie, to wychowałem się w katolicyzmie i pewnie wiele z tego, czego mnie za młodu uczyli, to jeszcze we mnie tkwi, chociaż moje myślenie w ostatnim dziesięcioleciu mocno się zmieniło i już nie łykam bezkrytycznie tego, co na siłę chcą mi wtłoczyć do głowy. Większość tutejszych użytkowników dość dobrze zna moje poglądy. Z Nowego Przymierza ( nie uznaję określenia „Nowy Testament”) uznaję tylko trzy Ewangelie. Marka, Mateusza i Jana. Nie uznaję całej reszty – Dzieje Apostolskie i wszystkie listy.
Dla mnie są wiarygodni ci, których Jezus wybrał i posłał ich żeby głosili Ewangelię – Jego naukę. Jezus dał gwarancję tylko na to, co sam powiedział, czyli na swoją własną nauką. Jezus ostrzegał przed „kwasem faryzeuszów”, czyli przed naukami tych, którzy w przyszłości będą chcieli zakłamywać Jego naukę. Więc żeby rozwikłać drogę do nieba, to trzeba się skupić na tym, czego Jezus uczył, a to jest możliwe tylko w oparciu o relację tych, których Jezus osobiście wybrał, jak jeszcze był w śród nas w swoim ludzkim ciele. To im powierzył głoszenie SWOJEGO SŁOWA.
Największą troską Jezusa było to, żebyśmy żyli w braterskiej wspólnocie. Troska o dobro wspólnoty miała być na pierwszym miejscu, nawet kosztem swojego, we własnym odczuciu, dobra. Dobrowolna ofiara w imię dobra wspólnoty, według nauki Jezusa, miała być dowodem świętości. Droga do świętości (a więc droga do nieba) zaczyna się dla duszy z chwilę narodzin w ciele. Dopóki żyjemy, to możemy być na drodze do świętości (na drodze do nieba), albo na drodze do piekła. W chwili śmierci ciała musimy podjąć ostateczną decyzję, czy chcemy żyć w świecie, gdzie króluje Bóg, czy też odrzucamy świat gdzie króluje Bóg i wybieramy świat, gdzie Boga nie ma. Wybierając grzech, zawsze wybieramy świat, gdzie Boga nie ma. Stajemy się „synami diabła”, bo takiego wyboru dokonujemy.
W chwili śmierci bardzo trudno jest zmienić swój pierwotny wybór. W tym temacie bardzo jest pomocna modlitwa wstawiennicza bliskich. Niestety ale bardzo często zadufanie w sobie takiej osoby, czyni takie modlitwy bezowocnymi. W chwili śmierci decydujemy, czy jesteśmy na drodze do Nieba, czy jesteśmy na drodze do piekła. Droga do piekła jest krótka. Z chwilą wyboru stajemy się uczestnikiem piekła i żyjemy w świecie, gdzie Boga nie ma. Tam jest wolna amerykanka, bo żadnego prawa nie ma. Każdy realizuje swój egoistyczny interes. Nikomu nie można zaufać, wiec trwa nieustanna walka, której nie można wygrać.
W drugiej opcji, jeśli wybraliśmy świat, gdzie króluje Bóg, to musimy się przystosować to reguł tego świata. Jeśli nie nauczyliśmy się tego braterskiego wspólnotowego życia jeszcze tu, na ziemi, to na drodze do nieba musimy się pozbyć tego, co za sobą ciągniemy do nieba, a co „mogło by się w tym „niebie” przydać”.
Mt 19
23 Jezus zaś powiedział do swoich uczniów: «Zaprawdę, powiadam wam: Bogaty z trudnością wejdzie do królestwa niebieskiego, 24 Jeszcze raz wam powiadam: Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego».
Te ogromne worki dobrych uczynków, które ciągniemy za sobą, mogą nam uniemożliwić przejście przez to „ucho igielne”. Wszystkie uczynki z egoistycznych pobudek, na które byśmy chcieli się powoływać, nie pozwolą nam wejść. Nie musimy przed Bogiem wykazywać swojej „doskonałości”. Bóg zna nas lepiej, jak my siebie znamy. Nasza „doskonałość może nam nie pozwolić wejść.
- Queza
- Posty: 7782
- Rejestracja: 30 mar 2012, 17:52
- Lokalizacja: Bieszczady
Re: Jak widzę drogę do nieba
Na mojej drodze życia Niebo przyszło do mnie.
To niesamowite jak bardzo można się załamać spotykając niewłaściwą osobę, i jak pięknie można rozkwitnąć, gdy spotka się tę właściwą.
Carl Gustaw Jung
Carl Gustaw Jung
- Andej
- Posty: 606
- Rejestracja: 19 lip 2026, 13:01
Re: Jak widzę drogę do nieba
W zasadzie, choć swymi słowami, napisałeś dokładnie to, czego uczy Kościół katolicki.krzysiekniepieklo pisze: ↑01 lis 2026, 13:26Droga do świętości (a więc droga do nieba) zaczyna się dla duszy z chwilę narodzin w ciele. Dopóki żyjemy, to możemy być na drodze do świętości (na drodze do nieba), albo na drodze do piekła. W chwili śmierci ciała musimy podjąć ostateczną decyzję, czy chcemy żyć w świecie, gdzie króluje Bóg, czy też odrzucamy świat gdzie króluje Bóg i wybieramy świat, gdzie Boga nie ma. Wybierając grzech, zawsze wybieramy świat, gdzie Boga nie ma. Stajemy się „synami diabła”, bo takiego wyboru dokonujemy.
W chwili śmierci bardzo trudno jest zmienić swój pierwotny wybór. W tym temacie bardzo jest pomocna modlitwa wstawiennicza bliskich. Niestety ale bardzo często zadufanie w sobie takiej osoby, czyni takie modlitwy bezowocnymi. W chwili śmierci decydujemy, czy jesteśmy na drodze do Nieba, czy jesteśmy na drodze do piekła. Droga do piekła jest krótka. Z chwilą wyboru stajemy się uczestnikiem piekła i żyjemy w świecie, gdzie Boga nie ma. Tam jest wolna amerykanka, bo żadnego prawa nie ma. Każdy realizuje swój egoistyczny interes. Nikomu nie można zaufać, wiec trwa nieustanna walka, której nie można wygrać.
W drugiej opcji, jeśli wybraliśmy świat, gdzie króluje Bóg, to musimy się przystosować to reguł tego świata. Jeśli nie nauczyliśmy się tego braterskiego wspólnotowego życia jeszcze tu, na ziemi, to na drodze do nieba musimy się pozbyć tego, co za sobą ciągniemy do nieba, a co „mogło by się w tym „niebie” przydać”.
Wybór może nastąpić tylko w czasie. Po śmierci nie ma czasu. I nie ma już wyboru. Choć w dalszym ciągu wszystko pozostaje w gestii Boga. On może wszystko. Do Niego Jednego należy ostateczna decyzja. Choć nie sądzę, aby gwałcił wolę człowieka, który wybrał potępienie.
- Bobo
- Posty: 17684
- Rejestracja: 03 mar 2007, 17:12
Re: Jak widzę drogę do nieba
Co z człowiekiem, który nie wybrał potępienia ale też nie wybrał drogi Bożej?
Oszołomstwu mówię NIE!
- Queza
- Posty: 7782
- Rejestracja: 30 mar 2012, 17:52
- Lokalizacja: Bieszczady
Re: Jak widzę drogę do nieba
Myślisz, że Andej zna odpowiedzi na wszystkie pytania świata? A co z człowiekiem, który nigdy nie zadawał pytań odnośnie wiary, drogi Bożej, potępienia itp? Odpowiedź: jest TUTAJ.
To niesamowite jak bardzo można się załamać spotykając niewłaściwą osobę, i jak pięknie można rozkwitnąć, gdy spotka się tę właściwą.
Carl Gustaw Jung
Carl Gustaw Jung
-
krzysiekniepieklo
- Posty: 1552
- Rejestracja: 22 lut 2024, 0:13