Henryk pisze:Udowodnij, że Łazarz był w gronie dwunastu.
No i skąd tam wzięli stół i krzesła?
Tylko nie pisz, że nie ma tam wzmianki o dwunastu, i mogło być ich tam razem siedemdziesięciu ośmiu...

Po co mam udowadniać, że Łazarz był w gronie Dwunastu, skoro nie ma nigdzie mowy o tym, że umiłowany uczeń należał do grona Dwunastu? Jest za to wiele odniesień do tego, że oprócz Dwunastki z Jezusem podróżowało wielu innych uczniów, którzy byli z nim
cały czas.
(21) Trzeba więc, aby jeden z tych, którzy towarzyszyli nam przez cały czas, kiedy Pan Jezus przebywał z nami, (22) począwszy od chrztu Janowego aż do dnia, w którym został wzięty od nas do nieba, stał się razem z nami świadkiem Jego zmartwychwstania. [Dz Ap 1: 21-22]
Podałam przykład z Piotrem obecnym na dziedzińcu świątyni. Ewangelie synoptyczne wspominają tylko o nim, czwarta Ewangelia dodaje do sceny umiłowanego ucznia. Ewangelie Synoptyczne mówią tylko o Piotrze, ale nie dodają, że Piotr był na dziedzińcu wyłącznie sam. Podobnie dwaj synoptycy wspominają o obecności Dwunastu nie dodając, że liczba uczniów ograniczała się wyłącznie do Dwunastki.
Oprócz Dwunastki Jezusowi towarzyszyło więcej uczniów, którzy jak pisze byli z nim od samego początku, do samego końca, przez cały czas. Dzieje Apostolskie wymieniają tu między innymi Józefa-Justusa i Macieja.
ras2czy pisze:Mógł wtedy zmartwychwstać właśnie, chociaż ciągnąć wersję Steinera (a może mieszam z kimś innym, czytałem dawno o tym), to tak naprawdę ma nie chodzić o dosłowną śmierć, a właśnie tak jak piszesz, rytuał chrztu. Łazarz miał umrzeć dla świata, miał wszystko jako bogacz zostawić - zgodnie z zaleceńiami Jezusa przy okazji opowieści o bogatym i uchu igielnym - a potem narodzić się na nowo po rytuale chrztu. Chrzest tutaj, czyli zanurzenie w wodzie jest śmiercią, a wyjście z tej wody nowym życiem, zmartwychwstaniem.
Również spotkałam się z tą informację w kontekście rytuału. Jest to dość prawdopdodobna koncepcja, zwłaszcza jeśli się przyjrzeć fragmentowi czwartej Ewangelii:
(13) Jezus jednak mówił o jego śmierci, a im się wydawało, że mówi o zwyczajnym śnie. (14) Wtedy Jezus powiedział im otwarcie: Łazarz umarł, (15) ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli. Lecz chodźmy do niego. (16) Na to Tomasz, zwany Didymos, rzekł do współuczniów: Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć. [J 11: 13-16]
Wątpliwe by Tomasz chciał popełnić samobójstwo by dołączyć do Łazarze i jeszcze namawiał do tego pozostałych. Raczej mogla to być część rytuału odrodzenia, tak jak o tym wspominasz.
Dodatkowo interpretacja pojawia się także jako rzekomy dowód, że Maria Magdala i Maria z Betanii to ta sama kobieta i dodatkowo żona Jezusa. Generalnie chodzi o to, dlaczego zarówno w Ewangelii Jana jaki i w Tajemnej Ewangelii Marka, Maria z Betanii nie może wyjść powitać Jezusa, choć może to robić jej siostra Marta. Dlaczego?
(23) I przychodzą do Betanii, i była tam pewna kobieta, której to brat umarł. (24) A przyszedłszy pokłoniła się Jezusowi i mówi mu: „Synu Dawida, (25) zlituj się nade mną!” Zaś uczniowie karcili ją. A rozgniewawszy się (26) Jezus odszedł z nią do ogrodu, gdzie był grobowiec; i (III.1) zaraz dał się słyszeć z grobowca głos wielki.[T Mk: 23-26]
(20) Kiedy zaś Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. [...] (28) Gdy to powiedziała, odeszła i przywołała po kryjomu swoją siostrę, mówiąc: Nauczyciel jest i woła cię. (29) Skoro zaś tamta to usłyszała, wstała szybko i udała się do Niego. (30) Jezus zaś nie przybył jeszcze do wsi, lecz był wciąż w tym miejscu, gdzie Marta wyszła Mu na spotkanie. (31) Żydzi, którzy byli z nią w domu i pocieszali ją, widząc, że Maria szybko wstała i wyszła, udali się za nią, przekonani, że idzie do grobu, aby tam płakać. [J 11: 21-28]
w Tajemnej Ewangelii Marka uczniowie są źli na kobietę, która przyszła do Jezusa. Dlaczego? Czytałam o wytłumaczeniu, że podczas żałoby, krewne (kobiety) zmarłego nie mogły opuszczać domu, dopóki nie zawołał je mąż. W Ewangelii Jana Marta mogła spokojnie wyjść Jezusowi na przeciw, a Maria... siedziała w domu. Wyszła dopiero wtedy, kiedy Marta przekazała jej, że woła ją Jezus.
Parmenides pisze:Nawiasem mówiąc, dlatego uważam, że w tej sytuacji mowa jest o Marii Magdalenie, co zostało ukryte przez ostateczną redakcję.
I właśnie, greckie słowo wyraźnie informuje nas o tym, że umiłowany uczeń położył głowę na piersi, kolanach lub nawet łonie Jezusa. Jest to bardzo duża poufałość. Tak więc albo autorem Ewangelii był ktoś ze środowisk greckich, dla którego taka sytuacja nie była dwuznaczna, albo też w tym wypadku umiłowanym uczniem była Maria Magdala. Tyle że tutaj znowu dochodzimy do dość wrażliwego dla wielu wątku. A mianowicie kobieta spoza rodziny nie mogła by sobie pozwolić na taką poufałość w stosunku do obcego mężczyzny.