Godne podkreślenia jest to, że Jezus nie zanegował fragmentów Pism o Eliaszu, a tylko się odniósł do ich treści. Ta treść jako całość pomaga w dostrzeżeniu tej granicy, o której pisze RM.wybrana pisze: ↑11 mar 2021, 13:36Absolutnie podzielam twoje słowa. Apostołowie wychowani na faryzejskich naukach nie pojmowali istoty Ducha.RM pisze: ↑11 mar 2021, 11:34A ci w drodze wstąpili do wioski samarytańskiej, aby mu przygotować gospodę. Lecz nie przyjęli go, dlatego, że droga jego prowadziła do Jerozolimy. A gdy to widzieli uczniowie Jakub i Jan, rzekli: Panie, czy chcesz, abyśmy słowem ściągnęli ogień z nieba, który by ich pochłonął, jak to i Eliasz uczynił? A On, obróciwszy się, zgromił ich i rzekł: Nie wiecie, jakiego ducha jesteście. Albowiem Syn Człowieczy nie przyszedł zatracać dusze ludzkie, ale je zachować. Łk 9 52-55 bw
Coś tam już ostatnio napisałem na ten temat, dzisiaj nieco głębiej.
Uczniowie, w nieco problematycznej sytuacji, proponują Jezusowi rozwiązanie. Skąd pochodzi ich inspiracja? Oczywiście z pism, które przecież są pożyteczne i przydatne do kształtowania myślenia, czego jeszcze Paweł był nie napisał do Tymoteusza, niemniej oni o tym doskonale wiedzieli. Mężowie boży spuszczali łomot gojom, co pisma niejako hołdują, a konkretnie, największy z proroków Eliasz, to nawet ściągał ogień z nieba, aby pokonać przeciwników religijnych i następnie doprowadzić do ich wymordowania. Gorliwość mnie pożera, napisał ktoś inny, więc uczniowie, którzy już wcześniej pod autorytetem Jezusa doświadczali mocy, widzą rozwiązanie, w postaci ściągnięcia ognia z nieba, który wytraci złych.
Jezus też zna pisma, zna Eliasza, ma świadomość mordów dokonywanych przez Jozuego, ale rozumuje inaczej. Ma inne wartości i cele. Dlatego gromi swoich uczniów, podważając rodzaj ducha, których ich inspiruje. Tym samym, odcina się od ducha Eliasza, na którego powołują się, uczniowie. Sporo wiemy o duchu Eliasza, a w szczególności wiemy, że duch Eliasza pochodzi od JHWH, bo opisuje to ks. Kronik. Deklaracja Jezusa jest taka: Syn Człowieczy nie przyszedł zatracać dusze ludzkie, ale je zachować. Zatem, jak to wyraźnie da się zrozumieć, Jezus nie tylko nie naśladuje i nie powiela wartości mężów, ze ST, ale się od tego postępowania odcina. Nie jest tym, który zabija i niszczy w imieniu JHWH, ale tym, który ratuje i zachowuje w imieniu Boga Ojca. W innym miejscu Jezus mówi: Wszyscy, ilu przede mną przyszło, to złodzieje i zbójcy J 10,8, a o sobie: Ja jestem dobry pasterz. Dobry pasterz życie swoje kładzie za owce. (10,11). Czy widać granicę oddzielającą Jezusa od Eliasza? Jezus ma swoje źródła w Drzewie Życia i pochodzi od Boga Ojca. Eliasz ma swoje źródła w Drzewie Poznania Dobra i pochodzi od JHWH. Czy można równocześnie darzyć autorytetem Jezusa i Eliasza? Religijni uważają, że tak, ja mówię zdecydowanie, że nie.
Ta historia pokazuje też, że można znać pisma w taki sposób, iż oddalają człowieka od Jezusa. Tak jak znali pisma Jakub i Jan. Można się pismami inspirować w taki sposób, że jedyne co pozostaje Jezusowi, to zgromić pomyleńców. Więc nie naciągajmy Jezusa do naszych religijnych idei, ale pozwólmy mu naginać nasze umysły do jego słowa.
Podobnie zresztą jest przy treściach NT. Przykład taki: Jezus o sobie mówił, że jest Pasterzem owiec, pewne inne fragmenty Pism NT określają Go inaczej, jako ‘Baranek Boży’. Jest dystans między byciem pasterzem a byciem baranem. I chociaż JEZUS stał się jednym i drugim, tylko w tym pierwszym był tym, po co został posłany.
Zapytał forumowicz w innym wątku, po co Bóg posłał Jezusa na ten świat, dodając przy tym, że przecież to Bóg wpadł na pomysł, żeby pozwolić umrzeć swojemu synowi w celu odkupienia cudzych win. Czyli klasyczne pojmowanie JEZUSA jako Baranka Bożego. Uzasadnione Pismami, podobnie jak chęć sprowadzenie ognia przez uczniów. A przecież Bóg posłał Jezusa po to, by ten był Pasterzem. To ludzi z własnej inicjatywy uczynili z Niego Baranka.
Jezus głosił prawdę (był Pasterzem) na polecenie Boga Ojca, a został zabity (‘Baranek Boży’)przez ludzi dla zaspokojenia religijnych wymagań ich własnej religii. Bóg posyłał proroków do ludzi, a ludzie ich zabijali. Po co posyłał? Najkrócej pisząc, by napominali, by wskazywali właściwą drogę. Gdy już nie miał kogo ważniejszego posłać, posłał Syna.
Ew.Mar.12 Następnie Jezus odwołał się do przypowieści: Otóż pewien człowiek zasadził winnicę, ogrodził ją murem, przygotował zbiornik, wybudował wieżę, wynajął ją rolnikom — i odjechał. W okresie winobrania posłał do dzierżawców sługę, aby odebrał od nich część plonów winnicy. Lecz dzierżawcy wzięli go, wychłostali do krwi i odesłali z niczym. Posłał więc do nich innego sługę. Temu rozbili głowę i znieważyli go. Posłał zatem kolejnego — tego zabili. I tak wyprawił wielu innych. Jednych wychłostali, drugich pozabijali. Miał jeszcze jednego — ukochanego syna. Posłał go do nich na końcu, bo pomyślał sobie: Mojego syna uszanują. Dzierżawcy natomiast wpadli na takie rozwiązanie: To jest dziedzic, chodźmy, zabijmy go, a dziedzictwo będzie nasze. Chwycili go zatem, zabili i wyrzucili poza winnicę. Co więc uczyni właściciel winnicy? Przyjedzie i wygubi rolników, a winnicę wynajmie innym. Czy nie zetknęliście się z tym fragmentem Pisma:
Kamień, który budujący uznali za nieprzydatny,
Ten właśnie stał się kamieniem węgielnym.
Pan to sprawił i to budzi podziw w naszych oczach?