Znowu opierasz całą doktrynę o "śmierci" na "Drzewie Życia"?
Ale wystarczy tylko jeden argument, by wykazać, że "coś" z tą Twoją doktryną jest nie tak - Bo można zapytać - po co Drzewo Poznania Dobra i Zła przynoszące śmierć, jeśli śmierć istniała już przed upadkiem?
I tu już mnożą się pytania i niejasności.........
Ale gdyby tego było mało.....trzeba jeszcze wyjaśnić inne kwestie:
- Gdyby śmierć istniała już wcześniej, to po co ostrzeżenie Boga w Rdz 2,17 („ Ale z drzewa poznania dobra i zła jeść nie będziesz, bo tego dnia, kiedy zjesz z niego, na pewno umrzesz.”) ?
- Dlaczego świadkowie Nowego Testamentu - zarówno Rz 5,12 („przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech – śmierć”), jak i 1 Kor 15,21-22 („Skoro bowiem śmierć przyszła przez człowieka, przez człowieka przyszło też zmartwychwstanie umarłych. (22) Jak bowiem w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy zostaną ożywieni”) potwierdzają, że śmierć fizyczna i duchowa są skutkiem grzechu, a nie elementem stworzenia.
- Bóg stworzył świat "Bardzo Dobrym" Rdz 1,31, skoro śmieć już istniała w takim świecie to sam Bóg jest odpowiedzialny za śmierć, nie człowiek? Ale wtedy Jezus nie przyszedł pokonać wroga (śmierci), tylko coś, co od początku było częścią stworzenia – co podważa nie tylko sens Odkupienia, ale też sam obraz Boga jako dobrego i sprawiedliwego.
- Trudno też pogodzić "Bardzo Dobrym" Rdz 1,31 z obecnością śmierci, rozkładu, cierpienia czy choroby – które są przecież „wrogami” zbawienia (1 Kor 15,26). Gdyby śmierć była częścią pierwotnego świata, czy Bóg nazwałby ją „bardzo dobrą”?
Najsensowniejsze wyjaśnienie w świetle tych faktów jest:
- Grzech odebrał nieśmiertelność – nie brak owocu - Śmierć nie przyszła dlatego, że Adam przestał jeść owoce Drzewa Życia, ale dlatego, że zgrzeszył i wtedy utracił dostęp do tego, co podtrzymywało jego życie.
- Zobacz, nawet gdyby przyjąć, że Drzewo Życia podtrzymywało życie ludzi to i tak dowodzi to, że byli nieśmiertelni - bo dzięki Drzewu Życia nigdy nie umierali. Bo sam tekst nie mówi, że Adam i Ewa musieli je spożywać, by nie umrzeć – mówi jedynie, że po grzechu zostali odsunięci od możliwości jego spożycia, aby nie przedłużać życia w stanie upadku (Rdz 3,22). To raczej potwierdza, że Drzewo Życia służyło utrzymaniu nieśmiertelności – nie jej nadaniu.
Dlatego......Śmierć nie była naturalnym elementem stworzenia – była skutkiem grzechu (Rz 5,12), a nie jego poprzednikiem. Twierdzenie, że śmierć była „od zawsze” to nie tylko odejście od biblijnego tekstu, ale też uderzenie w samą podstawę Ewangelii: że Jezus przyszedł zniszczyć dzieło diabła – w tym śmierć jako „ostatniego wroga” (1 Kor 15,26). Ostrzeżenie przed takim rozmyciem prawdy biblijnej to nie droga do inkwizycji, ale wezwanie do wierności Słowu.
A poza-biblijnie, czyli w historii chrześcijaństwa - tradycji:
Tradycja chrześcijańska, zarówno w pismach Ojców Kościoła, jak i w nauce św. Tomasza z Akwinu, zawsze była bliższa literalnemu rozumieniu stworzenia opisanego w Biblii, które zakładało bezpośrednie działanie Boga w formowaniu wszystkich natur w jednym akcie lub krótkim czasie (opus creationis i opus distinctionis). Jak pokazuje Michał Chaberek OP w swojej książce Św. Tomasz z Akwinu a ewolucjonizm, teistyczny ewolucjonizm https://mchaberek.com/wp-content/upload ... jonizm.pdf , zakładający stopniowe powstawanie gatunków poprzez procesy naturalne, jest obcy zarówno nauce Tomasza, jak i patrystycznej tradycji, w której nawet Augustynowska koncepcja rationes seminales nie ma nic wspólnego z transformizmem gatunkowym. Chrześcijaństwo od zawsze uznawało stworzenie za dzieło wszechmocnego Boga, a grzech pierworodny za przyczynę śmierci, co potwierdza spójność doktryny o upadku i odkupieniu. Wierność Słowu Bożemu i tradycji Kościoła wzywa nas do odrzucenia teistycznego ewolucjonizmu na rzecz nauki o stworzeniu i grzechu, które od początku kształtowały chrześcijańską wiarę.
Podobnie analiza poglądów samego św. Augustyna https://cejsh.icm.edu.pl/cejsh/element/ ... M_5-23.pdf - Augustyn nie był teistycznym ewolucjonistą, a jego poglądy na stworzenie są niezgodne z makroewolucją biologiczną i teistycznym ewolucjonizmem. Augustyn wierzył w jednoczesne stworzenie wszystkich gatunków przez Boga, odrzucał transformizm gatunkowy i przypisywał tworzenie nowych natur wyłącznie Bogu, co stoi w sprzeczności z ideą ewolucji kierowanej przez przyczyny wtórne. Teistyczni ewolucjoniści błędnie interpretują jego myśl, wyrywając z kontekstu pojęcia takie jak rationes seminales czy spontaniczne rodzenie, które w rzeczywistości nie wspierają teorii ewolucji. Chaberek podkreśla, że Augustyn pozostaje klasykiem chrześcijańskiej doktryny stworzenia, ale jego wizja nie jest adekwatna ani do biblijnego opisu, ani do współczesnej wiedzy naukowej.
W oryginale hebrajskim występuje wyrażenie מוֹת תָּמוּת (mot tamut) https://biblehub.com/text/genesis/2-17.htm , które dosłownie znaczy „śmiercią umrzesz” - jest to forma intensywna, podkreślająca pewność i nieuchronność, ale niekoniecznie natychmiastowość. Takie powtórzenia są typowe w semickich językach dla wyrażenia absolutu lub intensywności (np. „zginiesz zginieniem”).
Nawet gdyby zakładać, że jeśli Bóg mówi o śmierci przed zjedzeniem owocu, że sama koncepcja „śmierci” już istniała, przynajmniej jako możliwość (hipotetyczna kara). Ale znowu...to nie dowodzi, że śmierć działała w świecie - raczej, że była potencjalna lub znana jako zagrożenie. Jednak taka interpretacja pozostaje czystą spekulacją, swego rodzaju „gdybologią”, ponieważ nie wynika wprost z tekstu biblijnego, lecz jest tylko możliwą próbą jego odczytania. Tymczasem mamy fragmenty Pisma, które jednoznacznie stwierdzają, że śmierć przyszła dopiero w wyniku grzechu — i to już nie jest ani interpretacja, ani domysł, ale jasna treść Biblii.
Poza tym, Twój argument o "natychmiastowej śmierci" pomija fakt, że śmierć w rozumieniu biblijnym ma wiele wymiarów - duchowy, relacyjny i ostatecznie fizyczny. Śmierć duchowa nastąpiła rzeczywiście natychmiast (zerwanie relacji z Bogiem), a śmierć fizyczna stała się nieuchronnym przeznaczeniem człowieka, dlatego nie można dowieść, że w zerwaniu owocu chodziło tylko o jakąś "natychmiastową śmierć".
Można też spekulować, skoro sam sięgasz po takie "narzedzia" - że Bóg, po zjedzeniu owocu przez ludzi, nadal rozmawiał z Adamem i Ewą - tłumaczył im, co się stało i jakie będą konsekwencje. Do momentu wygnania z ogrodu miał z nimi jeszcze jakąś formę relacji, objawiał im się i mówił do nich. To sugeruje, że również to duchowe zerwanie więzi nie było absolutnie „natychmiastowe” w naszym ludzkim rozumieniu czasu - a przynajmniej nie miało charakteru nagłego unicestwienia kontaktu.
Jeśli śmierć była naturalną częścią świata przed upadkiem, to jaki głębszy sens miałyby słowa o "powrocie do prochu" jako karze? Wtedy nie byłaby to kara, ale jedynie potwierdzenie istniejącego stanu rzeczy.
Twój argument, że ewolucja nie podważa autorytetu Pisma, jeśli odrzucimy dosłowną interpretację Księgi Rodzaju, ignoruje zarówno biblijny przekaz, jak i wielowiekową tradycję chrześcijańską. Pismo Święte, inspirowane przez Ducha Świętego, przedstawia stworzenie Adama i Ewy jako historyczne wydarzenie, potwierdzone w Nowym Testamencie przez Pawła (Rz 5,12; 1 Kor 15,21-22) czy Jezusa (Mk 10,6–9; Łk 3,23–38), który wiąże grzech pierworodny i śmierć z konkretnym aktem nieposłuszeństwa pierwszych ludzi.booris pisze: ↑28 kwie 2025, 16:45Teraz troche o ewolucji:Ewolucja nie podwaza autorytetu Pisma.Jezeli przyjmiemy doslownie interpretacje Ksiegi Rodzaju,to kto stworzyl neandertalczykow,datlowian czy tzw."hobbitow" z Flores.Jaki kolor skory mial Adam,bialy,czarny,zolty?Przeemek pisze:Po pierwsze, ewolucja podważa autorytet Księgi Rodzaju. Jeśli odrzucimy dosłowną interpretację pierwszych rozdziałów Biblii, tracimy fundamenty wiary chrześcijańskiej – od stworzenia, przez upadek człowieka, aż po potrzebę odkupienia. To jak wyciąganie podstawy z budowli – wszystko zaczyna się chwiać.
Tak samo tradycja żydowska, Ojcowie Kościoła (np. Augustyn, Ambroży) i średniowieczni teologowie, jak św. Tomasz z Akwinu - których cytowałem powyżej, czytali Księgę Rodzaju w kategoriach literalnych, traktując stworzenie i upadek jako rzeczywiste wydarzenia, które stanowią fundament doktryny o odkupieniu.
Twoja sugestia, by „przestać przyjmować dosłownie” opis stworzenia tylko dlatego, że nauka stawia pytania o neandertalczyków, denisowian czy „hobbitów” z Flores, to nic innego jak podporządkowanie niezmiennego Słowa Bożego zmiennym teoriom ludzkim. To właśnie jest „grzebanie” w Piśmie, które podważa jego autorytet.
A pytanie o neandertalczyków, denisowian czy „hobbitów” zakłada, że ich istnienie wymaga reinterpretacji Ks. Rodzaju. Ale te istoty można wyjaśnić w ramach biblijnego stworzenia – np. jako w pełni ludzkie populacje (potomkowie Adama) o zróżnicowanych cechach fizycznych, wynikających z adaptacji po potopie. Nauka nie dowiodła, że są to „nieludzkie” gatunki, ich DNA wskazuje na bliskość z Homo sapiens. Pytanie o kolor skóry Adama jest bez znaczenia – Biblia nie precyzuje takich szczegółów, ale genetyka potwierdza, że z jednej pary ludzkiej (Adama i Ewy) mogła powstać różnorodność rasowa (Rdz 3,20: „Ewa matką wszystkich żyjących”). Dosłowna interpretacja nie wyklucza różnorodności ludzkiej.
Rezygnacja z dosłownej interpretacji Księgi Rodzaju, jak proponujesz, prowadzi do rozmycia fundamentów wiary. Jeśli stworzenie i upadek są jedynie alegorią, to grzech pierworodny, śmierć jako jego skutek (Rz 5,12) i potrzeba odkupienia przez Chrystusa (1 Kor 15,26) tracą swoje zakorzenienie. To nie nauka, lecz Słowo Boże jest ostatecznym autorytetem, ponieważ pochodzi od Tego, który „wie wszystko” (J 16,30).
Niestety tak jak "wielu", nie dostrzegasz, że ewolucja dzisiaj to już światopogląd, a nie tylko proces. Zgadzam się, że jest pewien proces jak dobór naturalny i selektywny, określające małe zmiany, nazywane adaptacją(a ewolucjoniści mikroewolucją) - ale ewolucja jako teoria, szczególnie makroewolucja, od prostych organizmów do człowieka wykracza poza naukę, opierając się na niepotwierdzonych założeniach o przeszłości, ekstrapolacji danych na bazie wielu pośrednich danych i założeń, a nie twardych dowiedzionych dowodów empirycznych. To przypomina nic innego, jak system wierzeń, który stawia ludzkie domysły ponad Bożym objawieniem - kiedy oba mówią o tej samej rzeczywistości.booris pisze: ↑28 kwie 2025, 16:45Ewolucja to nie nauka i nie system wierzen,a proces.Proces doboru naturalnego lub selektywnego.Ten naturalny jest bardziej rozciagniety w czasie i,upraszczajac,to najsprawniejsi przekazuja swoje geny kolejnym pokoleniom,natomiast selektywny polega
na wyborze pozadanych cech przez dzialania zewnetrzne.Dlatego Twoj pies nie jest wilkiem,a krowa turem.Chyba,ze te zwierzeta to domysly.
A pies (odmiana wilka) czy krowa (od tura) to przykłady adaptacji w ramach stworzonego rodzaju, co nie dowodzi ewolucji międzygatunkowej (Rdz 1,24-25).
Twój zarzut jest nietrafiony, ponieważ pomija szerszy kontekst mojej argumentacji oraz wpływu światopoglądu.
Ewolucja - jedyna prawdziwa nuakowa to Teoria Ewolucji Darwina i jej późniejsza syntetyczna wersja neodarwinistyczna (z odkryciami DNA), nie mylić z innymi ewolucjami, jak teistyczna, to jest mieszanie teologii z nauką - a mówiąc o tej "naukowej" czyli materialistycznej wersji, ewolucja odrzucając Boga jako Stworzyciela i Prawodawcę, usuwa absolutne podstawy moralne. Jeśli człowiek jest produktem przypadkowych procesów, a nie stworzeniem na obraz Boga (Rdz 1,27), to życie ludzkie traci unikalną wartość.
Chodzi o logiczne konsekwencje światopoglądu. Ewolucyjna narracja, promując ideę „przetrwania najsilniejszych”, może dewaluować życie nienarodzonych, słabych czy niepełnosprawnych. Przykłady historyczne, jak eugenika inspirowana darwinizmem, pokazują, że takie powiązania nie są teoretyczne. Nie twierdzę, że każdy ewolucjonista popiera aborcję, ale światopogląd bez Bożych absolutów ułatwia jej akceptację.
Poza tym warto zauważyć, że biologia - choć potrafi dziś opisać cechy charakterystyczne dla organizmów żywych – nadal nie jest w stanie jednoznacznie zdefiniować, czym samo życie jest. Ewolucyjna teoria, szczególnie w swojej materialistycznej wersji, postrzega życie jako rezultat przypadkowych procesów chemicznych i fizycznych, co prowadzi do coraz większego rozmycia pojęcia wartości życia ludzkiego.
Nie jest to czysto akademicka dyskusja – ale już weszła do "życia codziennego" i ma to realne konsekwencje. Do dziś środowiska medyczne i prawne spierają się, kiedy dokładnie zaczyna się życie - czy w momencie poczęcia, zapisu pierwszego łańcucha DNA, implantacji, czy może dopiero po określonym etapie rozwoju układu nerwowego. To pokazuje, że bez odniesienia do transcendentnego źródła (jakim jest Bóg), nawet pytania o początek życia stają się kwestią arbitralnych ustaleń – często politycznych, prawnych lub ideologicznych.
Co więcej, terminy takie jak "ciąża", "płód", "trimester" czy "zdolność do samodzielnego życia" nie odpowiadają na pytanie, czy mamy do czynienia z człowiekiem jako osobą, tylko pozwalają odsunąć odpowiedzialność moralną. W takim kontekście teoria ewolucji przestaje być wyłącznie naukowym opisem, a staje się częścią światopoglądu, który wpływa na decyzje etyczne i społeczne – w tym na akceptację aborcji.
Dlatego właśnie nie chodzi o prostą korelację „ewolucja = aborcja”, ale o to, że światopogląd wywiedziony z materialistycznej ewolucji osłabia motywacje do bezwarunkowego szacunku dla życia ludzkiego, zwłaszcza tego najbardziej bezbronnego. A w efekcie odrzucenie biblijnego stworzenia prowadzi do erozji moralnych fundamentów, co widzimy w relatywizowaniu grzechu. Bez Boga jako Prawodawcy (Rdz 2,17), społeczeństwo traci obiektywne kryteria dobra i zła.
Twoje stwierdzenie zawiera ukrytą sugestię, że mogę być niekompetentny i zakładasz moją nieznajomość tematu. Może się nie znamy, więc nie wiesz, że ja akurat poświęciłem wiele lat na przestudiowanie "tematu", przeczytałem wiele książek, prac i artykułów naukowych, zgromadziłem dziesiątki źródeł, miałem też rozmowy ze specjalistami, jak biolodzy czy genetycy, szukając odpowiedzi - więc za nim zaczniesz wyciągać pochopne wnioski, możemy wejść na wyższy poziom szczegółów?
Mówienie, że problemem są niekompetentni ewangelizatorzy, jest ogólnikowy i nie odnosi się do mojego argumentu. To ad hominem, a nie merytoryczna krytyka. Trudno dyskutować merytorycznie, jeśli zamiast rozważać treść, kwestionuje się osoby ją głoszące.
Jeśli jednak chcesz rozmawiać o kompetencjach ewangelizatorów, to warto zadać pytanie:
Na ile sami ewangelizatorzy mają przygotowanie apologetyczne w kontekście współczesnych wyzwań, takich jak teoria ewolucji?
Czy ich wiedza o „ewolucji” nie kończy się przypadkiem na uproszczonych hasłach z liceum? Czy naprawdę rozumieją, jak głęboko ewolucyjny paradygmat wniknął w myślenie współczesnego człowieka, także w Kościele? I na ile potrafią wskazać, gdzie zaczyna się hipoteza naukowa, a gdzie nieudowodnione założenia filozoficzne – przyjmowane jako pewniki?
Czy ewangelizator, który akceptuje teistyczną ewolucję, potrafi przekonująco odpowiedzieć młodemu człowiekowi, dlaczego ma ufać Biblii, skoro jej pierwsze rozdziały określa jako symboliczne lub mityczne?
Jako chrześcijanin, można wzorować się na Jezusie, który często referował do "Pisma": „Napisane jest...” (Mt 4,4) – i cytował literalnie Słowo Boże jako autorytet. Czy my również stawiamy autorytet Pisma ponad teoriami ludzi?
Jeśli fundament (początek – Księga Rodzaju) jest podważony, to jak mamy oczekiwać, że człowiek zaufa reszcie?
Te zarzuty mijają się z moim argumentem i upraszczają problem, pomijając wiele treści z Biblii.
Biblia nie przypisuje zwierzętom ani roślinom zdolności do grzeszenia, bo nie są one stworzone na obraz Boga (Rdz 1,27). Jednak ich cierpienie i śmierć są skutkiem grzechu człowieka, który otrzymał władzę nad stworzeniem (Rdz 1,28). Upadek Adama wpłynął na cały świat, co potwierdzają autorzy Nowego Testamentu Rz 8,20-22: „Stworzenie zostało poddane marności […] i wzdycha”. Śmierć zwierząt przed grzechem, jak zakłada ewolucja, kłóci się z doskonałością stworzenia.
A Twój zarzut pomija biblijny obraz pierwotnej harmonii w Edenie - "Bardzo Dobrego" stworzenia, przywróconej w czasach ostatecznych, jak zapowiada Iz 11,6-9: „Wilk zamieszka wraz z barankiem, lew jak wół będzie jadał słomę. Nie będą wyrządzać zła ani zguby”. Ten eschatologiczny obraz odzwierciedla stan Edenu przed grzechem – bez przemocy i śmierci. Taki był Boży zamiar dla stworzenia, a ewolucja, zakładając śmierć przed upadkiem, zaprzecza tej wizji.
Ewolucja jako światopogląd podważa autorytet Pisma, relatywizując grzech i potrzebę Zbawiciela. To nie „monstrum”, ale subtelne narzędzie, które, jak wąż w Edenie (Rdz 3,1: „Czy rzeczywiście Bóg powiedział...?”), sieje zwątpienie w Słowo Boże. Moja krytyka dotyczy jej duchowych konsekwencji, nie demonizowania nauki.
Ewolucja, zakładając śmierć przed grzechem, sprzeciwia się biblijnej prawdzie o stworzeniu i upadku. Zamiast przypisywać mi przesadę, rozważ, dlaczego ignorujesz Rz 5,12 i 1 Kor 15,21-22, które jasno łączą śmierć z grzechem Adama.