Temat szatana porusza w następnych rozdziałach.
Wydaje mi się, że nie wierzył w tego stwora
Fragmenty biblijne, gdzie do akcji wkracza szatan, wykorzystywał jako dowód na wykazanie niekonsekwencji biblijnych mitologów.
No, ale jak poczytamy to będziemy wiedzieć więcęj szczegółów.
Kiedy słyszę, że Koran został napisany w Niebie i przyniesiony Mahometowi przez anioła, relacja ta jest zbyt bliska tego samego rodzaju dowodom z zasłyszanych plotek i autorytetowi z drugiej ręki, co poprzednia. Sam nie widziałem anioła, a zatem mam prawo w to nie wierzyć.
Kiedy również powiedziano mi, że kobieta zwana Dziewicą Maryją powiedziała lub ogłosiła, że jest w ciąży bez współżycia z mężczyzną, a jej narzeczony Józef powiedział, że powiedział mu to anioł, mam prawo im wierzyć lub nie; taka okoliczność wymagałaby o wiele silniejszego dowodu niż ich gołe słowa; ale nie mamy nawet tego — ponieważ ani Józef, ani Maria sami nie napisali nic takiego; tylko inni przekazują, że tak powiedzieli — są to pogłoski za pogłoskami i nie chcę opierać swoich przekonań na takich dowodach.
Nietrudno jednak wytłumaczyć, skąd wzięła się wiara w Jezusa Chrystusa jako syna Bożego. Narodził się, gdy pogańska mitologia miała jeszcze pewną modę i renomę na świecie, a mitologia ta przygotowała ludzi na wiarę w taką historię. Prawie wszyscy niezwykli ludzie, którzy żyli w pogańskiej mitologii, byli uznawani za synów któregoś z ich bogów. W tamtych czasach wiara w poczęcie mężczyzny z niebios nie była niczym nowym; obcowanie bogów z kobietami było wówczas powszechnie znane. Ich Jowisz, według ich relacji, współżył z setkami: historia ta nie zawierała zatem niczego nowego, cudownego ani obscenicznego; była zgodna z opiniami, które wówczas panowały wśród ludu zwanego poganami lub mitologami, i tylko oni w nią wierzyli. Żydzi, którzy ściśle trzymali się wiary w jednego Boga i niczego więcej, i którzy zawsze odrzucali pogańską mitologię, nigdy nie dali wiary tej historii.
Ciekawie jest obserwować, jak teoria tego, co nazywa się kościołem chrześcijańskim, wyrosła z ogona pogańskiej mitologii. Na początku nastąpiło bezpośrednie włączenie, poprzez uczynienie rzekomego założyciela niebiańskim poczęciem. Trójca bogów, która nastąpiła później, była niczym innym, jak redukcją dawnej wielości, która liczyła około dwudziestu lub trzydziestu tysięcy: posąg Maryi zastąpił posąg Diany z Efezu; deifikacja bohaterów zmieniła się w kanonizację świętych; mitolodzy mieli bogów do wszystkiego; chrześcijańscy mitolodzy mieli świętych do wszystkiego; kościół stał się tak przepełniony jednym, jak Panteon drugim, a Rzym stał się miejscem obu. Teoria chrześcijańska to niewiele więcej niż bałwochwalstwo starożytnych mitologów, dostosowane do celów władzy i dochodów; a jednak pozostaje rozumowi i filozofii zniesienie tego morskiego oszustwa.
Nic z tego, co tu powiedziano, nie może odnosić się, nawet z najdalszym brakiem szacunku, do prawdziwego charakteru Jezusa Chrystusa. Był człowiekiem cnotliwym i miłym. Moralność, którą głosił i praktykował, była niezwykle dobroczynna; i chociaż podobne systemy moralne głosił Konfucjusz i niektórzy greccy filozofowie wiele lat wcześniej; później kwakrzy; i wielu dobrych ludzi wszystkich epok, żaden z nich nie został przekroczony.
Jezus Chrystus nie napisał żadnej historii o sobie, swoich narodzinach, pochodzeniu ani niczym innym; ani jeden werset z Nowego Testamentu nie jest Jego własnym dziełem. Historia o Nim jest w całości dziełem innych ludzi; a jeśli chodzi o relację o Jego zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu, stanowiła ona niezbędny odpowiednik historii Jego narodzin. Jego historycy, sprowadziwszy Go na świat w sposób nadprzyrodzony, byli zmuszeni wydobyć Go z tego świata w ten sam sposób, w przeciwnym razie pierwsza część historii musiałaby się zawalić.
Nieszczęsny pomysł, z jakim opowiedziano tę ostatnią część, przewyższa wszystko, co ją poprzedzało. Pierwsza część, o cudownym poczęciu, nie była czymś, co dopuszczało rozgłos; dlatego opowiadający tę część historii mieli tę przewagę, że choć nie można było im wierzyć, nie można było ich wykryć. Nie można było oczekiwać, że ją udowodnią, ponieważ nie należała do tych rzeczy, które dopuszczały dowód, a osoba, o której opowiadano, nie mogła tego udowodnić sama.
Lecz zmartwychwstanie zmarłego z grobu i jego wniebowstąpienie jest rzeczą zupełnie inną, jeśli chodzi o dowody, jakie dopuszcza, od niewidzialnego poczęcia dziecka w łonie matki. Zmartwychwstanie i wniebowstąpienie, zakładając, że miały miejsce, dopuszczały publiczną i naoczną demonstrację, niczym wzniesienie się balonu czy słońce w południe, przynajmniej dla całej Jerozolimy. Rzecz, w którą każdy musi wierzyć, wymaga, aby dowód i świadectwo były równe dla wszystkich i powszechne; a ponieważ publiczna widoczność tego ostatniego powiązanego aktu była jedynym dowodem, który mógł usankcjonować poprzednią część, całość upada, ponieważ dowód ten nigdy nie został dany. Zamiast tego, niewielka liczba osób, nie więcej niż osiem lub dziewięć, zostaje wprowadzona jako pełnomocnicy całego świata, aby powiedzieć, że to widzieli, a cała reszta świata jest wzywana do wiary w to. Wygląda jednak na to, że Tomasz nie wierzył w zmartwychwstanie i, jak to mówią, nie uwierzyłby bez osobistego doświadczenia. Ja też nie, a powód jest równie dobry dla mnie i dla każdego innego człowieka, jak i dla Tomasza.
Na próżno próbować łagodzić lub tuszować tę sprawę. Historia ta, o ile odnosi się do części nadprzyrodzonej, nosi wszelkie znamiona oszustwa i nadużycia. Kim byli jej autorzy, jest dla nas teraz równie niemożliwe do ustalenia, jak niemożliwym jest dla nas upewnienie się, że księgi, w których opowiadana jest ta historia, zostały napisane przez osoby, których nazwiska noszą; najlepszym zachowanym dowodem, jaki mamy obecnie w odniesieniu do tej sprawy, są Żydzi. Są oni zazwyczaj potomkami ludzi, którzy żyli w czasach, w których rzekomo miało miejsce to zmartwychwstanie i wniebowstąpienie, i twierdzą, że to nieprawda. Od dawna wydawało mi się dziwną niekonsekwencją powoływanie się na Żydów jako dowód prawdziwości tej historii. To tak, jakby ktoś powiedział: Udowodnię prawdziwość tego, co wam powiedziałem, przedstawiając ludzi, którzy twierdzą, że to fałsz.
To, że istniała taka osoba jak Jezus Chrystus i że został ukrzyżowany, co było sposobem egzekucji w tamtym dniu, to relacje historyczne, które mieszczą się w granicach prawdopodobieństwa. Głosił on najdoskonalszą moralność i równość ludzi; ale głosił również przeciwko zepsuciu i chciwości żydowskich kapłanów, co ściągnęło na niego nienawiść i zemstę całego stanu kapłańskiego. Oskarżenie, które ci kapłani mu wysunęli, dotyczyło buntu i spisku przeciwko rzymskiemu rządowi, któremu Żydzi byli wówczas poddani i dannicy; i nie jest wykluczone, że rzymski rząd, podobnie jak żydowscy kapłani, mógł mieć jakieś tajne obawy co do skutków jego doktryny; nie jest również wykluczone, że Jezus Chrystus miał na myśli wyzwolenie narodu żydowskiego z niewoli Rzymian. Jednakże, pomiędzy tymi dwoma, ten cnotliwy reformator i rewolucjonista stracił życie.
Na podstawie tej prostej opowieści o faktach, wraz z innym przypadkiem, o którym wspomnę, chrześcijańscy mitolodzy, nazywający siebie Kościołem Chrześcijańskim, zbudowali swoją bajkę, która pod względem absurdalności i ekstrawagancji nie przewyższa niczego, co można znaleźć w mitologii starożytnych.
Rozumiem, że to do Ciebie RN przemawia, mitologia o Jezusie Chrystusie?
Nie wszystko, ale wiele przemawia.
Samemu Jezusowi, Paine wystawia dobrą laurkę, uważa Go za człowieka cnotliwego i miłego.
Natomiast poddaje w wątpliwość opowieści o Jego cudownych narodzinach, zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu.
Czyli powinniśmy wierzyć w objawienia innych i je przyjmować, czy je odrzucać uważając, że nas nie dotyczą
Paine uważał, że jeżeli Mojżesz otrzymał bezpośrednie objawienie od Boga to dotyczyło to tylko jego, ale tak naprawdę w to, że ten Mojżesz doświadczył tego objawienia nie wierzył.
No, ale co ma myśleć chrześcijanin, który przyjmie takie samo założenie jak Paine.
Jeżeli pójdzie tym samym tokiem rozumowania to musi tez nie wierzyć Jezusowi Chrystusowi, bo to co mówił Jezus zna od którejś tam z rzędu osoby, a takie informacje według Paine są już tylko pogłoską.
Różnica między Jezusem Chrystusem a Mojżeszem jest taka, że ten pierwszy przyszedł od Boga Ojca, a ten drugi rozmawiał z kimś, kto się przedstawił jako Bóg, ale Bogiem Ojcem nIe był. Jeśli wierzymy zapisowi Ewangelii, że dopiero Syn Boży objawił Ojca, to jasne być musi, że Mojżesz nie objawił Ojca. Stąd, jak najbardziej rozumiem dystans Paine'a do tego, co "mojżeszowe" w Pismach
A to, że do nas dochodzą tylko "pogłoski" o tym, czego Pomazaniec nauczał, i nie jesteśmy pewni wierności przekazu, to też jest lekcja dla wierzącego aby bardziej polegać na własnym sumieniu niż zapisanej literze.
Nic dodać, nic ująć.
Jest to celne, a sama idea opisana w tym fragmencie, który przytoczyłeś jest bardziej do przyjęcia niż wieczne wojny,
Czyli powinniśmy wierzyć w objawienia innych i je przyjmować, czy je odrzucać uważając, że nas nie dotyczą
Paine uważał, że jeżeli Mojżesz otrzymał bezpośrednie objawienie od Boga to dotyczyło to tylko jego, ale tak naprawdę w to, że ten Mojżesz doświadczył tego objawienia nie wierzył.
No, ale co ma myśleć chrześcijanin, który przyjmie takie samo założenie jak Paine.
Jeżeli pójdzie tym samym tokiem rozumowania to musi tez nie wierzyć Jezusowi Chrystusowi, bo to co mówił Jezus zna od którejś tam z rzędu osoby, a takie informacje według Paine są już tylko pogłoską.
Trudno orzec. Ja z ogromnym dystansem podchodze do wszystkich objawień,a juz szczególnie
do tych nakazanych,przymuszonych przez władze kościelne.
Jeśli proszę Boga o jakies wskazówki dla mnie w trudnej sprawie i dostaję "znak",wskazówke to wierzę.
Bog może przemawiac do ludzi,ale wtedy to zaznacza,jak np. nakazał coś wykonać konkretnemu narodowi.
Zupełnie odrzucam zjawy maryjne i te Faustyny wszelakie. Nie wiem z kim one hadaly,ale czy z Bogiem Ojcem...cóz.
Kto chce niech wierzy.
Nie wierzę tez w objawieniaQuezy jako osobisty kontakt z Jezusem, jej gwiazdowanie,malżeństwo z PJ itp chore gadki.
To mowienie innym ze diably...cóż. Najpierw swoim diabłom bym się przyjrzała,a potem może na innych inaczej by się spojrzało.
Nie wierzę tez w objawieniaQuezy jako osobisty kontakt z Jezusem, jej gwiazdowanie,malżeństwo z PJ itp chore gadki.
To mowienie innym ze diably...cóż. Najpierw swoim diabłom bym się przyjrzała,a potem może na innych inaczej by się spojrzało.
To znaczy, że nie przyszłam do Ciebie, ani po Ciebie, i wiesz...? jakaś taka lżejsza jestem.
To niesamowite jak bardzo można się załamać spotykając niewłaściwą osobę, i jak pięknie można rozkwitnąć, gdy spotka się tę właściwą.
A to, że do nas dochodzą tylko "pogłoski" o tym, czego Pomazaniec nauczał, i nie jesteśmy pewni wierności przekazu, to też jest lekcja dla wierzącego aby bardziej polegać na własnym sumieniu niż zapisanej literze.
Dlatego 17 - 18 wieczni deiści zaczęli kłaść większy nacisk na rozstrzyganie spraw religijnych przez osobiste sumienie, doświadczenie, obserwację świata, a sędzią rozstrzygającym to wszystko miał być nieskażony rozum. Takie podejście, taką wiarę nazywano religią naturalną, której definicja w tamtym czasie była dość szeroka. Każdy w szczegółach rozumiał ją trochę inaczej, ale ogólnie cechą wspólną jej, był kładziony akcent na możliwość indywidualnego rozstrzygania spraw dotyczących wiary co powodowało okrojenie lub zupełne odrzucenie żydowsko - chrześcijańskiego objawienia.
Starożytni mitolodzy opowiadają nam, że rasa Gigantów wypowiedziała wojnę Jowiszowi i że jeden z nich rzucił w niego sto kamieni na raz; że Jowisz pokonał go piorunem, a następnie uwięził pod Etną, i że za każdym razem, gdy Gigant się odwraca, Etna zieje ogniem.
Łatwo tu zauważyć, że okoliczność góry, to, że jest wulkanem, zasugerowała ideę bajki, a bajka została stworzona tak, aby pasować do tej okoliczności i sama się do niej nakręcać.
Mitolodzy chrześcijańscy mówią nam, że ich Szatan wypowiedział wojnę Wszechmogącemu, który go pokonał, a następnie uwięził nie pod górą, lecz w dole. Łatwo tu zauważyć, że pierwsza bajka sugerowała ideę drugiej; bajka o Jowiszu i Gigantach została bowiem opowiedziana wiele setek lat przed bajką o Szatanie.
Jak dotąd mitolodzy starożytni i chrześcijańscy niewiele się od siebie różnią. Ci drudzy jednak zdołali posunąć sprawę znacznie dalej. Udało im się połączyć baśniową część historii Jezusa Chrystusa z mitem pochodzącym z Etny; a aby wszystkie części tej historii były ze sobą spójne, skorzystali z tradycji żydowskich; mitologia chrześcijańska bowiem składa się częściowo z mitologii starożytnej, a częściowo z tradycji żydowskich.
Mitolodzy chrześcijańscy, po uwięzieniu Szatana w dole, byli zmuszeni wypuścić go ponownie, by zapoczątkować ciąg dalszy baśni. Następnie zostaje on wprowadzony do Ogrodu Eden pod postacią węża i w tej postaci nawiązuje poufną rozmowę z Ewą, która wcale nie jest zdziwiona słysząc gadającego węża; a rezultatem tej rozmowy jest to, że namawia ją do zjedzenia jabłka, a zjedzenie tego jabłka sprowadza potępienie na całą ludzkość.
Po tym, jak Szatan odniósł triumf nad całym stworzeniem, można by przypuszczać, że mitolodzy Kościoła byliby na tyle uprzejmi, by odesłać go z powrotem do otchłani; albo, gdyby tego nie uczynili, przybiliby go górą (mówią bowiem, że ich wiara może przenieść górę), albo umieściliby go pod górą, jak uczynili poprzedni mitolodzy, by uniemożliwić mu ponowne wkroczenie między kobiety i wyrządzanie dalszych szkód. Zamiast tego jednak pozostawiają go na wolności, nawet nie zmuszając go do zwolnienia warunkowego – sekret tkwi w tym, że nie mogliby się bez niego obejść; a po tym, jak mieli trud, by go zmusić, przekupili go, by został. Obiecali mu WSZYSTKICH Żydów, WSZYSTKICH Turków z góry, dziewięć dziesiątych świata, a do tego Mahometa. Po tym, któż może wątpić w obfitość Mitologii Chrześcijańskiej?
Dokonawszy w ten sposób powstania i bitwy w Niebie, w której żaden z walczących nie mógł zostać zabity ani ranny – wtrąciwszy Szatana do otchłani i wypuściwszy go – dając mu triumf nad całym stworzeniem – potępiając całą ludzkość przez zjedzenie jabłka, ci chrześcijańscy mitologiści łączą dwa końce swojej bajki. Przedstawiają tego cnotliwego i miłego człowieka, Jezusa Chrystusa, jako jednocześnie Boga i Człowieka, a także Syna Bożego, zrodzonego w niebie, przeznaczonego na ofiarę, ponieważ mówią, że Ewa w swoim pragnieniu zjadła jabłko.
Jeśli odrzucimy wszystko, co mogłoby wywołać śmiech przez swoją absurdalność lub odrazę przez swoją bluźnierczość, i ograniczymy się jedynie do analizy poszczególnych fragmentów, nie sposób wyobrazić sobie historii bardziej uwłaczającej Wszechmogącemu, bardziej sprzecznej z Jego mądrością, bardziej sprzecznej z Jego mocą niż ta historia.
Aby stworzyć fundament, na którym mógłby powstać, wynalazcy musieli obdarzyć istotę, którą nazywają Szatanem, mocą równie wielką, jeśli nie większą, niż ta, którą przypisują Wszechmogącemu. Nie tylko dali mu moc uwolnienia się z otchłani po tym, co nazywają jego upadkiem, ale sprawili, że moc ta wzrosła później do nieskończoności. Przed tym upadkiem przedstawiają go jedynie jako anioła o ograniczonej egzystencji, tak jak przedstawiają resztę. Po upadku staje się on, według ich relacji, wszechobecny. Istnieje wszędzie i jednocześnie. Zajmuje cały bezkres przestrzeni.
Nie zadowalając się tym ubóstwieniem Szatana, przedstawiają go jako podstępnie pokonującego całą moc i mądrość Wszechmogącego, w postaci zwierzęcia stworzenia. Przedstawiają go jako tego, który zmusił Wszechmogącego do bezpośredniej konieczności albo poddania całego stworzenia rządom i suwerenności tego Szatana, albo do kapitulacji w imię jego odkupienia poprzez zstąpienie na ziemię i ukazanie się na krzyżu w postaci człowieka.
Gdyby twórcy tej historii przedstawili ją odwrotnie, to znaczy, gdyby przedstawili Wszechmogącego jako zmuszającego Szatana do ukazania się na krzyżu w postaci węża jako karę za jego nowe przestępstwo, historia byłaby mniej absurdalna – mniej sprzeczna. Zamiast tego jednak przedstawiają przestępcę jako triumfującego, a Wszechmogącego jako upadającego.
Nie mam wątpliwości, że wielu dobrych ludzi uwierzyło w tę dziwną bajkę i żyło bardzo dobrym życiem w jej cieniu (bo łatwowierność nie jest zbrodnią). Przede wszystkim zostali wychowani w wierze w nią i uwierzyliby w każdą inną rzecz w ten sam sposób. Jest też wielu, którzy byli tak entuzjastycznie zachwyceni tym, co uważali za nieskończoną miłość Boga do człowieka, w poświęceniu siebie, że gwałtowność tej idei zabroniła im i zniechęciła ich do zgłębiania absurdu i bluźnierstwa tej historii. Im bardziej coś jest nienaturalne, tym bardziej może stać się przedmiotem ponurego podziwu.
Lecz jeśli przedmiotem wdzięczności i podziwu są nasze pragnienia, czyż nie ukazują się one co godzinę naszym oczom? Czyż nie widzimy pięknego stworzenia, gotowego przyjąć nas w chwili narodzin – świata oddanego w nasze ręce, który nic nas nie kosztuje? Czy to my rozświetlamy słońce, zsyłamy deszcz i napełniamy ziemię obfitością? Czy śpimy, czy czuwamy, ogromna machina wszechświata wciąż działa. Czy te rzeczy i błogosławieństwa, które one zwiastują w przyszłości, nic dla nas nie znaczą? Czy nasze przyziemne uczucia mogą być wzbudzane jedynie przez tragedię i samobójstwo? Czy też ponura pycha człowieka staje się tak nieznośna, że nic nie może jej pochlebić poza ofiarą Stwórcy?
Wiem, że to śmiałe badanie zaniepokoi wielu, ale byłoby zbyt wielkim komplementem dla ich łatwowierności, gdybym zaniechał go z ich powodu; czasy i temat wymagają tego. Podejrzenie, że teoria tego, co nazywa się Kościołem chrześcijańskim, jest bajeczna, staje się coraz powszechniejsze we wszystkich krajach; i pocieszeniem dla ludzi chwiejących się pod tym podejrzeniem i wątpiących, w co wierzyć, a w co nie, będzie możliwość swobodnego zbadania tego tematu. Przechodzę zatem do analizy ksiąg zwanych Starym i Nowym Testamentem.
A to jabłko zjedli całe, ze skórką, bez skórki a może starte... bo utarło się nie wiem gdzie, że to jabłko było, a w Księdze Rodzaju nic o tym nie ma:
"Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy. Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią: a on zjadł. A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski." Rodz 3.6-7
To niesamowite jak bardzo można się załamać spotykając niewłaściwą osobę, i jak pięknie można rozkwitnąć, gdy spotka się tę właściwą.
A to jabłko zjedli całe, ze skórką, bez skórki a może starte... bo utarło się nie wiem gdzie, że to jabłko było, a w Księdze Rodzaju nic o tym nie ma:
"Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy. Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią: a on zjadł. A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski." Rodz 3.6-7
Za czasów Paine mówiono o rajskim owocu, że to było jabłko.
Obecnie mówi się jedynie o owocu.
Zamieszanie ma związek z Wulgatą Hieronima.
A to jabłko zjedli całe, ze skórką, bez skórki a może starte... bo utarło się nie wiem gdzie, że to jabłko było, a w Księdze Rodzaju nic o tym nie ma:
"Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy. Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią: a on zjadł. A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski." Rodz 3.6-7
Bez spożycia z drzewa Poznania Dobra i Zła, Zło nie mogło by być odkupione. Bóg znał z autopsji Dobro i Zło, ale w prostej linii nie od Biblijnego Boga wywodzą się te zasady. Jednak Bóg dzięki swojej perfekcji i cierpliwości mógł wznowić cykl Życia na naszej planecie, a my jesteśmy zobowiązani do pomocy w Jego dziele, którego wykonawcą jest Duch
1Kor 1:27 BT5 Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał, co niemocne, aby mocnych poniżyć