DEIZM

Moderatorzy: Bobo, kansyheniek, booris, Junior Admin, Osoby odpowiedzialne za forum, Moderatorzy

Nieziem
Posty: 1734
Rejestracja: 25 sty 2021, 23:47

Re: DEIZM

Post autor: Nieziem »

booris pisze: ↑
22 kwie 2026, 15:56
Nieziem pisze: Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, ponieważ zbawienie bierze początek od Żydów.
Jak rozumiesz to zdanie?
Tym zdaniem Pan Jezus bynajmniej nie uwiarygodnił Judaizmu, ani nie potwierdził Bożego wybraństwa żydowskiego, wszakże to notable żydowscy następnie skazali Go na śmierć, a dziki tłum żydowski wołał ukrzyżuj, ukrzyżuj.

Jednakże Bóg wykorzystał kanał żydowski do nawiązania kontaktu z ludźmi. Pośród Żydów urodził się Ten, którego pomazał, który przyniósł ludziom właściwe poznanie Boga oraz nauczał jak żyć aby to życie było wartościowe i spełnione, i skutkowało zbawieniem.

Awatar użytkownika
Bobo
Posty: 17680
Rejestracja: 03 mar 2007, 17:12

Re: DEIZM

Post autor: Bobo »

Dlaczego nadużycia 'notabli' miałyby decydować o wybraństwie Izraela?
Jednakże Bóg wykorzystał kanał żydowski do nawiązania kontaktu z ludźmi.
Masz jakąś wizję, KIEDY to Bóg postanowił, że wykorzysta żydów do nawiązania kontaktu z ludźmi? No i dlaczego akurat ten 'kanał'?
Oszołomstwu mówię NIE!

Nieziem
Posty: 1734
Rejestracja: 25 sty 2021, 23:47

Re: DEIZM

Post autor: Nieziem »

Bobo pisze: ↑
22 kwie 2026, 23:24
Dlaczego nadużycia 'notabli' miałyby decydować o wybraństwie Izraela?
Jednakże Bóg wykorzystał kanał żydowski do nawiązania kontaktu z ludźmi.
Masz jakąś wizję, KIEDY to Bóg postanowił, że wykorzysta żydów do nawiązania kontaktu z ludźmi? No i dlaczego akurat ten 'kanał'?
Wybraństwo Żydów nie ma nic do Pana Jezusa ani Jego Ojca, ponieważ ONi nie mają względu na osobę.
Wybraństwo Żydów ma związek z religią wyznawaną przez Żydów.
Zbawienie nie ma związku z religią żydowską, ala ma związek z Żydami w ten sposób, że spośród Żydów wyszedł Nauczyciel. Mógł owszem pojawić się gdzieś indziej, wśród Greków albo Rzymian, ale wtedy nie bylo by ratunku dla Żydów. Dlaczego? Bo jak świadczy Pismo, jest to naród opornego karku, i tylko spośród swoich mógł przyjąć pouczenie, a od obcych nigdy. Ze względu na zatwardziałość Żydów, aby im dać szansę ocalenia, tam został posłany Pomazaniec. Garstka posłuchała, uwierzyła, i rozpowszechniła zbawienną naukę na cały świat.

Awatar użytkownika
Bobo
Posty: 17680
Rejestracja: 03 mar 2007, 17:12

Re: DEIZM

Post autor: Bobo »

Kiedy Bóg obiecywał Abrahamowi, że z jego potomstwa wyjdzie zbawiciel, to Izraela jeszcze nie było. Trudno uznać, że już wtedy to był naród sztywnego karku. Wybraństwo Izraela nie wynikało ze sztywności karku, ale z przyjaźni z Abrahamem i złożonych jemu obietnic. I Bóg dotrzymał obietnicy. Dlatego pytałem: KIEDY Bóg postanowił wybrać jakiś naród na wybrany w którym miał pojawić się Mesjasz.
Twoja teoria, że zdecydowała o tym sztywność karku, jest nie przekonująca. A właściwie nieprawdziwa. Pismo inaczej naucza.
Oszołomstwu mówię NIE!

Awatar użytkownika
radek
Posty: 5378
Rejestracja: 03 sty 2013, 13:19
Lokalizacja: Choszczno
Kontakt:

Re: DEIZM

Post autor: radek »

booris pisze: ↑
22 kwie 2026, 15:56
Nieziem pisze: Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, ponieważ zbawienie bierze początek od Żydów.
Jak rozumiesz to zdanie?
Początek płodności Słowa Boga Żydów, to Izaak. Jako, że Pan jest jeszcze na łonie Ojca, to zbawienie się jeszcze nie dopełniło, choć zostało przez Pana ogłoszone. Ci, którzy znają to, co czczą, to ci, którzy czczą Słowo Boże. Żydzi pierwsi Go doświadczyli. Inni nie znają mocy Słowa Bożego, choć ich też Ono dotyczy. Nie są świadomi zamiaru Bożego, choć dotyczy On także ich

Objawienie św. Jana 6:9-11 BW1975
[9] A gdy zdjął piątą pieczęć, widziałem poniżej ołtarza dusze zabitych dla Słowa Bożego i dla świadectwa, które złożyli. [10] I wołały donośnym głosem: Kiedyż, Panie święty i prawdziwy, rozpoczniesz sąd i pomścisz krew naszą na mieszkańcach ziemi? [11] I dano każdemu z nich szatę białą, i powiedziano im, aby jeszcze odpoczęli przez krótki czas, aż się dopełni liczba współsług i braci ich, którzy mieli podobnie jak oni ponieść śmierć.

https://bible.com/bible/3490/rev.6.9-11.BW1975

W pewnym sensie nieŻydzi, ze względu na nieswiadomość, są łagodniej traktowani

Ewangelia według św. Łukasza 12:48 BW1975
[48] Lecz ten, który nie znał, choć popełnił coś karygodnego, odbierze niewiele razów. Komu wiele dano, od tego wiele będzie się żądać, a komu wiele powierzono, od tego więcej będzie się wymagać.

https://bible.com/bible/3490/luk.12.48.BW1975
1Kor 1:27 BT5
Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał, co niemocne, aby mocnych poniżyć

Wielbiciel Pełni

RN
Posty: 7515
Rejestracja: 25 paź 2013, 19:49
Lokalizacja: Ziemia Łódzka

Re: DEIZM

Post autor: RN »

WIEK ROZUMU, CZĘŚĆ PIERWSZA, SEKCJA 13

Lecz ten, jakkolwiek ogromny by nie był, jest tylko jednym systemem światów. Dalej, w ogromnej odległości w kosmosie, daleko poza wszelką zdolnością obliczeń, znajdują się gwiazdy zwane gwiazdami stałymi. Są one nazywane stałymi, ponieważ nie mają ruchu okrężnego, jak sześć światów lub planet, które opisałem. Te gwiazdy stałe pozostają zawsze w tej samej odległości od siebie i zawsze w tym samym miejscu, tak jak Słońce w centrum naszego systemu. Prawdopodobieństwo jest zatem takie, że każda z tych gwiazd stałych jest również Słońcem, wokół którego inny system światów lub planet, choć zbyt odległy, abyśmy mogli go odkryć, wykonuje swoje obroty, tak jak nasz system światów robi to wokół naszego centralnego Słońca.
Dzięki temu łatwemu ciągowi idei, ogrom przestrzeni wyda nam się wypełniony systemami światów i żadna jej część nie jest zmarnowana, tak jak żadna część globu ziemskiego czy wodnego nie pozostaje niezamieszkana.

Starając się w ten sposób przekazać w przystępny i łatwy sposób pewne wyobrażenie o strukturze wszechświata, powracam do wyjaśnienia tego, o czym wspomniałem wcześniej, mianowicie wielkich korzyści, jakie odnosi człowiek w wyniku stworzenia przez Stwórcę mnogości światów, takich jak nasz system, składający się z centralnego Słońca i sześciu światów, oprócz satelitów, zamiast stworzenia jednego świata o jedynie ogromnych rozmiarach.

Nigdy nie straciłem z oczu idei, że cała nasza wiedza naukowa pochodzi z obrotów (dostrzegalnych dla naszego oka, a dzięki temu i dla naszego zrozumienia), które wykonują poszczególne planety lub światy, z których składa się nasz układ, okrążając Słońce.

Gdyby więc ilość materii zawartej w tych sześciu światach została zmieszana w jeden samotny glob, konsekwencją dla nas byłoby to, że albo nie istniałby żaden ruch rewolucyjny, albo nie byłoby go na tyle dużo, aby dać nam ideę i wiedzę nauki, którą posiadamy obecnie; a to z nauk wywodzą się wszystkie sztuki mechaniczne, które tak wiele przyczyniają się do naszego ziemskiego szczęścia i wygody.

Ponieważ zatem Stwórca niczego nie stworzył na próżno, należy wierzyć, że zorganizował strukturę wszechświata w sposób najbardziej korzystny dla dobra człowieka; a skoro widzimy i z doświadczenia czujemy korzyści, jakie czerpiemy ze struktury wszechświata ukształtowanej w taki sposób, a których nie mielibyśmy okazji doświadczyć, gdyby struktura ta, jeśli chodzi o nasz system, była samotnym globusem, możemy odkryć przynajmniej jeden powód, dla którego stworzona została wielość światów, a mianowicie, że rozum wywołuje pełną oddania wdzięczność człowieka, a także jego podziw.

Ale nie tylko nam, mieszkańcom tego globu, korzyści płynące z wielości światów są ograniczone. Mieszkańcy każdego ze światów, z których składa się nasz system, korzystają z tych samych możliwości zdobywania wiedzy, co my. Widzą ruchy rewolucyjne naszej Ziemi, tak jak my ich. Wszystkie planety krążą w zasięgu wzroku, a zatem ta sama uniwersalna szkoła nauki ukazuje się wszystkim.

Wiedza jednak nie kończy się na tym. System światów sąsiadujących z nami ukazuje w swoich rewolucjach te same zasady i szkołę nauki mieszkańcom swojego systemu, co nasz system nam, i podobnie w całym bezkresie przestrzeni.

Nasze wyobrażenia, nie tylko o wszechmocy Stwórcy, ale także o Jego mądrości i dobroci, rozszerzają się proporcjonalnie do rozważań nad rozmiarami i strukturą wszechświata. Samotna wizja samotnego świata, toczącego się lub spoczywającego w bezkresnym oceanie przestrzeni, ustępuje miejsca radosnej wizji świata okrągłego w kole, który szczęśliwie został stworzony, by udzielać człowiekowi, nawet poprzez swój ruch, wskazówek. Widzimy naszą własną Ziemię pełną obfitości, ale zapominamy rozważyć, jak wiele z tej obfitości zawdzięczamy wiedzy naukowej, którą rozwinęła ogromna machina wszechświata.

Lecz pośród tych rozważań, cóż mamy sądzić o chrześcijańskim systemie wiary, który opiera się na idei tylko jednego świata, i to takiego, którego zasięg, jak już wykazano, nie przekracza dwudziestu pięciu tysięcy mil? Zasięg, jaki człowiek poruszający się z prędkością trzech mil na godzinę przez dwanaście godzin dziennie mógłby pokonać w ruchu okrężnym, pokonałby w niecałe dwa lata. Ach! Cóż to ma wspólnego z potężnym oceanem przestrzeni i wszechmocą Stwórcy?

Skąd zatem mogła powstać ta samotna i dziwna wizja, że ​​Wszechmogący, który miał miliony światów w równym stopniu zależnych od Jego opieki, miałby porzucić troskę o wszystkie pozostałe i przyjść umrzeć na nasz świat, ponieważ, jak mówią, jeden mężczyzna i jedna kobieta zjedli jabłko? Z drugiej strony, czyż mamy zakładać, że każdy świat w bezkresnym stworzeniu miał Ewę, jabłko, węża i Odkupiciela? W takim przypadku osoba, którą lekceważąco nazywa się Synem Bożym, a czasem samym Bogiem, nie miałaby nic innego do roboty, jak tylko podróżować ze świata do świata, w niekończącym się ciągu śmierci, z ledwie chwilową przerwą w życiu.

To właśnie odrzucenie dowodów, jakie Słowo lub dzieła Boże w stworzeniu dostarczają naszym zmysłom, oraz oddziaływania naszego rozumu na te dowody, doprowadziło do stworzenia i ustanowienia tak wielu szalonych i kapryśnych systemów wiary i religii. Może istnieć wiele systemów religijnych, które, dalekie od moralnego zła, są pod wieloma względami moralnie dobre; ale tylko JEDEN może być prawdziwy; i ten jeden z konieczności, jak zawsze będzie, musi być we wszystkim zgodny z wiecznie istniejącym Słowem Bożym, które dostrzegamy w Jego dziełach. Lecz taka jest dziwna konstrukcja chrześcijańskiego systemu wiary, że każdy dowód, jaki Niebiosa dają człowiekowi, albo bezpośrednio mu przeczy, albo czyni go absurdalnym.

Można wierzyć – i zawsze z przyjemnością zachęcam się do wiary – że byli na świecie ludzie, którzy przekonywali samych siebie, że to, co nazywamy pobożnym oszustwem, może, przynajmniej w określonych okolicznościach, przynieść jakieś dobro. Jednakże oszustwo, raz stwierdzone, nie dało się później wytłumaczyć, gdyż pobożne oszustwo, podobnie jak złe postępowanie, rodzi zgubną konieczność dalszego trwania.

Osoby, które jako pierwsze głosiły chrześcijański system wiary i w pewnym stopniu łączyły go z moralnością głoszoną przez Jezusa Chrystusa, mogły przekonać samych siebie, że jest on lepszy od panującej wówczas pogańskiej mitologii. Od pierwszych kaznodziejów oszustwo przeszło do drugiego, a potem do trzeciego, aż przekonanie o jego pobożności i prawdziwości zanikło; a przekonanie to zostało ponownie wzmocnione przez interesy tych, którzy utrzymywali się z jego głoszenia.

Jednakże, choć takie przekonanie mogłoby w ten sposób stać się niemal powszechne wśród laikatu, niemal niemożliwe jest wytłumaczenie ciągłych prześladowań prowadzonych przez Kościół przez kilkaset lat przeciwko naukom i profesorom nauk, gdyby Kościół nie miał jakichś zapisów lub tradycji, że pierwotnie był niczym innym jak pobożnym oszustwem, lub gdyby nie przewidywał, że nie da się go utrzymać wbrew dowodom, jakie dostarcza struktura wszechświata.

Wykazawszy w ten sposób niemożliwe do pogodzenia sprzeczności między prawdziwym Słowem Bożym istniejącym we wszechświecie a tym, co nazywane jest Słowem Bożym, jak to pokazano nam w drukowanej książce, którą może sporządzić każdy człowiek, przechodzę do omówienia trzech głównych środków, które były stosowane we wszystkich wiekach, a być może i we wszystkich krajach, aby narzucić je ludzkości.

Te trzy środki to Tajemnica, Cud i Proroctwo. Dwa pierwsze są niezgodne z prawdziwą religią, a trzeci należy zawsze traktować z podejrzliwością.

Jeśli chodzi o tajemnicę, wszystko, co widzimy, jest w pewnym sensie dla nas tajemnicą. Nasze własne istnienie jest tajemnicą; cały świat roślin jest tajemnicą. Nie potrafimy pojąć, jak żołądź, wsadzony w ziemię, rozwija się i staje się dębem. Nie wiemy, jak to się dzieje, że zasiane przez nas nasiono rozwija się i rozmnaża, przynosząc nam tak hojny zysk za tak niewielki kapitał.

Fakt ten jednak, w odróżnieniu od przyczyny działania, nie jest tajemnicą, ponieważ go dostrzegamy i znamy również środki, których mamy użyć, a które nie są niczym innym jak zasianiem ziarna w ziemię. Wiemy zatem tyle, ile potrzeba; a tę część działania, której nie znamy i której, gdybyśmy wiedzieli, nie moglibyśmy wykonać, Stwórca bierze na siebie i wykonuje ją za nas. Jesteśmy zatem w lepszej sytuacji, niż gdybyśmy zostali wtajemniczeni w tajemnicę i pozostawieni sami sobie.

Choć w tym sensie każda rzecz stworzona jest tajemnicą, słowa tajemnica nie można odnieść do prawdy moralnej, tak jak niejasności nie można odnieść do światła. Bóg, w którego wierzymy, jest Bogiem prawdy moralnej, a nie Bogiem tajemnicy czy niejasności. Tajemnica jest antagonistą prawdy. To mgła ludzkiego wymysłu, która przesłania prawdę i przedstawia ją w zniekształconym świetle. Prawda nigdy nie spowija się w tajemnicę, a tajemnica, w której jest kiedykolwiek spowita, jest dziełem jej antagonisty, a nigdy jej samej.
WYŁĄCZ TELEWIZOR - WŁĄCZ MYŚLENIE

RN
Posty: 7515
Rejestracja: 25 paź 2013, 19:49
Lokalizacja: Ziemia Łódzka

Re: DEIZM

Post autor: RN »

WIEK ROZUMU, CZĘŚĆ PIERWSZA, SEKCJA 14.

Religia zatem, będąc wiarą w Boga i praktykowaniem prawdy moralnej, nie może mieć związku z tajemnicą. Wiara w Boga, daleka od bycia tajemnicą, jest ze wszystkich wierzeń najłatwiejsza, ponieważ rodzi się w nas, jak już zauważono, z konieczności. Praktykowanie prawdy moralnej, czyli innymi słowy praktyczne naśladowanie moralnej dobroci Boga, nie jest niczym innym jak naszym postępowaniem wobec siebie nawzajem, tak jak On działa łaskawie wobec wszystkich. Nie możemy służyć Bogu w sposób, w jaki służymy tym, którzy nie mogą się obejść bez takiej służby; dlatego też jedyną ideą, jaką możemy mieć o służeniu Bogu, jest przyczynianie się do szczęścia żywego stworzenia, które Bóg stworzył. Nie można tego dokonać, wycofując się ze społeczeństwa świata i spędzając życie pustelnicze w egoistycznym oddaniu.
Sama natura i cel religii, jeśli mogę tak to ująć, dowodzą wręcz, że musi być ona wolna od wszystkiego, co tajemnicze, i nieskrępowana niczym, co tajemnicze. Religia, traktowana jako obowiązek, ciąży na każdej żyjącej duszy w równym stopniu, a zatem musi być na równi ze zrozumieniem i pojmowaniem wszystkich. Człowiek nie uczy się religii tak, jak poznaje sekrety i tajemnice zawodu. Uczy się teorii religii poprzez refleksję. Powstaje ona z oddziaływania jego własnego umysłu na rzeczy, które widzi, słyszy lub czyta, a praktyka łączy się z tym.

Kiedy ludzie, czy to z powodu polityki, czy pobożnego oszustwa, stworzyli systemy religijne niezgodne ze słowem lub dziełami Boga w stworzeniu, i to nie tylko w górze, ale wręcz odrażające dla ludzkiego pojmowania, stanęli przed koniecznością wymyślenia lub przyjęcia słowa, które miałoby służyć jako przeszkoda dla wszelkich pytań, dociekań i spekulacji. Słowo „tajemnica” spełniło ten cel i w ten sposób religia, sama w sobie pozbawiona tajemnicy, została splugawiona w mgłę tajemnic.

Ponieważ tajemnica spełniała wszystkie ogólne cele, cud pojawiał się jako okazjonalne narzędzie pomocnicze. Pierwszy służył do dezorientacji umysłu, drugi do łamania zmysłów. Pierwszy był żargonem, drugi sztuczkami.

Zanim jednak przejdziemy dalej w tym temacie, warto zastanowić się, co należy rozumieć przez cud.

W tym samym sensie, w jakim wszystko można uznać za tajemnicę, można również powiedzieć, że wszystko jest cudem i że żadna rzecz nie jest większym cudem od innej. Słoń, choć większy, nie jest większym cudem niż grosz, ani góra większym cudem niż atom. Dla wszechmocnej mocy stworzenie jednego nie jest trudniejsze niż drugiego, a stworzenie milionów światów nie jest trudniejsze niż stworzenie jednego. Wszystko zatem jest cudem w jednym sensie, podczas gdy w drugim sensie nie ma czegoś takiego jak cud. Jest cudem w porównaniu z naszą mocą i naszym pojmowaniem, jeśli nie cudem w porównaniu z mocą, która go dokonuje; ale ponieważ nic w tym opisie nie oddaje idei przypisanej słowu cud, konieczne jest posunięcie badań dalej.

Ludzkość wymyśliła pewne prawa, według których to, co nazywa naturą, powinno działać; cud zaś jest czymś przeciwnym działaniu i skutkom tych praw; dopóki jednak nie poznamy pełnego zakresu tych praw oraz tego, co powszechnie nazywamy siłami natury, nie będziemy w stanie ocenić, czy cokolwiek, co może wydawać się nam cudowne lub wzniosłe, mieści się w ramach, wykracza poza lub jest sprzeczne z naturalną mocą działania natury.

Uniesienie się człowieka na wysokość kilku mil miałoby w sobie wszystko, co stanowi ideę cudu, gdyby nie wiedziano, że można wytworzyć rodzaj powietrza kilkakrotnie lżejszego od zwykłego powietrza atmosferycznego, a jednocześnie posiadającego wystarczającą elastyczność, by zapobiec sprężeniu balonu, w którym to lekkie powietrze jest zamknięte, do objętości wielokrotnie mniejszej przez otaczające go zwykłe powietrze. Podobnie, wydobycie płomieni lub iskier ognia z ludzkiego ciała, widocznych jak ze stali uderzonej krzemieniem, i wprawienie żelaza lub stali w ruch bez żadnego widzialnego czynnika, również dawałoby ideę cudu, gdybyśmy nie znali elektryczności i magnetyzmu. Podobnie wiele innych eksperymentów z zakresu filozofii przyrody, dla tych, którzy nie są zaznajomieni z tematem. Przywracanie do życia osób pozornie martwych, jak to się czyni w przypadku osób utopionych, również byłoby cudem, gdyby nie wiedziano, że ożywienie można zawiesić, nie wygasając.

Oprócz tego istnieją pokazy iluzji i występy osób działających wspólnie, które mają cudowny wygląd, o którym, gdy jest znany, nie myśli się w ogóle. Poza tym istnieją mechaniczne i optyczne oszustwa. W Paryżu odbywa się obecnie wystawa duchów lub widm, która, choć nie jest narzucana widzom jako fakt, ma zdumiewający wygląd. Ponieważ zatem nie wiemy, jak daleko sięga natura ani sztuka, nie ma żadnego jednoznacznego kryterium, które pozwoliłoby określić, czym jest cud, a ludzkość, przypisując pozorom wiarę w istnienie cudów, jest poddawana nieustannemu narzucaniu.

Ponieważ pozory mogą mylić, a rzeczy nierealne są bardzo podobne do rzeczy rzeczywistych, nic nie może być bardziej niespójne niż przypuszczenie, że Wszechmogący mógłby użyć środków zwanych cudami, które mogłyby narazić osobę dokonującą cudów na podejrzenie oszusta, osobę opowiadającą cuda na podejrzenie kłamstwa, a doktrynę, która miałaby być w ten sposób wspierana, na podejrzenie, że jest zmyślona.

Ze wszystkich sposobów dowodzenia, jakie kiedykolwiek wymyślono, by przekonać do wiary w jakikolwiek system lub pogląd, któremu nadano miano religii, cud, niezależnie od tego, jak skuteczne by ono nie było, jest najbardziej niespójny. Po pierwsze bowiem, ilekroć ucieka się do dowodów w celu przekonania o tej wierze (bo cud, niezależnie od znaczenia tego słowa, jest widowiskiem), sugeruje to ułomność lub słabość głoszonej doktryny. Po drugie, degraduje to Wszechmogącego do roli showmana, płatając figle, by rozbawić i wprawić ludzi w zdumienie. Jest to również najbardziej niejednoznaczny rodzaj dowodu, jaki można przedstawić; wiara bowiem nie ma zależeć od rzeczy zwanej cudem, lecz od wiarygodności osoby, która twierdzi, że ją widziała; a zatem, gdyby była prawdziwa, nie miałaby większych szans na uwierzenie niż gdyby była kłamstwem.

Przypuśćmy, że powiedziałbym, iż kiedy usiadłem, by napisać tę książkę, jakaś ręka wysunęła się w powietrze, chwyciła pióro i napisała każde słowo, które tu zapisano; czy ktokolwiek by mi uwierzył? Z pewnością nie. Czy uwierzyłby mi choć odrobinę bardziej, gdyby to było faktem? Z pewnością nie. Skoro zatem prawdziwy cud, gdyby się zdarzył, spotkałby ten sam los co fałsz, tym większa jest niespójność w przypuszczeniu, że Wszechmogący użyłby środków, które nie odpowiadałyby celowi, dla którego zostały przeznaczone, nawet gdyby były prawdziwe.

Jeśli założymy, że cud jest czymś tak całkowicie wykraczającym poza to, co nazywamy naturą, że musi ona zboczyć z tego toru, aby go dokonać, i zobaczymy relację o takim cudzie złożoną przez osobę, która twierdziła, że ​​go widziała, to w umyśle pojawia się pytanie, które bardzo łatwo rozstrzygnąć: czy bardziej prawdopodobne jest, że natura zboczyła ze swojego toru, czy że człowiek skłamał? Nigdy w naszych czasach nie widzieliśmy, aby natura zboczyła ze swojego toru; mamy jednak powody, by sądzić, że w tym samym czasie padły miliony kłamstw; zatem co najmniej w stosunku jeden do milionów jest tak, że osoba opowiadająca o cudzie skłamie.

Historia o wielorybie połknięciu Jonasza, choć wieloryb jest wystarczająco duży, by to uczynić, graniczy z cudem; ale byłaby bliższa idei cudu, gdyby Jonasz połknął wieloryba. W tym, co może być trafne w przypadku wszystkich cudów, sprawa rozstrzygnęłaby się sama, jak wspomniano wcześniej, mianowicie, czy człowiek powinien połknąć wieloryba, czy skłamać?

Załóżmy jednak, że Jonasz rzeczywiście połknął wieloryba i udał się z nim w brzuchu do Niniwy, a następnie, aby przekonać ludzi o prawdziwości jego słów, wyrzucił go na ich oczach, o długości i rozmiarach wieloryba, czyż nie uwierzyliby, że to diabeł, a nie prorok? Albo, gdyby wieloryb zaniósł Jonasza do Niniwy i wyrzucił go w ten sam publiczny sposób, czyż nie uwierzyliby, że wieloryb to diabeł, a Jonasz jeden z jego diabłów?

Najbardziej niezwykłym ze wszystkich cudów zwanych cudami, opisanych w Nowym Testamencie, jest ten o diabeł, który uleciał z Jezusem Chrystusem i uniósł go na szczyt wysokiej góry, na szczyt najwyższego szczytu świątyni, gdzie pokazał mu i obiecał wszystkie królestwa świata. Jak to się stało, że nie odkrył Ameryki? A może Jego Wysokość interesuje się tylko królestwami?

Mam zbyt wielki szacunek dla moralnego charakteru Chrystusa, by wierzyć, że sam opowiedział ten wielorybi cud; niełatwo też wytłumaczyć, w jakim celu mógł on zostać sfabrykowany, chyba że chodziło o narzucenie go znawcom drobniaków królowej Anny oraz kolekcjonerom relikwii i antyków; albo o ośmieszenie wiary w cuda, przebijając cuda, tak jak Don Kichot przebijał rycerskość; albo o zakwestionowanie wiary w cuda, podając w wątpliwość, jaką mocą, czy to Bożą, czy diabelską, dokonało się coś, co nazywa się cudem. Wymaga to jednak wielkiej wiary w diabła, by uwierzyć w ten cud.
WYŁĄCZ TELEWIZOR - WŁĄCZ MYŚLENIE

RN
Posty: 7515
Rejestracja: 25 paź 2013, 19:49
Lokalizacja: Ziemia Łódzka

Re: DEIZM

Post autor: RN »

WIEK ROZUMU, CZĘŚĆ PIERWSZA, SEKCJA 15.

Z każdego punktu widzenia, w którym można umieścić i rozważyć te rzeczy zwane cudami, ich rzeczywistość jest nieprawdopodobna, a ich istnienie zbędne. Nie służyłyby one, jak wcześniej zauważono, żadnemu pożytecznemu celowi, nawet gdyby były prawdziwe; trudniej bowiem uwierzyć w cud niż w zasadę ewidentnie moralną bez cudu. Zasada moralna przemawia powszechnie sama za siebie. Cud może być jedynie rzeczą chwilową i widzianą tylko przez nielicznych; po tym, aby uwierzyć w cud na podstawie relacji człowieka, konieczne jest przeniesienie wiary z Boga na człowieka. Zamiast zatem uznawać opowieści o cudach za dowód prawdziwości jakiegokolwiek systemu religijnego, należy je traktować jako symptomy jego baśniowości. Dla pełnego i prawego charakteru prawdy konieczne jest, aby odrzuciła ona podporę, a zgodne z charakterem baśni jest poszukiwanie pomocy, którą prawda odrzuca. Tyle o tajemnicy i cudzie.
Tak jak tajemnica i cud zawładnęły przeszłością i teraźniejszością, tak proroctwo zawładnęło przyszłością i zaokrągliło czas wiary. Nie wystarczyło wiedzieć, co się stało, ale co się stanie. Domniemany prorok był rzekomym historykiem czasów przyszłych; a jeśli zdarzyło mu się, strzelając z długiego, tysiącletniego łuku, trafić w cel oddalony o tysiąc mil, pomysłowość potomności mogła to zrobić z bliska; a jeśli zdarzyło mu się pomylić, to tylko przypuszczać, jak w przypadku Jonasza i Niniwy, że Bóg pożałował i zmienił zdanie. Jakimż głupcem czynią z człowieka te bajeczne systemy!

W poprzedniej części tej pracy wykazano, że pierwotne znaczenie słów „prorok” i „prorokowanie” uległo zmianie, a „prorok”, w obecnym znaczeniu tego słowa, jest tworem współczesnego wynalazku; i to właśnie z powodu tej zmiany znaczenia słów, loterie i metafory żydowskich poetów, a także zwroty i wyrażenia, które stały się niejasne z powodu braku znajomości lokalnych okoliczności, do których się odnosiły w czasie ich używania, zostały przekształcone w proroctwa i naginane do woli i kapryśnych konceptów sekciarzy, interpretatorów i komentatorów. Wszystko, co niezrozumiałe, było prorocze, a wszystko, co nieistotne, było typowe. Błąd byłby proroctwem, a szmatka do naczyń typem.

Jeśli za proroka mamy uznać człowieka, któremu Wszechmogący zakomunikował jakieś wydarzenie, które miało nastąpić w przyszłości, to albo tacy ludzie istnieli, albo nie. Gdyby istnieli, logiczne jest założenie, że zakomunikowane w ten sposób wydarzenie zostałoby opowiedziane w sposób zrozumiały, a nie w sposób tak luźny i niejasny, że byłby niezrozumiały dla tych, którzy go słuchali, i tak niejednoznaczny, że pasowałby do niemal każdej sytuacji, która może się wydarzyć później. Przypuszczenie, że Wszechmogący potraktowałby ludzkość w ten żartobliwy sposób, jest bardzo lekceważące, a przecież wszystkie rzeczy zwane proroctwami w księdze zwanej Biblią mieszczą się w tym opisie.

Ale z proroctwem jest jak z cudem; nie mogłoby ono spełnić celu, nawet gdyby było prawdziwe. Ci, którym przepowiedziano proroctwo, nie byliby w stanie stwierdzić, czy dany człowiek prorokował, czy kłamał, czy zostało mu ono objawione, czy też zmyślił je; a jeśli to, co prorokował lub zamierzał przepowiedzieć, miało się wydarzyć, lub coś podobnego, wśród mnóstwa codziennych zdarzeń, nikt nie mógłby wiedzieć, czy przewidział to, czy się domyślił, czy też było to przypadkowe. Prorok jest zatem postacią bezużyteczną i niepotrzebną; a bezpieczną stroną tej sytuacji jest wystrzeganie się narzucania się poprzez nieuznawanie takich relacji.

Ogólnie rzecz biorąc, tajemnica, cud i proroctwo to dodatki do baśni, a nie do prawdziwej religii. To dzięki nim tak wiele „Lo, heres!” i „Lo, theres!” rozprzestrzeniło się po świecie, a religia stała się handlem. Sukces jednego oszusta dodawał otuchy innemu, a kojąca salwa czynienia dobra poprzez podtrzymywanie pobożnego oszustwa chroniła ich przed wyrzutami sumienia.

Rozwijając teraz temat znacznie bardziej, niż zamierzałem na początku, zakończę go poprzez streszczenie całości.

Po pierwsze – że idea lub wiara w istnienie słowa Bożego w druku, piśmie czy mowie jest sama w sobie niespójna z powodów już podanych. Powodami tymi, wśród wielu innych, są: brak uniwersalnego języka; zmienność języka; błędy, na które narażone są tłumaczenia; możliwość całkowitego usunięcia takiego słowa; prawdopodobieństwo jego zmiany lub stworzenia całości i narzucenia go światu.

Po drugie – Stworzenie, które oglądamy, jest prawdziwym i wiecznie istniejącym słowem Boga, którym nie możemy się zwieść. Głosi ono Jego moc, ukazuje Jego mądrość, objawia Jego dobroć i dobroć.

Po trzecie – że moralny obowiązek człowieka polega na naśladowaniu moralnej dobroci i dobroci Boga, objawionych w stworzeniu wobec wszystkich Jego stworzeń. Że widząc, jak czynimy to na co dzień, dobroć Boga wobec wszystkich ludzi, jest to przykład wzywający wszystkich ludzi do praktykowania tego samego wobec siebie nawzajem; a w konsekwencji, że wszelkie prześladowania i zemsty między ludźmi, a także wszelkie okrucieństwo wobec zwierząt, jest pogwałceniem moralnego obowiązku.

Nie martwię się o sposób przyszłego istnienia. Zadowalam się wiarą, nawet z niezachwianym przekonaniem, że Moc, która dała mi istnienie, jest w stanie je kontynuować w dowolnej formie i na dowolny sposób, czy to z tym ciałem, czy bez niego; i wydaje mi się bardziej prawdopodobne, że będę istniał dalej, niż że istniałbym, tak jak teraz, zanim to istnienie się zaczęło.

Pewne jest, że w jednym punkcie wszystkie narody ziemi i wszystkie religie są zgodne – wszystkie wierzą w Boga; to, w czym się nie zgadzają, to zbędne elementy tej wiary; dlatego też, jeśli kiedykolwiek zwycięży religia uniwersalna, stanie się to nie poprzez wiarę w coś nowego, ale poprzez pozbycie się zbędnych elementów i wiarę w to, w co człowiek wierzył na początku. Adam, jeśli kiedykolwiek istniał taki człowiek, został stworzony jako deista; tymczasem jednak niech każdy człowiek, jak ma do tego prawo, wyznaje religię i kult, który preferuje.

KONIEC PIERWSZEJ CZĘŚCI.
WYŁĄCZ TELEWIZOR - WŁĄCZ MYŚLENIE

RN
Posty: 7515
Rejestracja: 25 paź 2013, 19:49
Lokalizacja: Ziemia Łódzka

Re: DEIZM

Post autor: RN »



THOMAS PAINE.
PRZEDMOWA DO CZĘŚCI II.


Wspomniałem w poprzedniej części „Epoki Rozumu”, że od dawna zamierzałem opublikować moje myśli o religii; ale pierwotnie odłożyłem to na późniejszy okres życia, zamierzając, by było to ostatnie dzieło, jakie podejmę. Okoliczności, jakie istniały we Francji pod koniec 1793 roku, skłoniły mnie jednak do nieodkładania tego dłużej. Odstąpiłem od sprawiedliwych i humanitarnych zasad rewolucji, które filozofia jako pierwsza rozpowszechniła. Idea, zawsze niebezpieczna dla społeczeństwa, tak jak uwłaczająca Wszechmogącemu, że księża mogą odpuszczać grzechy, choć zdawała się już nie istnieć, stępiła uczucia człowieczeństwa i przygotowała ludzi do popełniania wszelkiego rodzaju przestępstw. Nietolerancyjny duch prześladowań Kościoła przeniósł się do polityki; trybunał nazwany rewolucyjnym zastąpił inkwizycję; a gilotyna i stos przewyższyły ogień i chrust Kościoła. Widziałem, jak wielu moich najbliższych przyjaciół zostało zniszczonych, innych codziennie zabrano do więzienia, i miałem powody sądzić (o czym zresztą miałem przeczucie), że i mnie grozi to samo niebezpieczeństwo.

W tych niekorzystnych warunkach rozpocząłem pierwszą część Wieku Rozumu; nie miałem zresztą ani Biblii, ani Testamentu, do których mógłbym się odwołać, chociaż pisałem przeciwko obu; nie mogłem też ich zdobyć: pomimo tego stworzyłem dzieło, którego żaden wierzący w Biblię, nawet piszący w spokoju i dysponujący biblioteką książek kościelnych na swój temat, nie może obalić.

Pod koniec grudnia tego roku złożono i przyjęto wniosek o wykluczenie cudzoziemców z konwentu. Uczestniczyło w nim tylko dwóch: Anacharsis Cloots i ja; i zauważyłem, że Bourdon de l'Oise w swoim przemówieniu na temat tego wniosku zwrócił na mnie szczególną uwagę.

Po tym, uznawszy, że mam zaledwie kilka dni wolności, usiadłem i dokończyłem pracę tak szybko, jak to możliwe; i nie ukończyłem jej w stanie, w jakim się od tego czasu znajdowała, nie minęło nawet sześć godzin, gdy około trzeciej nad ranem pojawił się strażnik z rozkazem podpisanym przez dwa Komitety Bezpieczeństwa Publicznego i Generalnego Poręczyciela, nakazującym aresztowanie mnie jako cudzoziemca, i przewiezienie mnie do więzienia w Luksemburgu. Po drodze udało mi się odwiedzić Joela Barlowa i powierzyłem mu rękopis dzieła: był on bezpieczniejszy niż w moim posiadaniu w więzieniu; nie wiedząc, jaki los spotka we Francji autora ani dzieło, zaadresowałem je pod opiekę obywateli Stanów Zjednoczonych.

Słusznie stwierdzam, że strażnik, który wykonał ten rozkaz, oraz tłumacz Komisji Poręczeń Generalnych, który towarzyszył im w badaniu moich dokumentów, traktowali mnie nie tylko uprzejmie, ale i z szacunkiem. Strażnik Luksemburga, Bennoit, człowiek o dobrym sercu, okazał mi wszelką możliwą przyjaźń, podobnie jak cała jego rodzina, dopóki przebywał na tym posterunku. Został stamtąd usunięty, aresztowany i doprowadzony przed trybunał pod złośliwym oskarżeniem, ale uniewinniony.

Po około trzech tygodniach mojego pobytu w Luksemburgu, Amerykanie przebywający wówczas w Paryżu zgłosili się do konwencji, aby odzyskać mnie jako swojego rodaka i przyjaciela; jednak prezes Vadier, który był również przewodniczącym Komitetu Generalnych Poręczycieli i podpisał rozkaz mojego aresztowania, odpowiedział, że urodziłem się w Anglii. Od tamtej pory nie miałem już żadnych wieści od nikogo z więzienia aż do upadku Robespierre’a, 9 termidora – 27 lipca 1794 roku.

Około dwa miesiące przed tym wydarzeniem dopadła mnie gorączka, która w swoim przebiegu miała wszelkie objawy zbliżającej się śmierci, a po której skutkach nie wyzdrowiałem. Wtedy właśnie z nową satysfakcją przypomniałem sobie i szczerze pogratulowałem sobie napisania pierwszej części „Wieku Rozumu”. Miałem wówczas niewielkie szanse na przeżycie, podobnie jak moi bliscy. Wiem zatem z doświadczenia, jak skrupulatnie walczę z własnymi zasadami.

Byłem wówczas z trzema towarzyszami broni: Josephem Vanhuele z Brugii, Charlesem Bastinim i Michaelem Rubynsem z Lowanium. Nieustającą i troskliwą uwagę, jaką ci trzej przyjaciele poświęcali mi w dzień i w nocy, wspominam z wdzięcznością i z przyjemnością wspominam. Tak się złożyło, że lekarz (dr Graham) i chirurg (pan Bond), członkowie świty generała O’Hary, przebywali wówczas w Luksemburgu. Nie pytam siebie, czy będzie im wygodnie, jako ludziom pod rządami angielskimi, wyrazić im moją wdzięczność, ale miałbym sobie za złe, gdybym tego nie zrobił; a także lekarzowi z Luksemburga, dr Markoskiemu.

Mam pewne powody, by sądzić, bo nie mogę znaleźć żadnej innej przyczyny, że to właśnie ta choroba mnie uratowała. Wśród dokumentów Robespierre’a, które zostały zbadane i przedstawione Konwentowi przez Komitet Deputowanych, znajduje się notatka sporządzona odręcznie przez Robespierre’a, o następującej treści:

„Zażądaj que Thomas Paine soit decrete d'accusation, pour l'interet de l'Amerique autant que de la France”.

Żądać wydania dekretu oskarżycielskiego przeciwko Thomasowi Paine'owi, w interesie Ameryki, a także Francji.

Nie wiem, jaka była przyczyna, że ​​zamiar nie został zrealizowany, i nie mogę tego sam ustalić, dlatego uważam to za niemożliwe z powodu tej choroby.

Konwencja, aby naprawić, na ile to było w jej mocy, niesprawiedliwość, której doznałem, publicznie i jednogłośnie zaprosiła mnie do powrotu do Konwencji, na co przystałem, aby pokazać, że jestem w stanie znieść krzywdę, nie dopuszczając do tego, by zaszkodziła ona moim zasadom i usposobieniu. Nie dlatego, że słuszne zasady zostały naruszone, należy je porzucić.

Od czasu, gdy odzyskałem wolność, widziałem kilka publikacji, napisanych – niektóre w Ameryce, a niektóre w Anglii – jako odpowiedzi na pierwszą część Wieku Rozumu. Jeśli autorzy tych publikacji mogą się przy tym rozerwać, nie będę im przerywał. Mogą pisać przeciwko dziełu i przeciwko mnie, ile tylko zechcą; oddają mi więcej przysługi, niż zamierzali, i nie mogę mieć nic przeciwko temu, że piszą dalej. Przekonają się jednak, że po tej drugiej części, nawet jeśli nie jest ona napisana jako odpowiedź na nich, muszą wrócić do swojej pracy i znów snuć pajęczynę. Pierwsza została przypadkowo odrzucona.

Przekonają się teraz, że zaopatrzyłem się w Biblię i Testament; i mogę też powiedzieć, że okazały się one o wiele gorsze, niż przypuszczałem. Jeśli popełniłem jakiś błąd w poprzedniej epoce Wieku Rozumu, to dlatego, że wypowiadałem się o niektórych fragmentach tych ksiąg lepiej, niż na to zasługiwały.

Zauważam, że wszyscy moi przeciwnicy w mniejszym lub większym stopniu odwołują się do tego, co nazywają dowodami biblijnymi i autorytetem biblijnym, aby im pomóc. Są tak słabi w tym temacie, że mieszają spór o autentyczność ze sporem o doktryny; poprawię ich jednak, że jeśli będą skłonni pisać dalej, będą wiedzieć, od czego zacząć.

THOMAS PAINE.

Październik 1795
WYŁĄCZ TELEWIZOR - WŁĄCZ MYŚLENIE

RN
Posty: 7515
Rejestracja: 25 paź 2013, 19:49
Lokalizacja: Ziemia Łódzka

Re: DEIZM

Post autor: RN »

WIEK ROZUMU, CZĘŚĆ 2, SEKCJA 2



Często powtarza się, że na podstawie Biblii można udowodnić wszystko, ale zanim cokolwiek zostanie uznane za udowodnione przez Biblię, trzeba udowodnić, że sama Biblia jest prawdziwa. Jeśli bowiem Biblia nie jest prawdziwa lub jej prawdziwość budzi wątpliwości, traci autorytet i nie może być uznana za dowód czegokolwiek.
Praktyką wszystkich chrześcijańskich komentatorów Biblii, a także wszystkich chrześcijańskich księży i ​​kaznodziejów, było narzucanie światu Biblii jako zbioru prawdy i słowa Bożego. Spierali się, kłócili i wzajemnie przeklinali w kwestii domniemanego znaczenia poszczególnych jej części i fragmentów. Jeden twierdził i upierał się, że dany fragment oznacza coś takiego; inny, że oznacza coś zupełnie przeciwnego; trzeci, że nie oznacza ani jednego, ani drugiego, ale coś innego. Nazywali to rozumieniem Biblii.

Tak się złożyło, że wszystkie odpowiedzi, jakie widziałem na pytania dotyczące dawnej epoki rozumu, zostały napisane przez księży. Ci pobożni ludzie, podobnie jak ich poprzednicy, spierają się, kłócą i udają, że rozumieją Biblię. Każdy rozumie ją inaczej, ale każdy rozumie ją najlepiej. Nie zgodzili się w niczym poza tym, że powiedzieli swoim czytelnikom, iż Thomas Paine jej nie rozumie.

Zamiast tracić czas i wdawać się w zaciekłe dyskusje na temat doktrynalnych punktów zaczerpniętych z Biblii, ci ludzie powinni wiedzieć (a jeśli nie wiedzą, to grzecznie będzie ich poinformować), że pierwszą rzeczą, którą należy ustalić, jest to, czy istnieje wystarczający autorytet, aby uwierzyć, że Biblia jest słowem Boga, czy też nie.

W tej księdze są sprawy, o których mówi się, że zostały dokonane z wyraźnego rozkazu Boga, które są tak szokujące dla ludzkości i dla każdego pojęcia sprawiedliwości moralnej, jak wszystko, co uczynił Robespierre, Carrier, Joseph le Bon we Francji, rząd angielski w Indiach Wschodnich lub jakikolwiek inny zabójca w czasach nowożytnych. Kiedy czytamy w księgach przypisywanych Mojżeszowi, Jozuemu itd., że oni (Izraelici) podstępem napadli na całe narody, które, jak pokazuje sama historia, nie wyrządziły im żadnej krzywdy; że wymordowali wszystkie te narody mieczem; że nie oszczędzili ani wieku, ani dzieciństwa; że całkowicie zniszczyli mężczyzn, kobiety i dzieci; że nie pozostawili ani jednej duszy do oddychania — wyrażenia, które powtarzają się w tych księgach wielokrotnie, i to z triumfującą zaciekłością — czy jesteśmy pewni, że te rzeczy są faktami? czy jesteśmy pewni, że Stwórca człowieka zlecił dokonanie tych rzeczy? i czy jesteśmy pewni, że księgi, które nam to mówią, zostały napisane z Jego upoważnienia?

Nie starożytność opowieści jest dowodem jej prawdziwości; wręcz przeciwnie, jest symptomem jej baśniowości; im bowiem starożytniejsza wydaje się być historia, tym bardziej przypomina baśń. Pochodzenie każdego narodu jest ukryte w baśniowej tradycji, a pochodzenie Żydów jest równie podejrzane, jak każdego innego. Oskarżanie Wszechmogącego o popełnienie czynów, które ze swej natury i zgodnie z wszelkimi zasadami moralnej sprawiedliwości są zbrodniami, tak jak każde zabójstwo, a zwłaszcza zabójstwo niemowląt, jest kwestią poważnego niepokoju. Biblia mówi nam, że zabójstwa te zostały dokonane z wyraźnego rozkazu Boga. Aby zatem uwierzyć w prawdziwość Biblii, musimy nie wierzyć w całą naszą wiarę w moralną sprawiedliwość Boga; bo gdzież płaczące lub uśmiechające się niemowlęta mogłyby obrazić? A aby czytać Biblię bez przerażenia, musimy zniszczyć wszystko, co jest czułe, współczujące i dobroczynne w sercu człowieka. Mówiąc za siebie, gdybym nie miał żadnego innego dowodu na to, że Biblia jest cudowna, poza ofiarą, którą muszę ponieść, aby uwierzyć, że jest prawdziwa, to już samo to wystarczyłoby, aby wpłynąć na mój wybór.

Ale oprócz wszystkich dowodów moralnych przeciwko Biblii, w toku tej pracy przedstawię także inne dowody, których nawet ksiądz nie może zaprzeczyć, i na ich podstawie wykażę, że Biblii nie można uznać za słowo Boże.

Zanim jednak przejdę do tej analizy, pokażę, w jaki sposób Biblia różni się od wszystkich innych starożytnych pism pod względem charakteru dowodów niezbędnych do ustalenia jej autentyczności; jest to tym bardziej właściwe, że zwolennicy Biblii, w swoich odpowiedziach na pytania zadane przez pierwszą część Wieku Rozumu, zobowiązują się twierdzić, i kładą na to nacisk, że autentyczność Biblii jest tak samo dobrze ustalona, ​​jak autentyczność każdej innej starożytnej księgi; jak gdyby nasza wiara w jedną mogła stać się regułą dla naszej wiary w drugą.

Znam jednak tylko jedną starożytną księgę, która autorytatywnie podważa powszechną zgodę i wiarę, a mianowicie „Elementy geometrii” Euklidesa*; powodem jest to, że jest to księga oczywistego dowodu, całkowicie niezależna od autora i wszystkiego, co dotyczy czasu, miejsca i okoliczności. Zawarte w tej księdze treści miałyby taki sam autorytet, jaki mają teraz, gdyby zostały napisane przez inną osobę, gdyby dzieło było anonimowe lub gdyby autor nigdy nie był znany; ponieważ identyczna pewność co do tego, kto był autorem, nie stanowi części naszej wiary w treści zawarte w tej księdze. Zupełnie inaczej jest jednak w przypadku ksiąg przypisywanych Mojżeszowi, Jozuemu, Samuelowi itd.; są to księgi świadectw i świadczą one o rzeczach z natury niewiarygodnych; a zatem cała nasza wiara w autentyczność tych ksiąg opiera się, po pierwsze, na pewności, że zostały napisane przez Mojżesza, Jozuego i Samuela; po drugie, na wiarygodności, jaką przypisujemy ich świadectwu. Możemy wierzyć w pierwsze, to znaczy, możemy wierzyć w pewność autorstwa, a jednak nie świadectwa; w ten sam sposób, w jaki możemy wierzyć, że pewna osoba złożyła zeznania w jakiejś sprawie, a jednak nie wierzyć dowodom, które złożyła. Lecz jeśli okaże się, że księgi przypisywane Mojżeszowi, Jozuemu i Samuelowi nie zostały napisane przez Mojżesza, Jozuego i Samuela, każda część autorytetu i autentyczności tych ksiąg znika natychmiast; nie może bowiem istnieć coś takiego jak sfałszowane lub zmyślone świadectwo; nie może też istnieć anonimowe świadectwo, zwłaszcza co do rzeczy naturalnie niewiarygodnych, takich jak rozmowa z Bogiem twarzą w twarz lub to, że słońce i księżyc zatrzymały się na rozkaz człowieka. Większa część innych starożytnych ksiąg to dzieła geniuszu; jakiego rodzaju są te przypisywane Homerowi, Platonowi, Arystotelesowi, Demostenesowi, Cyceronowi itd. Tutaj również autor nie jest istotny w uznaniu, jakie przypisujemy któremukolwiek z tych dzieł, ponieważ jako dzieła geniuszu miałyby one tę samą wartość, jaką mają teraz, gdyby były anonimowe. Nikt nie wierzy, że opowieść trojańska, jak została opowiedziana przez Homera, jest prawdziwa — ponieważ podziwiany jest tylko poeta, a wartość poety pozostanie, choćby historia była bajkowa. Lecz jeśli nie wierzymy sprawom opowiadanym przez autorów Biblii (na przykład Mojżeszowi), tak jak nie wierzymy rzeczom opowiadanym przez Homera, nie pozostaje nic z Mojżesza w naszej ocenie, jak tylko oszust. Co do starożytnych historyków, od Herodota do Tacyta, wierzymy im o tyle, o ile opowiadają rzeczy prawdopodobne i wiarygodne, i nie dalej; Jeśli tak, musimy wierzyć, że dwa cuda, o których opowiada Tacyt, zostały dokonane przez Wespazjana – uzdrowienie chromego i niewidomego – w taki sam sposób, w jaki te same rzeczy opowiadają o Jezusie Chrystusie jego historycy. Musimy również wierzyć w cud cytowany przez Józefa Flawiusza, cud otwarcia się Morza Pamfilskiego, by przepuścić Aleksandra i jego armię.jak to opisano w Księdze Wyjścia o Morzu Czerwonym. Cuda te są równie dobrze uwierzytelnione, jak cuda biblijne, a jednak w nie nie wierzymy; w konsekwencji stopień dowodów niezbędnych do ugruntowania naszej wiary w rzeczy naturalnie niewiarygodne, czy to w Biblii, czy gdzie indziej, jest znacznie większy niż ten, który uzasadnia naszą wiarę w rzeczy naturalne i prawdopodobne; a zatem zwolennicy Biblii nie mogą rościć sobie prawa do naszej wiary w Biblię, ponieważ wierzymy w rzeczy stwierdzone w innych starożytnych pismach; ponieważ wierzymy w rzeczy stwierdzone w tych pismach nie dalej, niż są prawdopodobne i wiarygodne, lub dlatego, że są oczywiste same w sobie, jak Euklides.[uwaga] ; lub podziwiać ich, bo są eleganccy, jak Homer; lub aprobować ich, bo są stateczni, jak Platon, lub rozsądni, jak Arystoteles.
WYŁĄCZ TELEWIZOR - WŁĄCZ MYŚLENIE

RN
Posty: 7515
Rejestracja: 25 paź 2013, 19:49
Lokalizacja: Ziemia Łódzka

Re: DEIZM

Post autor: RN »

WIEK ROZUMU, CZĘŚĆ 2, SEKCJA 3

Po przedstawieniu tych założeń, przystępuję do badania autentyczności Biblii i zaczynam od tak zwanych pięciu ksiąg Mojżesza: Rodzaju, Wyjścia, Kapłańskiej, Liczb i Powtórzonego Prawa. Moim zamiarem jest wykazanie, że księgi te są fałszywe i że Mojżesz nie jest ich autorem; a co więcej, że nie zostały napisane za czasów Mojżesza ani wcześniej niż kilkaset lat później; że są niczym innym jak próbą spisywania historii życia Mojżesza i czasów, w których rzekomo żył, a także czasów wcześniejszych, spisaną przez kilku bardzo ignoranckich i głupich pretendentów do autorstwa, kilkaset lat po śmierci Mojżesza, tak jak ludzie obecnie spisują historie wydarzeń, które wydarzyły się lub rzekomo wydarzyły się kilkaset lub kilka tysięcy lat temu.
Dowody, które przedstawię w tej sprawie, pochodzą z samych ksiąg i ograniczę się tylko do nich. Gdybym miał odwołać się do któregokolwiek ze starożytnych autorów, których zwolennicy Biblii nazywają bluźnierczymi, zakwestionowaliby oni ten autorytet, tak jak ja podważam ich autorytet; dlatego spotkam się z nimi na ich własnym gruncie i przeciwstawię im się ich własną bronią – Biblią.
Po pierwsze, nie ma żadnych niezbitych dowodów na to, że Mojżesz jest autorem tych ksiąg; a że jest autorem, jest to opinia całkowicie bezpodstawna, która rozpowszechniła się nie wiadomo jak. Styl i sposób, w jaki te księgi zostały napisane, nie dają podstaw do wiary, a nawet do przypuszczenia, że ​​zostały napisane przez Mojżesza, ponieważ jest to całkowicie styl i sposób innej osoby mówiącej o Mojżeszu. W Księdze Wyjścia, Księdze Kapłańskiej i Księdze Liczb (gdyż wszystko w Księdze Rodzaju jest przed czasami Mojżesza i nie ma w tym najmniejszej aluzji do niego), całość tych ksiąg, jak powiadam, jest w trzeciej osobie; zawsze jest: Pan powiedział do Mojżesza, albo Mojżesz powiedział do Pana, albo Mojżesz powiedział do ludu, albo lud powiedział do Mojżesza; i to jest styl i sposób, którego używają historycy, mówiąc o osobach, których życie i czyny opisują. Można powiedzieć, że człowiek może mówić o sobie w trzeciej osobie, a zatem można przypuszczać, że Mojżesz tak zrobił; ale przypuszczenie niczego nie dowodzi; a jeśli zwolennicy teorii, że to sam Mojżesz napisał te księgi, nie mają nic lepszego do zaoferowania poza przypuszczeniami, to równie dobrze mogą milczeć.

Ale przyznając gramatyczne prawo, że Mojżesz mógł mówić o sobie w trzeciej osobie, ponieważ każdy człowiek mógłby mówić o sobie w ten sposób, nie można przyjąć jako faktu w tych księgach, że to Mojżesz mówi, bez uczynienia Mojżesza prawdziwie śmiesznym i absurdalnym. Na przykład, Liczby, rozdz. xii, werset 3. Teraz człowiek Mojżesz był bardzo cichy, ponad wszystkich ludzi, którzy byli na powierzchni ziemi. Gdyby Mojżesz powiedział to o sobie, zamiast być najcichszym z ludzi, był jednym z najbardziej próżnych i aroganckich pyszałków; a zwolennicy tych ksiąg mogą teraz zająć którąkolwiek stronę chcą, ponieważ obie strony są im przeciwne; jeśli Mojżesz nie był autorem, księgi nie mają autorytetu; a jeśli był autorem, autor nie ma uznania, ponieważ chwalenie się ciszą jest przeciwieństwem ciszy i jest kłamstwem w uczuciu.

W Księdze Powtórzonego Prawa styl i sposób pisania wyraźniej niż w poprzednich księgach wskazują, że Mojżesz nie jest autorem. Zastosowany tu sposób jest dramatyczny; autor rozpoczyna temat krótką przemową wstępną, a następnie przedstawia Mojżesza w trakcie mówienia, a po tym, jak każe Mojżeszowi dokończyć swoją tyradę, sam (pisarz) powraca do swojej roli i mówi, aż ponownie przywołuje Mojżesza, a na koniec zamyka scenę opisem śmierci, pogrzebu i charakteru Mojżesza.

Taka wymiana zdań między mówcami pojawia się w tej księdze czterokrotnie. Od pierwszego wersetu pierwszego rozdziału do końca piątego wersetu przemawia pisarz. Następnie wprowadza Mojżesza, jakby wygłaszał on swoją tyradę, i tak jest do końca 40 wersetu czwartego rozdziału. W tym miejscu pisarz pomija Mojżesza i mówi historycznie o tym, co nastąpiło w wyniku tego, co Mojżesz, gdy żył, miał powiedzieć, a co pisarz dramatycznie przećwiczył.

Autor ponownie podejmuje temat w pierwszym wersecie piątego rozdziału, choć jedynie stwierdza, że ​​Mojżesz zwołał lud Izraela; następnie przedstawia Mojżesza jak poprzednio i kontynuuje jego wystąpienie, jakby w trakcie mówienia, aż do końca 26. rozdziału. Czyni to samo na początku 27. rozdziału; i kontynuuje Mojżesza, jakby w trakcie mówienia, aż do końca 28. rozdziału. W 29. rozdziale autor ponownie wypowiada się przez cały pierwszy werset i pierwszy wers drugiego wersetu, gdzie po raz ostatni przedstawia Mojżesza i kontynuuje go, jakby w trakcie mówienia, aż do końca 33. rozdziału.

Pisarz, zakończywszy teraz próbę Mojżesza, występuje i przemawia przez cały ostatni rozdział; zaczyna od powiedzenia czytelnikowi, że Mojżesz wszedł na szczyt Pisga; że stamtąd zobaczył ziemię, która (jak twierdzi pisarz) została obiecana Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi; że on, Mojżesz, umarł tam, w krainie Moabu, ale nikt nie wie o jego grobie aż do dnia dzisiejszego; to znaczy do czasów, w których żył pisarz, który napisał Księgę Powtórzonego Prawa. Pisarz następnie mówi nam, że Mojżesz miał 120 lat, gdy umarł – że jego oko nie było przyćmione, ani jego naturalna siła nie osłabła; i kończy, mówiąc, że nie powstał odtąd w Izraelu prorok taki jak Mojżesz, którego, jak twierdzi ten anonimowy pisarz, Pan znał twarzą w twarz.

Wykazawszy w ten sposób, o ile ma to zastosowanie, że Mojżesz nie był autorem tych ksiąg, poczyniwszy kilka uwag na temat nieścisłości autora Księgi Powtórzonego Prawa, przejdę do wykazania na podstawie dowodów historycznych i chronologicznych zawartych w tych księgach, że Mojżesz nie był, ponieważ nie mógł być, ich autorem, a co za tym idzie, że nie ma żadnego autorytetu, który by pozwalał sądzić, że nieludzkie i okropne rzezie mężczyzn, kobiet i dzieci, o których mowa w tych księgach, zostały dokonane, jak twierdzą te księgi, na rozkaz Boga. Obowiązkiem każdego prawdziwego deisty jest bronić moralnej sprawiedliwości Boga przed oszczerstwami Biblii.

Autor Księgi Powtórzonego Prawa, kimkolwiek był (nie jest to bowiem dzieło anonimowe), jest niejasny i zaprzecza sam sobie w opisie Mojżesza.

Po tym, jak Mojżesz wszedł na szczyt Pisga (i z żadnej relacji nie wynika, by kiedykolwiek zszedł), mówi nam, że Mojżesz umarł tam w krainie Moabu i że pochował go w dolinie w krainie Moabu; ale ponieważ nie ma precedensu dla zaimka „on”, nie sposób ustalić, kim był ten, który go pochował. Jeśli autor miał na myśli, że to on (Bóg) go pochował, skąd miałby to wiedzieć? I dlaczego my (czytelnicy) mielibyśmy mu wierzyć? Skoro nie wiemy, kim był autor, który nam to mówi, bo z pewnością Mojżesz sam nie mógł powiedzieć, gdzie został pochowany.

Autor mówi nam również, że nikt nie wie, gdzie znajduje się grób Mojżesza, aż do dziś, mając na myśli czasy, w których żył autor; skąd zatem miałby wiedzieć, że Mojżesz został pochowany w dolinie w krainie Moabu? Skoro bowiem autor żył długo po Mojżeszu, co wynika z użycia przez niego wyrażenia „do dziś”, oznaczającego długi czas po śmierci Mojżesza, z pewnością nie był obecny na jego pogrzebie; z drugiej strony, niemożliwe jest, aby sam Mojżesz mógł powiedzieć, że nikt nie wie, gdzie znajduje się grób, aż do dziś. Uczynienie Mojżesza mówcą byłoby ulepszeniem zabawy dziecka, które ukrywa się i krzyczy: „Nikt mnie nie znajdzie; nikt nie może znaleźć Mojżesza!”.

Autor nigdzie nie wyjaśnił, w jaki sposób doszedł do mów, które włożył w usta Mojżesza, i dlatego mamy prawo wnioskować, że albo sam je ułożył, albo spisał z tradycji ustnej. Jedno z tych dwóch jest bardziej prawdopodobne, ponieważ w rozdziale piątym podał on tablicę przykazań, w której to zwane czwartym przykazaniem różni się od czwartego przykazania z rozdziału dwudziestego Księgi Wyjścia. W Księdze Wyjścia powód przestrzegania siódmego dnia brzmi: „ponieważ (jak głosi przykazanie) Bóg stworzył niebo i ziemię w ciągu sześciu dni, a siódmego dnia odpoczął”, natomiast w Księdze Powtórzonego Prawa powód jest taki, że był to dzień, w którym Izraelici wyszli z Egiptu, a zatem, jak głosi to przykazanie, Pan, Bóg twój, nakazał ci przestrzegać dnia szabatu. Nie ma tu wzmianki o stworzeniu ani o wyjściu z Egiptu. W tej księdze znajduje się również wiele rzeczy podanych jako prawa Mojżesza, których nie ma w żadnej innej księdze; wśród nich jest to nieludzkie i brutalne prawo, rozdział XXI, wersety 18, 19, 20 i 21, które upoważnia rodziców, ojca i matkę, do przyprowadzania własnych dzieci na ukamienowanie za to, co z przyjemnością nazywa się uporem. Ale kapłani zawsze lubili głosić Księgę Powtórzonego Prawa, ponieważ Księga Powtórzonego Prawa głosi dziesięciny; i to z tej księgi, rozdz. XXV, werset 4, wzięli frazę i zastosowali ją do dziesięciny, że nie będziesz zawiązywał pyska wołowi młócącemu; i aby to nie umknęło uwadze, zanotowali to w spisie treści na początku rozdziału, chociaż jest to tylko jeden werset, krótszy niż dwa wiersze. O, kapłani! kapłani! chcecie być porównani do wołu, ze względu na dziesięciny. Choć nie sposób jednoznacznie stwierdzić, kim był autor Księgi Powtórzonego Prawa, to jednak nietrudno ustalić jego tożsamość na drodze zawodowej – mianowicie, że był to jakiś żydowski kapłan, który żył, jak wykażę w dalszej części tej pracy, co najmniej trzysta pięćdziesiąt lat po czasach Mojżesza.

Przechodzę teraz do omówienia dowodów historycznych i chronologicznych. Chronologia, którą będę stosować, to chronologia biblijna, ponieważ nie zamierzam szukać dowodów w Biblii, lecz sprawić, by sama Biblia udowodniła, historycznie i chronologicznie, że Mojżesz nie jest autorem ksiąg mu przypisywanych. Dlatego też wypada poinformować czytelnika (przynajmniej takiego, który nie ma możliwości zapoznania się z nimi), że w większych Bibliach, a także w niektórych mniejszych, na marginesie każdej strony wydrukowano serię chronologii, aby pokazać, jak długo wydarzenia historyczne opisane na każdej stronie miały miejsce lub przypuszczalnie miały miejsce przed Chrystusem, a co za tym idzie, jaki był odstęp czasowy między jednym wydarzeniem historycznym a drugim.
WYŁĄCZ TELEWIZOR - WŁĄCZ MYŚLENIE

RN
Posty: 7515
Rejestracja: 25 paź 2013, 19:49
Lokalizacja: Ziemia Łódzka

Re: DEIZM

Post autor: RN »

Wiek Rozumu Thomasa Paine'a

WIEK ROZUMU, CZĘŚĆ II, SEKCJA 4.

Zaczynam od Księgi Rodzaju. W 14. rozdziale Księgi Rodzaju autor opisuje pojmanie Lota w bitwie czterech królów z pięcioma i uprowadzenie go; a kiedy relacja o pojmaniu Lota dotarła do Abrahama, uzbroił on całą swoją rodzinę i wyruszył, by uwolnić Lota z rąk porywaczy, po czym ścigał ich aż do Dan (w. 14).
Aby pokazać, w jaki sposób wyrażenie „ścigając ich do Dana” odnosi się do omawianego przypadku, odwołam się do dwóch okoliczności, jednej w Ameryce, drugiej we Francji. Miasto obecnie zwane Nowym Jorkiem w Ameryce pierwotnie nazywało się Nowy Amsterdam; a miasto we Francji, ostatnio zwane Havre Marat, wcześniej nazywało się Havre de Grace. Nowy Amsterdam został zmieniony na Nowy Jork w roku 1664; Havre de Grace na Havre Marat w roku 1793. Gdyby zatem znaleziono jakiekolwiek pismo, choćby bez daty, w którym wymieniono by nazwę Nowy Jork, byłby to pewny dowód, że takie połączenie nie mogło zostać napisane wcześniej, lecz musiało zostać napisane po zmianie Nowego Amsterdamu na Nowy Jork, a w konsekwencji nie wcześniej niż po roku 1664, a przynajmniej w trakcie tego roku. Podobnie, jakiekolwiek niedatowane pismo z nazwą Havre Marat stanowiłoby niewątpliwy dowód na to, że takie pismo musiało zostać napisane po tym, jak Havre de Grace stało się Havre Marat, a w konsekwencji nie wcześniej niż po roku 1793 lub co najmniej w trakcie tego roku.

Przechodzę teraz do omówienia tych przypadków i wykazania, że ​​miejsce takie jak Dan nie istniało aż do wielu lat po śmierci Mojżesza, a co za tym idzie, że Mojżesz nie mógł być autorem Księgi Rodzaju, gdzie znajduje się opis ich pościgu do Dana. Miejsce zwane Dan w Biblii było pierwotnie miastem pogan o nazwie Laisz; a kiedy plemię Dana zajęło to miasto, zmieniło jego nazwę na Dan, ku pamięci Dana, ojca tego plemienia i prawnuka Abrahama.

Aby to udowodnić, należy odwołać się do Księgi Rodzaju, do 18. rozdziału księgi zwanej Księgą Sędziów. Jest tam powiedziane (w. 27), że (Danici) przybyli do Laisz, do ludu spokojnego i bezpiecznego, i wybili go ostrzem miecza (Biblia jest pełna morderstw), i spalili miasto ogniem; zbudowali miasto (w. 28) i zamieszkali w nim, i nazwali je Dan, od imienia Dana, swojego ojca, choć pierwotnie miasto nazywało się Laisz.

Ta relacja o zajęciu Laisz przez Danitów i zmianie go na Dan znajduje się w Księdze Sędziów tuż po śmierci Sampsona. Śmierć Sampsona miała miejsce 1120 lat przed Chrystusem, a Mojżesza 1451 lat przed Chrystusem; dlatego też, zgodnie z zapisem historycznym, miejsce to nie zostało nazwane Dan aż do 331 lat po śmierci Mojżesza.

W Księdze Sędziów występuje uderzające pomieszanie historycznego i chronologicznego układu. Pięć ostatnich rozdziałów, tak jak występują w księdze, 17, 18, 19, 20, 21, jest umieszczonych chronologicznie przed wszystkimi poprzednimi rozdziałami; są one umieszczone 28 lat przed rozdziałem 16, 266 przed rozdziałem 15, 245 przed rozdziałem 13, 195 przed rozdziałem 9, 90 przed rozdziałem 4 i 15 lat przed rozdziałem 1. To pokazuje niepewny i bajeczny stan Biblii. Zgodnie z układem chronologicznym, zdobycie Laisz i nadanie mu nazwy Dan ma miejsce 20 lat po śmierci Jozuego, który był następcą Mojżesza; a zgodnie z porządkiem historycznym, jaki występuje w księdze, ma to miejsce 306 lat po śmierci Jozuego i 331 lat po śmierci Mojżesza; ale oba wykluczają Mojżesza jako autora Księgi Rodzaju, ponieważ według obu stwierdzeń w czasach Mojżesza nie istniało takie miejsce jak Dan. Zatem autorem Księgi Rodzaju musiała być jakaś osoba, która żyła po tym, jak miasto Laisz zyskało nazwę Dan. Kim była ta osoba, nikt nie wie, a w konsekwencji Księga Rodzaju jest anonimowa i nieuzasadniona.

Przytoczę teraz kolejny punkt dowodu historycznego i chronologicznego i wykażę na jego podstawie, podobnie jak w poprzednim przypadku, że Mojżesz nie jest autorem Księgi Rodzaju.

W rozdziale 36 Księgi Rodzaju podana jest genealogia synów i potomków Ezawa, zwanych Edomitami, a także lista królów Edomu, wymieniona z imienia, podczas gdy w wersecie 31 powiedziano: „Oto królowie, którzy panowali w Edomie, zanim nad synami Izraela panował jakikolwiek król”.

Gdyby znaleziono jakiekolwiek niedatowane pisma, w których autor, mówiąc o przeszłych wydarzeniach, napisałby: Te rzeczy wydarzyły się, zanim odbył się jakikolwiek Kongres w Ameryce lub zanim odbyła się jakakolwiek Konwencja we Francji, byłoby to dowodem, że takie pismo nie mogło zostać napisane przed, lecz mogło zostać napisane dopiero po Kongresie w Ameryce lub Konwencji we Francji, w zależności od przypadku; a w konsekwencji, że nie mogło zostać napisane przez osobę, która zmarła przed Kongresem w jednym kraju lub Konwencją w drugim.

Nic nie zdarza się częściej, zarówno w historii, jak i w konwersacji, niż odwoływanie się do faktu w kontekście daty; jest to najbardziej naturalne, po pierwsze, ponieważ fakt utrwala się w pamięci lepiej niż data; po drugie, ponieważ fakt zawiera datę i służy do wywołania dwóch idei jednocześnie; a ten sposób mówienia o okolicznościach implikuje równie jednoznacznie, że wspomniany fakt jest przeszły, jak gdyby został tak wyrażony. Kiedy ktoś, mówiąc o jakiejkolwiek sprawie, mówi: „To było zanim się ożeniłem, albo zanim urodził się mój syn, albo zanim pojechałem do Ameryki, albo zanim pojechałem do Francji”, jest to absolutnie zrozumiałe i ma być rozumiane w ten sposób, że się ożenił, że miał syna, że ​​był w Ameryce lub we Francji. Język nie pozwala na użycie tego sposobu wyrażania w żadnym innym znaczeniu; a kiedykolwiek takie wyrażenie się gdziekolwiek znajdzie, można je zrozumieć tylko w sensie, w jakim tylko mogło zostać użyte.

Zatem cytowany przeze mnie fragment – ​​„Oto królowie, którzy panowali w Edomie, zanim jeszcze królował nad Izraelitami” – mógł zostać napisany jedynie po tym, jak pierwszy król zaczął nad nimi panować; a co za tym idzie, Księga Rodzaju, daleka od napisania przez Mojżesza, nie mogła powstać przed czasami Saula. Taki jest pozytywny sens tego fragmentu; ale wyrażenie „dowolny król” sugeruje więcej niż jednego króla, a przynajmniej dwóch, co prowadzi do czasów Dawida; a jeśli potraktować je w sensie ogólnym, to odnosi się do całego okresu monarchii żydowskiej.

Gdybyśmy natknęli się na ten werset w jakiejkolwiek części Biblii, która rzekomo powstała po rozpoczęciu panowania królów w Izraelu, nie sposób byłoby nie dostrzec jego zastosowania. Tak się składa, że ​​tak właśnie jest; dwie księgi Kronik, które przedstawiają historię wszystkich królów Izraela, zostały rzekomo, a także faktycznie, napisane po ustanowieniu monarchii żydowskiej; a ten werset, który zacytowałem, i wszystkie pozostałe wersety 36. rozdziału Księgi Rodzaju, są dosłownie powtórzone w pierwszym rozdziale Kronik, począwszy od wersetu 43.

Autor Kronik konsekwentnie mógł powiedzieć, jak stwierdził w 1 Kronik, rozdz. 1, werset 43: Oto królowie, którzy panowali w krainie Edomu, zanim jakikolwiek król panował nad synami Izraela, ponieważ zamierzał podać i podał listę królów, którzy panowali w Izraelu. Ponieważ jednak niemożliwe jest, aby to samo wyrażenie zostało użyte przed tym okresem, jest tak pewne, jak wszystko, co można udowodnić na podstawie języka historycznego, że ta część Księgi Rodzaju pochodzi z Księgi Kronik i że Księga Rodzaju nie jest tak stara jak Księgi Kronik, a prawdopodobnie nie jest tak stara jak Księga Homera lub Bajki Ezopa, przyznając, że Homer był, jak podają tablice chronologiczne, współczesny Dawidowi lub Salomonowi, a Ezop żył mniej więcej pod koniec monarchii żydowskiej.

Usuń z Księgi Rodzaju przekonanie, że Mojżesz był autorem, na którym opiera się jedynie dziwaczne przekonanie, że jest to słowo Boże, a z Księgi Rodzaju pozostanie jedynie anonimowa księga opowieści, baśni i tradycyjnych lub zmyślonych absurdów, a nawet jawnych kłamstw. Historia Ewy i węża oraz Noego i jego arki spada do poziomu opowieści arabskich, nie mając waloru rozrywki; a opowieść o ludziach żyjących osiemset i dziewięćset lat staje się niczym bajeczna nieśmiertelność gigantów mitologii.

Poza tym, charakter Mojżesza, opisany w Biblii, jest najstraszniejszy, jaki można sobie wyobrazić. Jeśli te relacje są prawdziwe, to on był nędznikiem, który pierwszy wszczął i prowadził wojny z powodu lub pod pretekstem religii; i pod tą maską, lub pod tym zaślepieniem, dopuścił się najbardziej nieporównywalnych okrucieństw, jakie można znaleźć w historii jakiegokolwiek narodu, z których przytoczę tylko jeden przykład.

Kiedy armia żydowska powróciła z jednej ze swoich grabieżczych i morderczych wypraw, opis wydarzeń jest następujący: Księga Liczb, rozdz. xxxi, werset 13:

„Mojżesz i kapłan Eleazar, i wszyscy książęta zgromadzenia wyszli im naprzeciw poza obóz. Mojżesz rozgniewał się na dowódców wojska, na dowódców tysięcy i dowódców setek, którzy wrócili z bitwy. I rzekł do nich Mojżesz: Czyście wszystkie kobiety pozostawili przy życiu? Oto oni doprowadzili synów Izraela, przez [poprzez] [poprzez] [poprzez] dowódców, do [poprzez] .
WYŁĄCZ TELEWIZOR - WŁĄCZ MYŚLENIE

Nieziem
Posty: 1734
Rejestracja: 25 sty 2021, 23:47

Re: DEIZM

Post autor: Nieziem »

RN pisze: ↑
17 maja 2026, 15:01
WIEK ROZUMU, CZĘŚĆ 2, SEKCJA 3.
...
nie ma żadnego autorytetu, który by pozwalał sądzić, że nieludzkie i okropne rzezie mężczyzn, kobiet i dzieci, o których mowa w tych księgach, zostały dokonane, jak twierdzą te księgi, na rozkaz Boga. Obowiązkiem każdego prawdziwego deisty jest bronić moralnej sprawiedliwości Boga przed oszczerstwami Biblii.
...
Albo jest tak jak zauważył Paine, że Biblia jest pełna oszczerstw, albo Bóg nie jest tak święty, za jakiego Go uważamy, albo Bóg opisany w Księgach Hebrajskich Biblii jest kimś innym od Boga Prawdziwego. Z powyższych ja optuję za dwiema skrajnymi opcjami, pierwszą i ostatnią. Z tym, że ona wcale nie musi być ostatnią, bo zapewne można jeszcze inaczej patrzeć na Boga i Biblię.
W każdym bądź razie, to co pisze Paine brzmi przekonująco, choć raczej pozostanie nie do przyjęcia dla tradycjonalistów.

RN
Posty: 7515
Rejestracja: 25 paź 2013, 19:49
Lokalizacja: Ziemia Łódzka

Re: DEIZM

Post autor: RN »

Nieziem pisze: ↑
26 maja 2026, 9:05

Albo jest tak jak zauważył Paine, że Biblia jest pełna oszczerstw,
Ja myślę, że pisarze biblijni nie chcieli świadomie przedstawiać Boga w złym świetle. Wykorzystywali za to Jego autorytet dla urzeczywistnienia własnych celów. To co kiedyś mogło dodawać splendoru, dzisiaj każe zastanowić się czy opis poszczególnych poczynań i nakazów, aby na pewno działał dodatnio na Jego wielkość.
Nieziem pisze: ↑
26 maja 2026, 9:05
albo Bóg nie jest tak święty, za jakiego Go uważamy,
Zrozumienie tego, jaki jest Bóg i jakie są Jego względem nas zamiary, wydaje się być kluczem do zrozumienia naszego miejsca. Mówienie np. że Bóg jest wyłącznie dobry, według naszej miary - a taki pogląd lansuje Paine, a za nim i deizm - wydaje mi się trochę naiwny.
Nieziem pisze: ↑
26 maja 2026, 9:05
albo Bóg opisany w Księgach Hebrajskich Biblii jest kimś innym od Boga Prawdziwego.


Moim zdaniem Bóg przedstawiony na kartach Biblii jest wieloraki. Skoro wieloraki to chyba w rzeczywistości nieprawdziwy. Nie chodzi o to, że nie posiada wszechmocy, aby być ''za'' i jednocześnie ''przeciw', ale o to, że 'takim być nie wypada. Tym bardziej jeśli to dotyczy Boga.
Jeżeli jest inaczej to nas stan wydaje się być opłakany.
WYŁĄCZ TELEWIZOR - WŁĄCZ MYŚLENIE

Nowa wuka
Posty: 610
Rejestracja: 14 sie 2025, 12:35

Re: DEIZM

Post autor: Nowa wuka »

Moim zdaniem nikt z ludzi tak naprawdę nie wiek kim jest Bóg.
Zamykanie Prawdziwego BOGA w księdze, choćby "grubej" jest nieporozumieniem.
Przecież nawet zatwardziali ateiści mają jakieś wyobrażenie Siły, Nadistoty, Kogoś przed kim trzeba w jakiejś chwili życia czoło pochylić i śmiem wysnuć myśl, że "oni"(ateiści) są może najbliżsi prawdy.
Myślę, że Bóg jest Kimś znacznie odmiennym Bytem,Istotą dla nas niepojętą.
Togo "Boga" którego znamy z kart Biblii to chyba namiastka i raczej jakaś figura retoryczna przedstawiona na użytek głupiego ludzika.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Pozostałe wyznania i ruchy niechrześcijańskie”