Jak widzę drogę do nieba

Rozważania nad tekstami biblijnymi, zagadnienia doktrynalne, takie jak Trójca, nieśmiertelność duszy

Moderatorzy: Bobo, kansyheniek, booris, Junior Admin, Osoby odpowiedzialne za forum, Moderatorzy

ODPOWIEDZ
krzysiekniepieklo
Posty: 1562
Rejestracja: 22 lut 2024, 0:13

Jak widzę drogę do nieba

Post autor: krzysiekniepieklo »

Po opuszczeniu ziemskiego padołu.

Generalnie, to wychowałem się w katolicyzmie i pewnie wiele z tego, czego mnie za młodu uczyli, to jeszcze we mnie tkwi, chociaż moje myślenie w ostatnim dziesięcioleciu mocno się zmieniło i już nie łykam bezkrytycznie tego, co na siłę chcą mi wtłoczyć do głowy. Większość tutejszych użytkowników dość dobrze zna moje poglądy. Z Nowego Przymierza ( nie uznaję określenia „Nowy Testament”) uznaję tylko trzy Ewangelie. Marka, Mateusza i Jana. Nie uznaję całej reszty – Dzieje Apostolskie i wszystkie listy.
Dla mnie są wiarygodni ci, których Jezus wybrał i posłał ich żeby głosili Ewangelię – Jego naukę. Jezus dał gwarancję tylko na to, co sam powiedział, czyli na swoją własną nauką. Jezus ostrzegał przed „kwasem faryzeuszów”, czyli przed naukami tych, którzy w przyszłości będą chcieli zakłamywać Jego naukę. Więc żeby rozwikłać drogę do nieba, to trzeba się skupić na tym, czego Jezus uczył, a to jest możliwe tylko w oparciu o relację tych, których Jezus osobiście wybrał, jak jeszcze był w śród nas w swoim ludzkim ciele. To im powierzył głoszenie SWOJEGO SŁOWA.
Największą troską Jezusa było to, żebyśmy żyli w braterskiej wspólnocie. Troska o dobro wspólnoty miała być na pierwszym miejscu, nawet kosztem swojego, we własnym odczuciu, dobra. Dobrowolna ofiara w imię dobra wspólnoty, według nauki Jezusa, miała być dowodem świętości. Droga do świętości (a więc droga do nieba) zaczyna się dla duszy z chwilę narodzin w ciele. Dopóki żyjemy, to możemy być na drodze do świętości (na drodze do nieba), albo na drodze do piekła. W chwili śmierci ciała musimy podjąć ostateczną decyzję, czy chcemy żyć w świecie, gdzie króluje Bóg, czy też odrzucamy świat gdzie króluje Bóg i wybieramy świat, gdzie Boga nie ma. Wybierając grzech, zawsze wybieramy świat, gdzie Boga nie ma. Stajemy się „synami diabła”, bo takiego wyboru dokonujemy.
W chwili śmierci bardzo trudno jest zmienić swój pierwotny wybór. W tym temacie bardzo jest pomocna modlitwa wstawiennicza bliskich. Niestety ale bardzo często zadufanie w sobie takiej osoby, czyni takie modlitwy bezowocnymi. W chwili śmierci decydujemy, czy jesteśmy na drodze do Nieba, czy jesteśmy na drodze do piekła. Droga do piekła jest krótka. Z chwilą wyboru stajemy się uczestnikiem piekła i żyjemy w świecie, gdzie Boga nie ma. Tam jest wolna amerykanka, bo żadnego prawa nie ma. Każdy realizuje swój egoistyczny interes. Nikomu nie można zaufać, wiec trwa nieustanna walka, której nie można wygrać.
W drugiej opcji, jeśli wybraliśmy świat, gdzie króluje Bóg, to musimy się przystosować to reguł tego świata. Jeśli nie nauczyliśmy się tego braterskiego wspólnotowego życia jeszcze tu, na ziemi, to na drodze do nieba musimy się pozbyć tego, co za sobą ciągniemy do nieba, a co „mogło by się w tym „niebie” przydać”.
Mt 19
23 Jezus zaś powiedział do swoich uczniów: «Zaprawdę, powiadam wam: Bogaty z trudnością wejdzie do królestwa niebieskiego, 24 Jeszcze raz wam powiadam: Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego».



Te ogromne worki dobrych uczynków, które ciągniemy za sobą, mogą nam uniemożliwić przejście przez to „ucho igielne”. Wszystkie uczynki z egoistycznych pobudek, na które byśmy chcieli się powoływać, nie pozwolą nam wejść. Nie musimy przed Bogiem wykazywać swojej „doskonałości”. Bóg zna nas lepiej, jak my siebie znamy. Nasza „doskonałość może nam nie pozwolić wejść.

Awatar użytkownika
Queza
Posty: 7787
Rejestracja: 30 mar 2012, 17:52
Lokalizacja: Bieszczady

Re: Jak widzę drogę do nieba

Post autor: Queza »

Na mojej drodze życia Niebo przyszło do mnie.
To niesamowite jak bardzo można się załamać spotykając niewłaściwą osobę, i jak pięknie można rozkwitnąć, gdy spotka się tę właściwą.

Carl Gustaw Jung

Awatar użytkownika
Andej
Posty: 616
Rejestracja: 19 lip 2026, 13:01

Re: Jak widzę drogę do nieba

Post autor: Andej »

krzysiekniepieklo pisze: ↑
01 lis 2026, 13:26
Droga do świętości (a więc droga do nieba) zaczyna się dla duszy z chwilę narodzin w ciele. Dopóki żyjemy, to możemy być na drodze do świętości (na drodze do nieba), albo na drodze do piekła. W chwili śmierci ciała musimy podjąć ostateczną decyzję, czy chcemy żyć w świecie, gdzie króluje Bóg, czy też odrzucamy świat gdzie króluje Bóg i wybieramy świat, gdzie Boga nie ma. Wybierając grzech, zawsze wybieramy świat, gdzie Boga nie ma. Stajemy się „synami diabła”, bo takiego wyboru dokonujemy.
W chwili śmierci bardzo trudno jest zmienić swój pierwotny wybór. W tym temacie bardzo jest pomocna modlitwa wstawiennicza bliskich. Niestety ale bardzo często zadufanie w sobie takiej osoby, czyni takie modlitwy bezowocnymi. W chwili śmierci decydujemy, czy jesteśmy na drodze do Nieba, czy jesteśmy na drodze do piekła. Droga do piekła jest krótka. Z chwilą wyboru stajemy się uczestnikiem piekła i żyjemy w świecie, gdzie Boga nie ma. Tam jest wolna amerykanka, bo żadnego prawa nie ma. Każdy realizuje swój egoistyczny interes. Nikomu nie można zaufać, wiec trwa nieustanna walka, której nie można wygrać.
W drugiej opcji, jeśli wybraliśmy świat, gdzie króluje Bóg, to musimy się przystosować to reguł tego świata. Jeśli nie nauczyliśmy się tego braterskiego wspólnotowego życia jeszcze tu, na ziemi, to na drodze do nieba musimy się pozbyć tego, co za sobą ciągniemy do nieba, a co „mogło by się w tym „niebie” przydać”.
W zasadzie, choć swymi słowami, napisałeś dokładnie to, czego uczy Kościół katolicki.

Wybór może nastąpić tylko w czasie. Po śmierci nie ma czasu. I nie ma już wyboru. Choć w dalszym ciągu wszystko pozostaje w gestii Boga. On może wszystko. Do Niego Jednego należy ostateczna decyzja. Choć nie sądzę, aby gwałcił wolę człowieka, który wybrał potępienie.

Awatar użytkownika
Bobo
Posty: 17696
Rejestracja: 03 mar 2007, 17:12

Re: Jak widzę drogę do nieba

Post autor: Bobo »

Co z człowiekiem, który nie wybrał potępienia ale też nie wybrał drogi Bożej?
Oszołomstwu mówię NIE!

Awatar użytkownika
Queza
Posty: 7787
Rejestracja: 30 mar 2012, 17:52
Lokalizacja: Bieszczady

Re: Jak widzę drogę do nieba

Post autor: Queza »

Bobo pisze: ↑
01 lis 2026, 20:48
Co z człowiekiem, który nie wybrał potępienia ale też nie wybrał drogi Bożej?
Myślisz, że Andej zna odpowiedzi na wszystkie pytania świata? A co z człowiekiem, który nigdy nie zadawał pytań odnośnie wiary, drogi Bożej, potępienia itp? Odpowiedź: jest TUTAJ.
To niesamowite jak bardzo można się załamać spotykając niewłaściwą osobę, i jak pięknie można rozkwitnąć, gdy spotka się tę właściwą.

Carl Gustaw Jung

krzysiekniepieklo
Posty: 1562
Rejestracja: 22 lut 2024, 0:13

Re: Jak widzę drogę do nieba

Post autor: krzysiekniepieklo »

Bobo pisze: ↑
01 lis 2026, 20:48
Co z człowiekiem, który nie wybrał potępienia ale też nie wybrał drogi Bożej?
To nie wsiadłeś Bobo i pociąg odjechał. Chyba znasz naukę Jezusa - czuwajcie?

Nieziem
Posty: 1738
Rejestracja: 25 sty 2021, 23:47

Re: Jak widzę drogę do nieba

Post autor: Nieziem »

krzysiekniepieklo pisze: ↑
01 lis 2026, 13:26
W chwili śmierci decydujemy, czy jesteśmy na drodze do Nieba, czy jesteśmy na drodze do piekła. Droga do piekła jest krótka. Z chwilą wyboru stajemy się uczestnikiem piekła i żyjemy w świecie, gdzie Boga nie ma. Tam jest wolna amerykanka, bo żadnego prawa nie ma. Każdy realizuje swój egoistyczny interes. Nikomu nie można zaufać, wiec trwa nieustanna walka, której nie można wygrać.
Wolna amerykanka, powiadasz. A to dobre. Czyżbyś uznawał, że istnieje życie poza Tym, który o sobie powiedział, że jest życiem? Bo jeśli istnieje życie bez Boga, a polega na wolnej amerykance, to rad bym widzieć Twoje wpisy w nowej edycji Biblii, jako część druga Apikalipsy. Tam też są takie fantastyczne wizje przedstawiane.
Ja nie umiem sobie wyobrazić trwania życia w okolicznościach, które proponujesz, czyli gdzie walka, egoizm i bezprawie. Dlatego wydaje mi się, że albo później ktoś żyje z Bogiem, albo przestaje istnieć. Mowa o zgrzytaniu zębami i ciemnościach zewnętrznych to takie strachy na lachy. Figura retoryczna, a nie proroctwo.

Awatar użytkownika
Bobo
Posty: 17696
Rejestracja: 03 mar 2007, 17:12

Re: Jak widzę drogę do nieba

Post autor: Bobo »

Nieziem pisze:wydaje mi się, że albo później ktoś żyje z Bogiem, albo przestaje istnieć.
Zgadzam się. Jak widzisz to: Przestaje istnieć? Znika? Co wtedy, gdy podczas przyjścia Jezusa ktoś nie wybrał życia z Bogiem? Też zniknie/przestanie istnieć?
Oszołomstwu mówię NIE!

Awatar użytkownika
Andej
Posty: 616
Rejestracja: 19 lip 2026, 13:01

Re: Jak widzę drogę do nieba

Post autor: Andej »

Nieziem pisze: ↑
dzisiaj, 14:54
Dlatego wydaje mi się, że albo później ktoś żyje z Bogiem, albo przestaje istnieć.
To niemożliwe. Nie da się przestać istnieć. Chrześcijanie opierają swoją wiarę na Biblii. A tam jednoznacznie wykluczone jest "zaprzestanie istnienia", czyli anihilacja.
W J 5.28-29 mamy jednoznaczne stwierdzenie życia wiecznego. Zarówno dla tych, którzy będą zbawieni, jak też dla tych, którzy będą potępieni. Nie dziwcie się temu, bo nadchodzi godzina, w której wszyscy, którzy są w grobach, usłyszą głos Jego i wyjdą: ci, którzy czynili dobro, na zmartwychwstanie do życia, a ci, którzy czynili zło, na zmartwychwstanie na sąd.
Obietnica zmartwychwstania jest zapowiedzią istnienia. Czyli jest zaprzeczeniem przerwania istnienia. Potwierdzenie mamy w Dz 24.15 Mam też w Bogu nadzieję, którą również oni mają, że nastąpi zmartwychwstanie sprawiedliwych i niesprawiedliwych.
Także 1 Kor 15.42-44 Zasiewa się zniszczalne, powstaje niezniszczalne; zasiewa się w niesławie, powstaje w chwale; zasiewa się słabe, powstaje mocne; zasiewa się ciało zmysłowe, powstaje ciało duchowe. zapewnia o niezniszczalności ciała duchowego. Zatem zakończenie istnienia jest i tu zaprzeczone.

Ale to tylko wiara chrześcijan. Tylko wiara tych, którzy wierzą Biblii. Którzy wierzą w to, że Biblia zawiera prawdziwe Boże Objawienie. Ja wierzę Bogu. Wierzę Biblii. Dlatego nie ma wątpliwości co do życia wiecznego. W niebie lub piekle.

Nieziem
Posty: 1738
Rejestracja: 25 sty 2021, 23:47

Re: Jak widzę drogę do nieba

Post autor: Nieziem »

krzysiekniepieklo pisze: ↑
01 lis 2026, 13:26
uznaję tylko trzy Ewangelie. Marka, Mateusza i Jana.
Autorstwo tych trzech Ewangelii jest przypisane, a nie bezsprzecznie potwierdzone.
Ale zakładając, że wymienieni byli faktycznymi autorami, czy nie jest tak, że Marek (podobnie jak odrzucany przez Ciebie ewangelista Łukasz) nie był apostołem i uczniem Pana Jezusa? Na jakiej podstawie uznajesz Marka, skoro Pawła odrzucasz z powody braku jego bezpośredniego związku z głoszącym Pomazańcem? Jeśli wiesz coś o tym, że Marek był powołany przez Pana Jezusa, podaj proszę źródło takiej wiedzy.

Nieziem
Posty: 1738
Rejestracja: 25 sty 2021, 23:47

Re: Jak widzę drogę do nieba

Post autor: Nieziem »

Bobo pisze: ↑
dzisiaj, 15:22
Nieziem pisze:wydaje mi się, że albo później ktoś żyje z Bogiem, albo przestaje istnieć.
Zgadzam się. Jak widzisz to: Przestaje istnieć? Znika? Co wtedy, gdy podczas przyjścia Jezusa ktoś nie wybrał życia z Bogiem? Też zniknie/przestanie istnieć?
Mnie się przypominają dwa rodzaje ilustracji z czasopisma Strażnica. Jedne są zielone i pokazują radosną przyszłość zbawionych, inne szaro czarno białe, te przedstawiają obraz zniszczenia jak po eksplozji bomby atomowej w Nagasaki. Sugestywne przedstawienia.
To o czym w poprzednim poście napisałem, tyczy się tego, że o ile wizja zielona jest piękna, i warta oczekiwania spełnienia, to ta szara jest zbyt okropna aby można było wiązać ją z miłosiernym Bogiem. Zielona wizja powoduje we mnie zawołanie aż chce się żyć!
Wizja szara natomiast zachęca do samoanihilacji, gdyż takie szare życie jawi się upiornie nieznośne.
Ja mam nadzieję, że te szare obrazy nie będą doświadczeniem żadnego człowieka gdyż Bóg ma w zanadrzu inne opcje dla tych, którzy nie wdzieli w tym życiu stroju weselnego.
Czyli, ja tu nie twierdzę, że nastąpi zniknięcie/przestanie istnienia, ale ze względu na to w jaki sposób postrzegam Boga Ojca, nie mieści mi się w głowie obraz ludzi skazanych na wieczność w szarości. Szare obrazy to tylko projekcja teoretycznego stanu, który nie ma się ziścić, a nie jest to zapowiedź przyszłości.
Jeszcze jedno zdanie: Anihilacja nie jest fajna ale wydaje się być lepsza niż "życie" w wiecznej szarości (Życie w cudzysłowie bo co to za życie w szarości bez kolorów życia.).
Daj Boże aby każdy z Tobą żył.

Nieziem
Posty: 1738
Rejestracja: 25 sty 2021, 23:47

Re: Jak widzę drogę do nieba

Post autor: Nieziem »

Andej pisze: ↑
dzisiaj, 16:04
Ja wierzę Bogu. Wierzę Biblii. Dlatego nie ma wątpliwości co do życia wiecznego. W niebie lub piekle.
Pan Jezus powiedział tak:
Wchodźcie przez ciasną bramę! Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują! (Mat.7,13-14)
Ja w tych słowach widzę zachętę do szukania właściwego sposobu życia.
Można mieć nadzieję, że ci na szerokiej drodze jeszcze zdążą znaleźć wąską bramę. Bo jesli nie, piekło będzie tłumne, a w Niebie pustki.

krzysiekniepieklo
Posty: 1562
Rejestracja: 22 lut 2024, 0:13

Re: Jak widzę drogę do nieba

Post autor: krzysiekniepieklo »

Nieziem pisze: ↑
dzisiaj, 17:15
Bobo pisze: ↑
dzisiaj, 15:22
Nieziem pisze:wydaje mi się, że albo później ktoś żyje z Bogiem, albo przestaje istnieć.
Zgadzam się. Jak widzisz to: Przestaje istnieć? Znika? Co wtedy, gdy podczas przyjścia Jezusa ktoś nie wybrał życia z Bogiem? Też zniknie/przestanie istnieć?
Mnie się przypominają dwa rodzaje ilustracji z czasopisma Strażnica. Jedne są zielone i pokazują radosną przyszłość zbawionych, inne szaro czarno białe, te przedstawiają obraz zniszczenia jak po eksplozji bomby atomowej w Nagasaki. Sugestywne przedstawienia.
To o czym w poprzednim poście napisałem, tyczy się tego, że o ile wizja zielona jest piękna, i warta oczekiwania spełnienia, to ta szara jest zbyt okropna aby można było wiązać ją z miłosiernym Bogiem. Zielona wizja powoduje we mnie zawołanie aż chce się żyć!
Wizja szara natomiast zachęca do samoanihilacji, gdyż takie szare życie jawi się upiornie nieznośne.
Ja mam nadzieję, że te szare obrazy nie będą doświadczeniem żadnego człowieka gdyż Bóg ma w zanadrzu inne opcje dla tych, którzy nie wdzieli w tym życiu stroju weselnego.
Czyli, ja tu nie twierdzę, że nastąpi zniknięcie/przestanie istnienia, ale ze względu na to w jaki sposób postrzegam Boga Ojca, nie mieści mi się w głowie obraz ludzi skazanych na wieczność w szarości. Szare obrazy to tylko projekcja teoretycznego stanu, który nie ma się ziścić, a nie jest to zapowiedź przyszłości.
Jeszcze jedno zdanie: Anihilacja nie jest fajna ale wydaje się być lepsza niż "życie" w wiecznej szarości (Życie w cudzysłowie bo co to za życie w szarości bez kolorów życia.).
Daj Boże aby każdy z Tobą żył.
Żeby nie było tak szaro-czarno-białe, to Tobie namaluję, jak ja to widzę.
Jak Bóg stwarzał świat materialny, to powstał również świat z antymaterii. No i ten drugi świat jest przeznaczony dla tych, którzy nie chcą żeby Bóg im królował. Na dzień dzisiejszy, żyją obok siebie ludzie, którzy wybrali królowanie Boga i tacy, którym króluje szatan. No i synowie diabła pasożydują na tych, którzy stosują się do wytycznych Boga. Te dwie społeczności zostaną rozdzielone i synowie diabła zostaną tylko w swoim gronie. No i to będzie właśnie piekło, bo oni w żaden sposób nie będą zdolni, żeby się dogadać i żyć zgodnie,(dogadują się ze sobą tylko w sprawach pasożydowania) a nie będzie takich, którzy zgodzą się na pasożydowanie na nich. To jezioro ognia z Apokalipsy, to jest właśnie styk świata materialnego ze światem z antymaterii, no a na tym styku są "fajerwerki".

Awatar użytkownika
Queza
Posty: 7787
Rejestracja: 30 mar 2012, 17:52
Lokalizacja: Bieszczady

Re: Jak widzę drogę do nieba

Post autor: Queza »

Wszyscy zgrzeszyliśmy dlatego tu jesteśmy, ale nie wszyscy powrócą do domu Ojca.
To niesamowite jak bardzo można się załamać spotykając niewłaściwą osobę, i jak pięknie można rozkwitnąć, gdy spotka się tę właściwą.

Carl Gustaw Jung

ODPOWIEDZ

Wróć do „Dyskusje teologiczne”