rupert__ pisze:
Których świętych masz na myśli,bo znowu mam wrażenie ,że z wyjatków robisz normę,a to że kult świętych odwiódł ludzi od bogów i duchów pogańskich,to akurat zapisuje na plus temu kultowi
cytuję za:
http://nowezycie.archidiecezja.wroc.pl/ ... 02/02.html
Pierwsze przejawy czci oddawanej świętym wiążą się ze starożytnym kultem zmarłych. Chrześcijanie przejęli go ze świata pogan. W anniversarium (rocznicę urodzin zmarłego) udawali się na groby swych bliskich, gdzie składali kwiaty i modlili się. Z czasem pojawił się inny obchód, „natale” – uroczyste obchodzenie rocznicy męczeńskiej śmierci braci w wierze. Spotkanie przy grobach zaczęto łączyć ze sprawowaniem Eucharystii i wspólnym posiłkiem. Od tego czasu datować można początek kultu świętych w chrześcijańskim świecie.
Kult swietych na dobre rozpoczał się ok VII wieku i łączył się z kultem relikwi tych swiętych a takze z zakrojonym na szeroką skale handlem tymi relikwiami i pielgrzymkami do grobów swietych. Przynosiło to kosciołom posiadajacym relikwie ogromne dochody, tak duze ze niektóre kradły sobie relikwie na wzajem (prawie wszystki i tak fałszywe), a nawet walczyły o nie.
Od czasów papieża Urbana VIII zaczeto uzywac teminu "sanctus" na określenie osób, które dostąpiły beatyfikacji. To on w 1625 r. ustalił procedurę kanonizacji i beatyfikacji.
Dla przykładu taka ciekawostka:
Jeden z cesarzy niemieckich zażądał od włoskiego miasta by mu podarowano zwłoki apostoła Bartłomieja. Mieszczanie zamiast apostoła wydali cesarzowi inne zwłoki. Odtąd kult Bartłomieja istniał w dwóch miastach włoskim i niemieckim. Każde z nich twierdziło, że ma tego prawdziwego. Ale tak naprawde zaden z nich nie jest autentyczy.
Wymyslono wiekszosc swiętych z okresu przed VII wiekiem. W cudowny sposób nagle znajdowano ich ciało bądz kosci a takze wymyslano legendy o ich meczenskiej smierci.
Takim przykładem jest Klemens Rzymski, podobno papiez, i podobno autor znanego
Listu do koryntian. Na 300 lat po jego smierci pojawia się legenda o jego zyciu działalnosci i tragicznej męczenskiej smierci, o której wczesniej nikt nie słyszał. Legenda mówi ze zginła za czasów Trajan, przywiązany do kotwicy utonął w morzy w okolicach Pontu. Ale w IX wieku juz udało się ustalic ze swiety zmarł na Krymie. Obrastał ciagle legendą tak ze dzieki boskiemu natchnieniu geniuszom koscioła jakies 100 lat pózniej (czyli prawie 900 lat po smierci) udało się ustalic ze pontyfikat Klemensa zakonczył się w 97 roku a smierc swiętego nastapiła w 102 roku. I tak powstał swięty Klemens Rzymski, papiez i męczennik. Nie uwierzysz ale nawet udało się w cudowny sposób odnalezc jego kosci aby zapoczątkowac kult swietego :)
Wiekszosc swietych z wczesnego okresu ma podobne zyciorysy i została dotknięta podobnymi cierpieniami jak Klemens, czyli wyssanymi z palca od poczatku do konca. Między innymi zeby wykazac jak to strasznie kosciół był uciskany i jak głeboka była wiara wsród wyznawców. Tylko ze gdyby tak naprawde było to po co wymyslano te fałszerstwa? wystarczyliby prawdziwi meczennicy, ale tych jakos brakowało.
Takimi przykładami wymyslonych swietych sią pierwsi papieze: sw Linus, sw Anaklet, sw Ewaryst, sw Aleksander I, sw Sykstus I, sw Telesfor, sw Hyginus, sw Pius I, sw Anicet, sw Soter, sw Eleuteriusz, sw Zefiryn, sw Kalikst, sw Urban I, sw Hipolit, poza tym sw Katarzyna z Aleksandrii, sw Sebastian, Święty Jan Nepomucen, Święty Joachim (ojciec Marii wymysł z apokryfów), sw Mikołaj, sw Wiktoria, sw Maurycy (ten od dzidy), sw Zofia (presonifikacja mądrosci), sw Jerzy (ten od smoka), sw Walenty, sw Monika (został swieta bez powodu, chyba dlatego ze urodziła Augustyna), sw Wit, sw Euzebiusz, sw Nazary z Istrii, sw Agata, sw Florian (ten od strazaków), sw Barbara (od górników) i wielu wielu innych, no i niedawno kanonizowany przez JPII swiety Juan Diego Cuauhtlatoatzin (Orzeł który gada). Co prawda wsród 400 kanonizowanych w tym czasie, mogło to umknąc bystrzakom, i podsunac mysl ze tak bywa przy tasmowej produkcji swietych :)
Niestety w kosciele to stara praktyka o wielowiekowej tradycji. Nie wazne jest przeciez czy taki swiety istniał wazny jest kult sam w sobie i jego dobroczynne działanie. Jak mówił Macchiavelli - cel uswieca srodki. Tylko gdzies sie tu zgubiły i prawda i uczciwosc... no ale moze bez tego własnie rozwijała się ta wyzsza etyka chrzescijanska o której starsz sie mnie przekonac....
Za to ile kasy przyniosły pielgrzymki do Ręka św. Jana Chrzciciela i Cząstki Krzyża Swiętego w takim monasterze w Cetiniu ? Ze fałszywe... detal
A teraz przykład naszj polskiej kanonizacji, wesoły, z książeczki Janusza Roszko Collegium Maius i jego lokatorzy.
:
KANONIZACJA JANA Z KĘT
Gdy Akademia Krakowska zapragnęła mieć własnego świętego, zyskała protektora tej sprawy w osobie króla Jana III Sobieskiego.
Król, wielce życzliwy uczelni, która dała mu wykształcenie, interweniował w Rzymie.
Głos zwycięzcy Turków zmiękczył serce papieża Innocentego XI i uczynił Jana z Kęt błogosławionym.
Było to dopiero po Chocimiu, a jeszcze przed Wiedniem (1680). Gdyby było już po Wiedniu - przypuszczalnie Jan Kanty byłby świętym. A tak sprawa odwlokła się.
Sprawy kanonizacyjne toczyły się w XVIII wieku ze zmiennym szczęściem.
Akademia chciała nawet, aby Jana uznano nie tylko świętym, ale doktorem kościoła.
Jednak papież Benedykt XIV był niesłychanie rygorystyczny i zaostrzył przepisy kanonizacyjne. Za jego pontyfikatu nie tylko nie kreowano żadnego nowego świętego, ale nawet nie przeprowadzono procesu beatyfikacji.
Nikt tak jak krakowska Akademia nie czyhał na zdrowie i życie papieża w tym czasie.
Wreszcie nastał Klemens XIII i w serca profesorów wstąpiła otucha. Klemens bowiem załatwiał zaległe wnioski o kanonizację z poczuciem odrabiania zaniedbań po poprzedniku.
Chcecie mieć doktora Kościoła? Oczywiście, tylko potrzebne są jego teologiczne pisma jako załącznik. Doktor Kościoła nie może być bezpiśmienny.
Profesorowie więc zaprzestali opisywania cudów Jana z Kęt oraz jego życia pełnego cnót. Zaczęli szukać w bibliotece starych rękopisów, wreszcie znaleźli, otrzepali z kurzu i posłali co prędzej do Rzymu. Spieszmy się, póki żyje Klemens XIII, bo on też nie jest wieczny.
I wkrótce z Watykanu na głowy profesorów, spodziewających się pewnej kanonizacji, spadł grom.
Przeczytawszy w Rzymie pisma Jana z Kęt postanowiono:
- primo: wykreślić go w ogóle z listy błogosławionych
- secundo: zdjąć zwłoki (już nie relikwie!) z ołtarza w kościele św. Anny w Krakowie
- tertio: pogrzebać w nie poświęcanej ziemi jako heretyka
Wiadomość ta musiała wstrząsnąć Akademią, która do tej pory na kanonizację, wyjazdy do Rzymu, adwokatów - wydała już jakieś, skromnie licząc, 200 tysięcy złotych polskich. Poszło na to kilka ładnych wiosek.
Po kilku dniach sprzeczek kto winien, że nie przeczytano przed wysłaniem do Rzymu rękopisów błogosławionego Jana, przyszła propozycja wysłannika Akademii z Rzymu, profesora Żołędziowskiego: sprawa da się uratować, trzeba na to pieniędzy!
Przeboleli więc swoje winy, polegające na lenistwie, które nie pozwoliło im przeczytać dzieł Jana. Żył on przecież w czasach, gdy w kościele trwał spór o władzę: czy sobór nad papieżem, czy papież nad soborem?
Jan z Kęt był za tym, że sobór jest władzą wyższą niż papież. Z biegiem czasu taki pogląd stał się po prostu "oburzającą herezją".
Sprzedano dalsze dwie wioski.
Rzymscy adwokaci, najwięksi krętacze jakimi dysponowało Wieczne Miasto, zostali zebrani na wspólnym konwentyklu. Doszli do budującego wniosku: należy dowieść, że wysłane do Rzymu dzieła teologiczne nie zostały napisane przez Jana z Kęt, ale przez innego Jana, również teologa i profesora owego czasu.
Przeprowadzenie dowodu na to musiało trwać następne kilka lat.
Niestety, nie znalazły się pisma właściwego Jana z Kęt albo czyjeś inne, ale prawowierne, które mogłyby przynieść mu tytuł doktora Kościoła. Tak więc zrezygnowano z tego wyróżnienia.
W 1767 ogłoszono Jana z Kęt "zwykłym świętym".
http://www.photoblog.pl/show.php?u=prze ... 15&d=20063
Jak widzisz przy odrobinie dobrych checi i kasy nawet heretyk moze zostac swietym :)
A twoim zdaniem jest swietym czy heretykiem ?