Nieziem pisze: ↑03 sty 2025, 18:13
Problem z dyskusją z Tobą polega na tym, że nie używasz argumentów, nie odnosisz się do faktycznego zapisu biblijnego ale formułujesz własne wnioski z tego zapisu i krytykujesz dany fragment Pisma jako głupi albo szatana godny. I ja się w takim miejscu z Tobą zgadzam (!!!) że głupie to treści, tyle że to Twój wniosek jest głupi, a nie tekst, z którego go wyciągnąłeś.
Co według Ciebie znaczy – Nie używasz argumentów?
Jeżeli wyciągam własny wniosek, to dla Ciebie nie jest argument?
Czy jak przytoczę czyjś wniosek, to dopiero uznasz to za argument?
Nieziem pisze: ↑03 sty 2025, 18:13
Dykusja z Tobą jest utrudniona również przez fakt Twojego "niezabetonowania" czyli fałszywej nieskromności.
Możesz zdefiniować, co to jest ta fałszywa nieskromność, bo nie bardzo Ciebie rozumiem?
Nieziem pisze: ↑03 sty 2025, 18:13
Nie jest przyjemnością wchodzenie w interakcje z kimś, kto jest zainteresowany tylko własnym zdaniem, i akceptuje tylko przytakiwania własnemu zdaniu. Jak ktoś nie przytakuje, a ma czelność mieć inne zdanie, to dla Ciebie taki ktoś jest godnym potępienia faryzeuszem, czyli inaczej niż Ty, bo taki ktoś jest zabetonowany.
Dla mnie „faryzeusz”, to taki ktoś, kto sprzedaje fałszywe nauki żeby żyć na koszt innych ludzi. Dlatego Jezus mówił do nich – „diabła macie za ojca”. No a zabetonowany, to taki ktoś, kto samodzielnie nie myśli, tylko ulega takim faryzejskim naukom. Jezus ostrzegał uczniów przed faryzejskimi naukami. Jezus wybrał Apostołów i posłał ich żeby głosili Ewangelię (Jego naukę). Im wierzę. Nie wierzę tym, których Jezus nie posyłał, a wręcz przed nimi przestrzegał.
Uczniem Jezusa jest ten, kto się stosuje do nauki Jezusa. Uczniem Pawła jest ten, kto się stosuje do nauk Pawła. Łukaszowi bym wierzył, jak by Jezus wybrał go na Apostoła. Po cos jednak Jezus tego wyboru Apostołów dokonał.
Nieziem pisze: ↑03 sty 2025, 18:13
Nawiązując jeszcze do przypowieści o miłosiernym Samarytaninie, zapytam, hipotetycznie, jakbyś przechodząc ujrzał leżącego pobitego człowieka, a jak rozumiem z Twojej prezentowanej postawy, że nie w każdej sytuacji byś pomógł, że jednemu byś pomógł a innemu nie, bo nie wiesz kto jest Twoim bliźnim, chociaż Słowa Pana Jezusa z Ew. Łukasza.10 każą pomagać każdemu, ale skoro tej nauki nie uznajesz, stąd pytanie: jakie zastosujesz narzędzia
segregacji ludzi? by zdecydować komu pomóc a obok kogo przejść obojętnie.
Jak by ten pobity był określony przez Jezusa jako bliźni, to nie miał bym tej przypowieści nic do zarzucenia. No ale bliźnim został określony ten, który pomaga. Ja zawsze uważałem, że ten pobity, to bliźni. W zasadzie każdy człowiek, to bliźni. No i dopiero niedawno otworzyły mi się oczy, że to, co miałem za oczywistość, to takie oczywiste nie jest. A jak jeszcze bliżej się przyjrzałem, to uznałem, że to do nauki Jezusa nie pasuje, bo gdzie indziej jest to dużo lepiej wyjaśnione.
Co do segregacji ludzi to w krytycznych sytuacjach pomagam, no chyba że znam gościa i wiem, że nie jest wart żeby mu pomóc. A co do pomagania, to pomagam prostym ludziom, a jak pomocy potrzebuje ktoś, kto uważa, że za pieniądze to mu muszę pomóc, to nie pomogę, bo jego pieniędzy nie potrzebuję.