Andej pisze: Zatem przyznajesz, że nie da się rozpoznać. Wyłącznie po stojaczku. I nic więcej. Żadnych znamion. W sklepie, w pociągu, w teatrze czy w restauracji nie da się rozpoznać. Tak, jakby ukrywali się ze swoją wiarą. Także w rozmowach z trudem przychodzi przyznanie się do ŚJ. Oczywiście stwierdzam to na podstawie własnych obserwacji.
Nie wykluczam, że tak jak Żydzi (kilka razy w rozmowie z Żydami padło takie stwierdzenie, że oni zawsze potrafią się rozpoznać) mają jakiejś ukryte sposoby rozpoznawania się. Ale dlaczego ŚJ tak ukrywają się przed innymi ludźmi, gdy nie są na obowiązkowej służbie? Czy takie są wytyczne?
Mam wrażenie, że moim postom starasz się nadać inne znaczenie niż to, które z nich jednoznacznie wynika. To tak, jakbyś chciał, abym napisał coś innego bo to co napisałem nie podoba Ci się. A napisałem, że Świadków Jehowy można łatwo rozpoznać, bo znani są z działalności religijnej w miejscach publicznych. W dużym mieście w którym zamieszkuję stoją przy stojakach np. przy centrach handlowych gdzie przechodzą tysiące ludzi. A ponieważ są nieliczni, tłumy przyzwyczajają się do takich samych twarzy i postaci tych głosicieli. Jak zatem możesz pisać, że ukrywają się ? Przecież to absurdalne.
Rozpoznać ich można także po wielu innych cechach charakterystycznych jak kultura osobista, nieużywanie wulgaryzmów, palenia tytoniu, po braku tatuaży i dziwnych modnych strojów, nie eksponowania obnażonych części ciała u kobiet, niezaśmiecania miejsc publicznych.
Typowe oznaki:
1. chodzą od domu do domu, rozmawiając o Biblii,
2. stoją w miejscach publicznych z wózkami lub stojakami z literaturą religijną,
3. oferują bezpłatne czasopisma i broszury biblijne,
4. zapraszają na zebrania w Sali Królestwa,
5. podczas rozmowy często odwołują się do Biblii i używają imienia „Jehowa” w odniesieniu do Boga.
6. cechuje ich neutralność polityczna i odmowa służby wojskowej.
7. nie obchodzą świąt poza Pamiątką.
Katolików i ateistów rozpoznać też łatwo właśnie dlatego, bo w większości nie mają takich cech. Osobiście pracowałem z wieloma katolikami i nigdy żaden z nich nie mówił o Biblii. Ale pewnego razu pojawił się w pracy pewien Świadek Jehowy, który od razu zaczął mówić o Biblii oraz zaprosił mnie na studium biblijne do swojego domu. I tak się zaczęło.
PS. Przypomniałem sobie teraz pewnego katolika, który odradzał czytanie Biblii, bo jak twierdził od tego można zwariować.